Codziennie ratuje cos w domu - sciany, dywany, sprzety, ciuchy, talerze. Codziennie lece gdzies ze szmata, recznikiem, cloroxem, magic eraser, klejem zeby unieszkodliwic efekty olusiowych "zabaw". Codziennie moje rece opadaja razem ze szczeka ciut dalej, aktualnie wisza chyba gdzies nad Australia.
A pomyslow nasz synus ma az za duzo niestety. Wydaje mu sie, ze jest absolutnie samodzielnym malym czlowieczkiem, gardzi nasza pomoca probujac udowodnic nam i sobie samemu, ze wszystko, powtarzam wszystko potrafi sam zrobic. Skutki takiego zachowania sa niestety czesto gesto oplakane i bardzo ubrudzone, polane, zniszczone itd. Jak mu cos nie wychodzi, albo mu kategorycznie zabraniamy jest wrzask, placz, ataki zlosci itd. Naprawde nic milego:(
Wiec czekam z dusza na ramieniu i srodkami czyszczacymi w pogotowiu az przejdzie mu ta faza...bo mam nadzieje ze w koncu przejdzie. Tak jak Mayci przeszly histerie, ktore miewala w tym samym wieku.
