środa, 5 lipca 2017

Staranowana

29 czerwca około godziny 4 popołudniu, w drodze z pracy, na jednym z największych skrzyżowań w naszym mieście zostałam staranowana przez samochód - pick-up truck Ford F150:(((((
Ja ruszyłam na zielonej strzałce, żeby skręcić w lewo a pan przejechał sobie czerwone światło i z pełnym impetem conajmniej 50 mil na godzine wjechał centralnie w moje Infiniti od mojej strony.
Nie wyobrażacie sobie mojego zaskoczenia i przerażenia kiedy ujrzałam ten samochód na sekundę zanim mnie uderzył... do dzis mam ten obraz przed sobą ilekroć zamknę oczy:(
W momencie uderzenia jedynie przemknęło mi przez myśl, że chyba już po mnie, a kiedy mój samochód zaczął robić piruety po całym skrzyżowaniu i chybotać niebezpiecznie w jedną i drugą stronę - w głowie jedynie kołatała mi się prośba: tylko sie nie przewróć!!!!
I nie przewrócił się:) stanął na drugim końcu skrzyżowana i terkotał w miejscu jakby dalej chciał jechać ale coś go trzymało.
A ja roztrzęsiona ale przytomna wyłączyłam silnik i  probowałam wydostać się z samochodu...bez skutku, bo nie wiedziałam jeszcze, że cała strona samochodu została wgnieciona do środka na 30 cm!!!!

Siedziałam więc przez chwilę pokryta cała masą szkieł i zdecydowałam się zadzwonić pod 911, zwłaszcza, że drugi kierowca też nie wychodził z samochodu...Ze zdenerwowania zadzwoniłam pod 991:) ale poprawiłam się za drugim razem chociaż strasznie mi się ręce trzęsły.
Jacyś ludzie pomogli mi się wydostać z samochodu, zauważyli, że krwawię z głowy i ręki, przynieśli chusteczki i zatamowali krwawienie. Probowałam też zadzwonić do Wiesia, ale ze zdenerwowania wybierałam jego numer konferencyjny zamiast do niego, w koncu napisałam krótkiego smsa, żeby przyjechał.
Przyjechała straż pożarna, wzięli mnie do wozu strażackiego zaskoczeni, że po takim staranowaniu ja chodzę i jestem przytomna. Sprawdzili moje parametry życiowe, były ok poza super wysokim ciśnieniem krwi, kazali posiedzieć uspokoić się, wypytywali co się dokładnie stało. W tym czasie przyjechał przestraszony Wiesiu i razem ze strażakami namówili mnie na przejazd do szpitala, bo lewa strona mojej głowy zaczęła mnie bardzo boleć:(
W szpitalu wzięli mnie na prześwietlenie głowy i kręgów szyjnych, zdjęcia wyszły ok:) Dostałam też zastrzyk przeciwko teżcowi bo miałam kilka zadrapań.


Przybyła też policjantka żeby spisać moje zeznania, dowiedziałam się ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, że ponoć kierowca, który we mnie wjechał twierdził, że to on miał zielone światło i to ja zawiniłam. Jednak zanim jeszcze się zdenerwowałam policjanka poinformowała mnie, że był naoczny świadek, który już potwierdził na miejscu wypadku moją wersję zdarzeń i pani ta, która też czekała na zielone światło za mną,  ma nawet film z całego wypadku bo posiadała kamerę samochodową:) Tak więc pan kierowca dostał już mandat za przejechanie czerwonego światła.

Może po przeczytaniu tego mojego raportu powypadkowego zadajecie sobie pytanie dlaczego nie ma w nim ani słowa o drugim kierowcy...coż może dlatego, że ów drugi kierowca po opuszczeniu swojego samochodu - który tak nawiasem mówiąc był służbowym pojazdem naszego harabstwa (Hillsborough county), nawet nie raczył spojrzeć w moją stronę ani zapytać się czy przeżyłam, czy jestem ok...nawet po przewiezieniu do szpitala leżał przede mną na łóżku (ja już wtedy wiedziałam od strażaków, że nic mu się nie stało) nie odwrócił się i nie powiedział do mnie ani jednego słowa.
I nastepnego dnia kiedy rozmawiałam z moją firmą ubezpieczenieniową dowiedziałam się się, że cały czas podtrzymuje swoja wersję wypadków o rzekomym zielonym świetle, które widział!!!!!!!
Nie wiem gdzie widział to światło...może mu sie przyśniło...
Prawda jest taka, że nasze auto jest skasowane:(((


Ja cała obolała i przerażona. Zastanawiam się poważnie nad wzięciem go do sądu, bo odczuwam cały czas dziwne bóle w lewej nodze i w dolnych partiach kręgosłupa, więc w piątek odwiedzę kręgarza i jeśli według niego będę miała podstawy do pozwania go, zrobię to!
Właśnie szykowaliśmy się do kupna nowego domu, a przez tego śniętego idiotę musieliśmy wyleasingować nowy samochód, co za pewne poważnie wpłynie na nasze możliwości kredytowe przy kupnie domu:((((
Ale najważniejsze, że ja jestem cała nawet jeśli trochę potłuczona, nie było dzieci w samochodzie w momencie wypadku i jechałam naszym bezpiecznym samochodem, dzięki temu przeżyłam:)
Nie życzę nikomu takiej traumy, to bardzo przerażające przeżycie:(
Jedzcie ostrożnie i uważajcie na innym kierowców!!!




1 komentarz:

  1. Pozwij dziada!!batalia będzie trwała pewnie ze 2-3 lata ale dasz radę!ludzką butę trzeba tępić! Odpuścisz teraz, za 2 tyg. może dojdziesz do siebie ale po 2- 3 miesiącach bez powodu ponownie zaczniesz cierpieć z powodu bólu w szyi czy barku? Leczenie wówczas będziesz opłacać sobie sama. Oczywiście nie życzę Ci niczego złego, ale faktem jest że prawdziwe dolegliwości mogą dopiero po wielu tygodniach się pojawić. Znajdź jeszcze baristę, aby ocenił ile dasz rade wyciągnąć za uszczerbek na zdrowiu i nade wszystko narzekaj na ból!
    3mam kciuki za godne odszkodowanie i zdrowia życzę:)

    OdpowiedzUsuń