Florydzkie lato gosci na naszym podworku - upal i wilgotnosc niemalze nie do zniesienia, prawie codziennie pada, burza burze pogania. Tafla wody w jeziorze az sie wybrzuszyla a moje tegoroczne ziola na werandzie mimo moich wysilkow jak zwykle daja za wygrana - sadze je co roku od pieciu lat w nadziei ze przezyja nasze lato. Tego roku naprawde sie zawzielam i choc marna ze mnie ogrodniczka niektore jeszcze wygladaja pieknie i korzystam z nich kiedy potrzebuje. Niestety koperek, tymianek i powoli cilantro zdychaja:(
Procz ratowania moich smetnych upraw probuje tez rozerwac wakacyjnie moje dzieci i wymyslam im zajecia, wycieczki, zabawy zeby z nudy nie doprowadzaly mnie do szalu i frustracji i mialy troche frajdy w czasie tych wakacji. Chodzimy na basen regularnie, do biblioteki, organizuje wraz z innymi zdesperowanymi mamami playdates, wyszukuje festyny dzieciece, inne zajecia na ktore moge je zabrac. Maya aktualnie chodzi na oboz baletowy przez caly tydzien, a co poniedzialek zawoze ja na zajecia plastyczne. Razem zabieram ich na zajecia muzyczne, do akwarium i do muzeow dla dzieci. Niestety ze wzgledu na upaly rezygnujemy z wypraw wymagajacych dluzszego przebywania na sloncu. Wprawdzie chce zmeczyc te moje dzieciary ale niekoniecznie totalnie wykonczyc. Do tego zachcialo nam sie zmienic troche wystroj naszego domu - jestesmy w trakcie zmian meblowych. Odwiedzilismy wszystkie sklepy meblowe w naszej okolicy co w towarzystwie dwojki bardzo energetycznych dzieciakow jest absolutnie frustrujace i wykanczajace. I spedzilismy juz chyba godziny ogladajac meble - glownie stoly na internecie, tysiace stolow i ....nie wybralismy zadnego jeszcze. Stwierdzilismy tez, ze przy nowym wystroju nasze sciany wygladaja koszmarnie wiec zupelnie jakbym nie miala nic innego do roboty zabralam sie za malowanie. Rezultat jest taki, ze teraz ja na gwalt potrzebuje wakacji i odpoczynku:) Na szczescie bede juz niedlugo miec okazje by troche odetchnac od naszych pociech i domowego galimatiasu. Wybieramy sie bowiem z Wiesiem na romatyczny "bezdzietny" wypad do San Francisco:) Dzieciary zostawiamy u tesciow i sami lecimy do Californi na pare dni. San Francisco bylo zawsze na pierwszym miejscu na mojej liscie miast, ktore chcialabym zobaczyc.
Blog Asiulka (Joanny Kalinowskiej) - żony, matki, emigrantki. Opisuję nasze życie rodzinne na Florydzie, gdzie mnie przywiało a mąż pstryka fotki. Miłego czytania i oglądania!
piątek, 22 lipca 2011
wtorek, 12 lipca 2011
Mamy szkodnika

sobota, 2 lipca 2011
Walka trwa
Na lamach tegoz blogu przyznaje sie uroczyscie i szczerze do tego, ze jestem prozna. Baardzo mi zalezy na tym, by dobrze wygladac, bo co tu bede owijac w bawelne - dobrze sie wtedy czuje psychicznie i fizycznie. Zeby tak wlasnie sie czuc potrzebuje byc szczupla. Jakos waleczki tluszczy na brzuchu i kragle uda nie dzialaja pozytywnie na moja psychike - wrecz przeciwnie:( I wlasciwie walcze o ta swoja wymarzona sylwetke od nastoletnich swoich lat. Diety, cwiczenia, bieganie, silownia, wszystko to juz przerabialam. I wlasciwie dzieki zmianom sposobu zywienia, ogolnej aktywnosci, czasami stresom udawalo mi sie pozostawac szczupla przez wiele lat...az do urodzenia Olusia. Od tego momentu wszystko sie zacielo:( Nie moglam wrocic do swojej poprzedniej figury. Namowilam Wiesia na kupno maszyny do cwiczenia, przeszlam na bardzo ostra diete wykluczajac wszystkie weglowodany i cukry i przez 5 miesiecy udalo mi sie zrzucic pare kilo by w koncu uznac, ze jest ok, chociaz mialam 10 funtow wiecej niz w dniu slubu (ale wtedy bylam super chuda). Niestety tej wiosny zauwazylam przybieranie na wage i problemy w wcisnieciem sie w moje ciuchy - rozmiar 6:( I wlasciwie moglabym powiedziec sobie - no coz starzejesz sie kobieto, niedlugo stuknie ci 35 wiosen i nie bedziesz juz nigdy wygladac jak nastolatka...ale jestem zbyt prozna! Chce byc "zgrabna i powabna"! Nie lubie siebie z brzuszkiem. I zdecydowalam ze nie spoczne na laurach dopoki sie nie pozbede chociazby tego co przytylam przez ostatnie miesiace. Po prostu postanowilam zawalczyc o pozostanie w rozmiarze 6! A poniewaz to co robilam dotychczas nie dawalo efektow zdecydowalam, ze czas zmienic przyzwyczajenia, rutyne cwiczeniowa, bo aktualna nie przynosi juz zadnych wymiernych rezultatow. Nie chcialam sie znowu katowac jakas straszna dieta wiec zmiejszylam porcje i zwiekszylam czestotliwosc jedzenia, ograniczylam weglowodany, zwiekszylam spozycie warzyw i owocow oraz wody i innych plynow. Zaczelam codziennie chodzic - mamy taki fajny szlak wokol wielkiego jeziora na naszym osiedlu, bardzo szybkim krokiem pokonuje go w okolo 40 min. Do tego wstaje rano - zanim obudza sie dzieci i cwicze joge:) To znaczy ucze sie jak praktykowac joge. Kiedys, wiele lat temu, dostalam od Wiesia w prezencie 2 dvds z joga dla poczatkujacych. Teraz sie baaardzo przydaja, bo nie mam za bardzo czasu na chodzenie na zajecia, a taka sesja z jednym dvd to jak prywatna lekcja ze swoim osobistym mistrzem jogi. Wszyscy spia, mam spokoj, ktory jest potrzebny do tego rodzaju cwiczen, i czuje sie po nich niesamowicie. Chodze bardziej wyprostowana - a mam straszna tendencje do garbienia sie, oddycham jakos glebiej, zniknal moj brzuszek. Bardzo polecam, chociaz nie jest latwo.
I wiem, ze proznosc to niezbyt fajna cecha, ale pocieszam sie, ze w moim przypadku przynajmniej zacheca mnie zdrowego odzywiania, dopinguje do cwieczenia i do pracowania nad soba, zmusza do zejscia z sofy, zwleczenia sie z lozka rano. Mam nadzieje ze juz niedlugo doczekam sie jakis konkretnych efektow tej nowej rutyny.
I wiem, ze proznosc to niezbyt fajna cecha, ale pocieszam sie, ze w moim przypadku przynajmniej zacheca mnie zdrowego odzywiania, dopinguje do cwieczenia i do pracowania nad soba, zmusza do zejscia z sofy, zwleczenia sie z lozka rano. Mam nadzieje ze juz niedlugo doczekam sie jakis konkretnych efektow tej nowej rutyny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)