Wczoraj siegnelam pamiecia w przeszlosc i zdalam sobie sprawe, ze wlasnie w tym roku minie 10 lat od moich najsmutniejszych Walentynek, kiedy to dnia nastepnego zakonczylam zwiazek z moim owczesnym wieloletnim chlopakiem. Jak bardzo czara goryczy musi byc wypelniona by chciec sie rozstac nazajutrz po swiecie zakochanych...Troszke wiecej niz po brzegi:)
Rok pozniej przydarzyly sie moje najsmieszniejsze Walentynki juz w Stanach z Wiesiem. Chcialam sie tego dnia zrobic na bostwo bo wieczorem czekala mnie, jak mialam nadzieje, romantyczna randka z panem W. wiec rozpoczelam dzien od maseczki na twarz i czekajac az zadziala cuda leniwie snulam sie po domu w koszuli nocnej kiedy to zadzwonil dzwonek do drzwi i ku swemu przerazeniu dojrzalam przez wizjer nie kogo innego jak mojego adoratora we wlasnej osobie!!! Co za panika:) Ja rozczochrana z twarza umorusana jakos glajda i do tego w koszuli nocnej. Zamiast bostwa moj wielbiciel ujrzal jakas zmore, ale nic sie nie scykal, wreczyl bukiet kwiatow i cudny prezent, cmoknal w wysmarowany pyszczek. Chcial mi zrobic niespodzianke, albo moze nie mogl sie doczekac zeby mnie zobaczyc...Milutkie to bylo, zwlaszcza ze sie absolutnie nie zrazil moim koszmarnym widokiem i stawil sie na pozniejsza randke:)
W tym roku mamy o dziwo tez plany randkowe, dzieci zostawiamy u znajomej z osiedla. Pisze o dziwo, bo od kiedy sie rozmnozylismy nie bylismy sami na zadnym wyjsciu walentynowym, wszedzie z dzieciarami, co jak wiadomo nie zawsze jest romantyczne. Ponadto zamiast walentynkowych gadzetow zrobilismy sobie jeden wspolny prezent - Keurig czyli maszyne do parzenia pojedynczych kaw i herbat. I robimy sobie super kawki, bo tych kaw jest od wyboru do koloru, az trudno sie zdecydowac.
A jakie wy macie wspomnienia walentynkowe?







