10 lat temu poznym pazdziernikowym popoludniem (dokladnie 8 pazdziernika) pojechalam z moja przyjaciolka i jej mezem do domu jej znajomej na spotkanie zaaranzowane w celu zapoznania mej skromnej osoby z bratem owej znajomej - Wiesiem.
Becia zaczela planowac ta cala mala impreze jeszcze zanim chyba opuscilam Polsce. Wedlug niej jechalam poznac swojego przyszlego meza:)
Siedzielismy przy stole w bardzo pieknym domu kiedy wyzej wymieniony pan Wieslaw pojawil sie u drzwi wejsciowych i ....moje serce zamarlo. Zamiast jakiegos fajtlapowatego brzydala, ktorego swata jego wlasna siostra mialam przed soba uosobienie moich skrytych marzen - przystojnego, sniadego, eleganckiego przystojniaka - no wiecie taki so spoglada na ciebie spod kosmicznie dluuugich rzes, ma kruczo-czarne wlosy i skronie przypruszone juz lekko siwizna co tylko dodaje mu uroku.
A ja zamiast podskoczyc z radosci i rozpoczac wielkie flirtowanie by zauroczyc go i rozkochac w sobie...chcialam sie zapasc pod ziemie, z braku umiejetnosci zapadania sie lub znikania skulilam sie tylko na moim krzesle majac nadzieje, ze moze dzieki temu wydam mu sie mniejsza - czyt. szczuplejsza. Tak akurat bowiem sie zdarzylo, ze w tym okresie mojego zycia mialam na sobie 20 kg wiecej niz normalnie:( I mialam rowniez swiadomosc, ze kazdy facet zakochuje sie okiem, tak wiec czulam sie kompletnie na straconej pozycji. Ten jeden raz kiedy naprawde potrzebowalabym zachwycic kogos swoja super zgrabna sylwetka, z ktora przyjechalam do tego kraju!, moglam jedynie liczyc na to, ze jakims cudem spodoba mu sie moja aktualna pyzata i postawna postura:(

Moglabym oczywiscie oczarowac go swoja elokwencja, wciagnac w jakas zajmujaca rozmowe, ujawnic moj niesamowity intelekt, zablysnac humorem i swoja nieodparta osobowoscia...ale doslownie jezyk stanal mi kolkiem w ustach. Bylam oniesmielona, pokonana przed startem, zdawalam sobie sprawe, ze taki facet nigdy na mnie nie spojrzy, nigdy sie mna nie zaintereresuje. Czulam sie wstretnie, bez szans, totalnie zawstydzona ta cala sytuacja. Postawilam na przeczekanie, nieodzywalam sie w ogole, nawet zadal mi pare pytan, ale odpowiadalam krotko i rzeczowo, jak na jakims przesluchaniu.
Widzialam, ze ciekawie spogladal na mnie, ale moglo mi sie tylko wydawac....
Doslownie slowo: porazka nie podsumowywuje w pelni tego spotkania zapoznawczego.
Po wyjsciu Adam spojrzal na mnie rozbawiony i spytal: Co to k...wa mialo byc????
Becia byla chyba zdruzgotana, a ja probujac sie zbagatelizowac swoje idiotyczne zachowanie tlumaczylam, ze Wieslaw istotnie jest przystojny, ale za niski jak dla mnie, troche ma taka krepa budowe ciala, a to mi sie nie podoba absolutnie...ble ble ble... Becia miala tak wielkie galy ze zdumienia, ze obawialam sie, ze bede je zaraz musiala zbierac.
Tak wlasnie 10 lat temu przebieglo nasze spotkanie.
Wiem, ze Wiesiu wcale nie myslal mnie zabierac na jakakolwiek randke ( zrazilam go totalnie), ale w koncu po usilnych namowac siostry, zeby chociaz sprobowal raz, zaprosil mnie na obiad, kino i lody w Halloween - tego dnia wlasnie obchodzimy rocznice naszej pierwszej randki. Ta randka wszystko zmienila, bo wtedy dalam sobie szanse i rzeczywiscie oczarowalam mojego przyszlego meza swoja osobowoscia:))) I chyba pierwszy raz w zyciu facet zainteresowal sie mna nie zachwycajac sie jedynie moimi dlugimi nogami, ale czerpiac przyjemnosc z rozmowy ze mna i po prostu bycia w moim osobistym towarzystwie:)))
Zaprezentowane zdjatko to nasza druga albo trzecia randka...jak widac z usmiechow - bardzo udana:)