sobota, 29 września 2012

Żal i podziw

Przeczytalam ten artykul, ktory bardzo polecam...i procz wielkiego zalu i smutku czuje tez wielki podziw dla mojej imienniczki i jej dzielnego synka. Nie wiem czy mialabym w sobie tyle spokoju i madrosci w takiej sytuacji...Mysle, ze Jas wyrosnie na bardzo madrego i dobrego czlowieka:)
Moje dzieci sa straszne dziecinne, egoistyczne, rozkapryszone i humorzaste - jak to dzieci. Ale czasami chcialabym zeby nie postrzegaly swiata tylko przez pryzmat otrzymanych lub obiecanych zabawek, zeby bardziej docenialy to, co maja, to, czego doswiadczaja, to, co im sie oferuje...Z drugiej strony wolalabym jednak zeby nigdy nie dotknelo ich to, co spotyka malego Jasia:(

wtorek, 25 września 2012

Gronkowiec

Moja mame w szpitalu podczas operacji zarazili gronkowcem naskornym:(
ARE YOU KIDDING ME????
Ja nie wiem moze powinnam sie cieszyc, ze przez pomylke jej nie amputowali tej nogi???
I jak sie nie dziwic, ze ludzie w Polsce boja sie chodzić na badania profilaktycznie skoro slysza pewnie same tragiczne historie o innych, ktorzy poszli do szpitala i juz nie wrocili albo wrocili bardziej chorzy niz weszli...Mysla sobie: lepiej trzymac sie od wszystkich lekarzy i szpitali z daleka, i nawet jak czuja, ze cos tam im dolega bagatelizuja, az juz nie sa w stanie, ale wtedy jest juz za pozno:(
Sama pamietam jak jako 5-letnia dziewczynka trafilam na pogotowie ze zlamana reka gdzie po godzinach oczekiwania pielegniarka usilnie probowala mi zagipsowac zdrowa reke:)))
A czasami idziesz po pomoc a dostajesz w prezencie gronkowca!
I musisz byc na bardzo silnym antybiotyku przez 3 miesiace, do tego nie wiadomo czy twoja pol - metrowa rana pooperacyjna (po spapranej operacji rok wczesniej)  zagoi sie dobrze z panem gronkowcem na pokladzie.
Ale to jeszcze nic, panie na sali mojej mamy 3 tygodnie czekaja na operacje swoich zlamanych nog, bo jakis monitor sie zepsul.
Wiec mowie sobie: juz nie narzekaj tak:) w koncu przeciez zooperowali mame, po tym jak prawie caly rok meczyla z koszmarnym bolem w nodze. Oj tam troszke gronkowca...
Gdzie sa ci wspaniali doktorzy z tych seriali medycznych kiedy czlowiek ich potrzebuje???


poniedziałek, 24 września 2012

Maly rowerzysta

Olus dostal duzo prezentow na urodzinki, miedzy innymi dwa gift certificates do ToysRus od cioci i chrzestnego. Postanowilismy wiec sprawic mu rower. Musze tutaj nadmienic, ze nasze dzieciary sa wspanialymi plywakami ale niestety marnymi rowerzystami:( Moze dlatego, ze wiecej siedza w wodzie niz na rowerze:))) No w kazdym razie probujemy to zmienic zachecajac je do wycieczek rowerowych, ale Maya aktualnie woli swoja hulajnoge, a Olus jak dotad mial maly trojkolowy rowerek, ktory mozna popychac z tylu, co spryciarz wykorzystywal i odmawial pedalowania.
Ale jadac do sklepu zapowiedzielismy mu, ze chcemy zobaczyc jak pedaluje inaczej z rowera nici. W Toys'RUs Alex zasiadl na rowerku i....siedzial sobie:) Twierdzil, ze jest za malutki. Taaaa:) Jak stwierdzilismy, ze w takim wypadku kupimy rower dla Mayci nagle zaczal jezdzic:), ale nie kierowac.
Rower przyjechal wiec do domu. Ah zapomnialam wspomniec, ze mowimy tutaj o super czaderskim  "Spiderman bike"!!! z pelnym osprzetowaniem - kask, rekawiczki, nakolanniki itd:) Mayci bylo troszke smutno, wiec dostala super czaderski kask jako zapowiedz nowego rowera, ktory dostanie na swoje urodziny - z poprzedniego juz wyrosla.
W sobote miala miejsce pierwsza wycieczka rowerowa po osiedlu. I musze przyznac, ze widac bylo wielka radosc i frajde jaką ta nowa umiejetnosc sprawila naszemu synowi. Niezle sobie radzil, chociaz musielismy mu asystowac, bo zamiast przed siebie spogladal wszedzie indziej - w szczegolnosci na swoje pedalujace nogi:)
Ale dzisiaj wzielam go znowu na przejazdzke i to dopiero byl ubaw:))) Usmialam sie, bo Olus jadac nadawal jak wolna Europa:) Komentowal bardzo! swoje umiejetnosci i wszystko co mijalismy po drodze.
Za kazdym razem jak przystawal popedzalam go: No pedaluj Olus pedaluj!
A on za kazdym razem mi odpowiadal: Ja pedajam mama!
Powiedz: Ja pedaluje
O: Ja pedaduje!
Raz sie rozpedzil i jak puscilam mu kierownice zjechal troche na bok, po czym stanal i westchnal z ulga mowiac: I have no injuries right now.
Potem zaczal  sie znowu rozpedzac wolajac: Let's rock and roll!!!
 

czwartek, 20 września 2012

My Boy

Source: etsy.com via Joanna on Pinterest

Moj maly chlopczyk skonczyl 4 latka:) I nadal jest moim malym chlopczykiem...i nie wiem czy kiedykolwiek przestanie nim byc:) Bo daje mi wielkie, mokre i pyszne buziaki z taka sila i przejeciem ze miazdzy mi pol twarzy, bo jak jest zmeczony przychodzi do mnie i lasi jak maly psiaczek, wchodzi mi na kolana i wklada glowe pod moje ramie, bo jak mnie przytula z rozmarzona minka i zamknietymi oczkami powtarza: Moja mama, moja mama:) Bo jest jak mala malpeczka skaczaca po sofie z usmiechem od ucha do ucha i figlarnymi ognikami w oczkach. Bo ma takie slodziutkie pulchne lapki i jeszcze pulchniejsze udziki i stopki, ktore mam ochote zjesc:) Bo smiesznie tanczy krecac dupka.
I w ogole uwazam, ze jest najslodszym 4-latkiem jakiego znam, mimo, ze straszny z niego lobuziak.


wtorek, 18 września 2012

Operacyjny tydzien

W tym tygodniu przezywac mi chyba bedzie trzy operacje.
Wczoraj stresowalam sie operacja najlepszej przyjaciolki Mayci ze szkoly, ktora bidulka nagle zaslabla parokrotnie w zeszlym tygodniu i jak sie okazalo jej serduszko potrzebuje rozrusznika - ktory wlasnie wczoraj jej wszczepiono. Ponoc operacja sie udala, ale wyobrazam sobie az za dobrze jak musiala to przezywac jej mama, z ktora sie przyjaznie.
Dzisiaj natomiast moja mama miala operacje, ktora miala poprawic jej schrzaniona chyba procedure wymiany biodra wykonana rok temu. Na razie nie wiem co dokladnie odkryli chirurdzy, wiem tylko, ze ponoc wszystko jest ok, operacja trwala prawie dwa razy tyle co poprzednia i zrobili jej tylko znieczulenie od pasa w dol!!!! Nie jestem chirurgiem ale nie slyszalam zeby 4-godzinna operacje przeprowadzac na znieczuleniu miejscowym...ktore wedlug mojej mamy pod koniec operacji przestawalo dzialac i czula jak ja zszywaja!!! Po operacji czula sie koszmarnie. A ja czuje sie koszmarnie, ze mnie tam nie ma przy niej:( Ale z drugiej strony moze to i lepiej bo chyba bym tam robila awanture za awantura:) co pewnie i tak nie przynioslo by zadnego pozytku...Mam wiec nadzieje ze tym razem wszystko sie swietnie zagoi i mama nie bedzie musiala wracac kolejny raz na sale operacyjna.
A w piatek coreczka mojej najblizszej przyjaciolki ma miec usuwane migdalki - to juz trzeci termin, wczesniej byla dwa razy chora:) moze tym razem sie uda:)
Jakby tego bylo malo w poniedzialek weszlam na moj ulubiony blog i zasmucilam sie strasznie:(

poniedziałek, 17 września 2012

Podwojna 18-stka:)

Pare dni temu obchodzilam urodzinki:) I musze pochwalic tu mojego mezusia, ze w tym roku spisal sie na medal. Dostalam rano kartke od kazdego czlonka rodziny - wszystkie piekne i wzruszajace. A popoludniu malzonek oznajmil, ze odbierze Maye ze szkoly i...dosyc dlugo ja odbieral. W koncu uslyszalam dzwonek do drzwi, a na progu zobaczylam Maye z kwiatkami, Olusia z wielkim balonem, mezusia z tortem na dloni na ktorym iskrzyly sie zimne ognie spiewajacych sto lat...doslownie zamarlam ze zdumienia:))) Torcik byl lodowy, z mojej ulubionej cukierni - pycha. Dostalam duzo zyczen, smsowych, facebookowych, telefonicznych. Prezenty ida, ale jeszcze nie doszly:)
A od moich rodzicow dostalam dwie kartki urodzinowe, obydwie na 18-ste urodziny...zajelo mi pare sekund zeby skumac dlaczego:))

sobota, 8 września 2012

Wrzesniowy chaos

Wrzesien w naszym domu jest zawsze jakis zabiegany, pedzacy, meczacy, i oczywiscie przez to wszystko stresujacy niestety. Glownie dlatego, ze zawsze musimy przyzwyczaic sie do nowego rozkladu jazdy na caly tydzien - wymagajacego od calej rodziny ale powiedzmy sobie szczerze w szczegolnosci ode mnie :) wiekszej sprawnosci, gotowosci, szybkosci, organizacji i nakladow pracy oczywiscie. Wszystko musi isc zgodnie z planem, bo inaczej posypie sie caly dzien - w szczegolnosci sroda:) W srode Maya ma szkole jak codzien ale po niej pedzimy na balet a z baletu pedzimy na religie.  We wtorki i czwartki do szkol odwoze dwoje dzieci - do dwoch roznych szkol! Mam raptem 2.5 godziny dla siebie co wykorzystuje na yoge, sprzatanie domu, szybkie zakupy albo tak jak w zeszly czwartek zglaszam sie na ochotnika do pomocy w Mayci szkole - bo musimy wyrobic 20 godzin wolontariatu w czasie roku szkolnego. To wszystko dzieje sie w kosmicznym upale, czekajac na Maye przed szkola roztapiam sie razem z Olusiem - doslownie:) Codziennie sprawdzamy prognoze pogody czy aby nie utworzyl sie jakis nowy huragan...We wszyskich sklepach jesienne ubrania...nie wiem dla kogo??? Bo nie sadze aby ktokolwiek na polwyspie florydzkim ubral sie te kreacje przed koncem listopada:) Do tego zblizaja sie moje i Olusia urodziny i stresuje sie zawsze o tej porze jak urzadzic party urodzinowe mojego syna skoro spotkanie w parku i zabawa na swiezym powietrzu grozi udarem slonecznym albo zmoknieciem, a wynajecie specjalnego lokalu na te okolicznosci kosztuje fortune. Ze wzgledu na to, ze jego urodziny przypadaja tuz po wakacjach nikomu sie nie chce przyjezdzac do nas na wielkie swietowanie:( Czekamy wiec z utesknieniem na choc minimalne ochlodzenie i  przyzwyczajenie sie do nowego rozkladu zajec.
Aha i jeszcze wytlumaczcie mi dlaczego moja corka spedza 7 godzin w szkole i dostaje pare stron zadania domowego  z  pisania, czytania, matematyki i nauki, gdy tymczasem Mayci kuzyn w Polsce zaczal szkole wlasnie i chodzi na 3-4 godziny dziennie i rysuje szlaczki z trojkatow na zadanie domowe...???

poniedziałek, 3 września 2012

Pokoik Mayci

Oto najnowsza wersja pokoiku naszej corki pod tytulem "Kwiatki i motylki":)




Pokoj zostal wymalowany, umeblowany i udekorowany - Maya ma wieksze lozko, wiecej szaf na ubranka, wiecej polek na ksiazki, lalki, skrzyneczki i inne pierdulki, a przede wszystkim nasza corka dorobila sie biurka. Wszystko w kolorach zolci, zieleni, bieli i rozu czyli kwiatkowo - motylkowe:)

sobota, 1 września 2012

Z notatnika mamy...

Juz wielokrotnie "chwalilam" sie tekstami moich dzieci, ktore nadal mieszaja dwa jezyki, ich gramatyke i slownictwo i czasami trudno nam zachowac powazna twarz odpowiadajac na ich pytania czy tez sluchajac niesamowitych wypowiedzi:) Kazdego dnia kladac sie spac referujemy sobie nawzajem z Wiesiem najsmieszniejsze teksciki dnia, niestety nie zawsze mam przy sobie notatnik i zdziebko czasu zeby je zapisac, ale czasami poniektore udaje mi sie uwiecznic. Oto pare z nich z ostatnich miesiecy:

M: Jeszcze nie finiszowalam!

M: Likałam sobie palec.

Podaje Mayci kurczaka z rożna, a ona zajada i pyta: Is chicken in it?

Siedze z Maya przy komputerze i w pewnym momencie nie mogac sie powstrzymac puszczam bąka:) a Maya po chwili: Mama ja pachniałam twoj purt!

Mayci laleczce odpadla glowa i reka. Tata ja probuje zreperowac. Maya tlumaczy mu: She's getting a little bit offie.

Maya oglada stare zdjecia i opowiada Olusiowi: A tutaj it's me - I pijing my piciu

Maya pokazuje zdjecie taty i mowi do niego: A tu jestes Ty i nobody:)

M: Ja kauntowalam od 1 - 10

Maya tanczy cos na ksztalt flamenco i chwali sie ze tanczy "espaniol ballet", poprawiamy ja tlumaczac co to za taniec a ona na to: Ja tancze Flamingo ballet:)

Ja: Mayci wiesz, juz niedlugo pojdziesz do szkoly?
M: Jutro?
Ja: Nie, po weekendzie.
M: A co to jest poweekend?

O: Ja musim isc do ślipania

O: Tata ja jestem taki ślipaczek

O: I'm the szybkest

Olus przekomarza sie z tata i zwiewa mu kiedy ten chce go ubrac w pizame, mowi: get me on the dupka:)

Wracamy z Mayci szkoly, opowiadam jej, ze Olus byl pierwszy raz w szkole. Maya przejeta pyta sie go:i jak mowiles jak ci sie chcialo siusiu? (obawialismy sie bowiem ze nasz syn nie bedzie mowil tego po angielsku i probowalismy go szkolic wczesniej w domu) Na to Olus odpowiada, ze mowil, ze "ce mu sie siusiu" A Maya zniecierpliona: Nie Olus nie mozesz tak mowic w szkole. TU JEST AMERICA! W Poland wszystkie ludzi mowia po polsku!!

Olus wspomina swoj pobyt w Polsce i zaczyna opowiadac tacie: W tym land po polsku....

Ja: Olus jestes glodny?
O: Nie, nie jestem glodny. Ja cem zjec nic.

O(dawno temu): Oooo kali perter (czyt: helikopter:))

cdn..




wtorek, 28 sierpnia 2012

New guilty pleasure

Mam nowa obsesje. Nazywa sie Pinterest. To taki wizualny Twitter. Chcialam tylko zobaczyc co to wlasciwie jest i na czym polega i wpadlam po uszy:)
Zakladasz sobie darmowe konto i przegladzasz setki, tysiace zdjec ludzi - tzw: pins ktore mozna przyszpilic na swoja tablice jesli ci sie spodobaja. Zdjecia pogrupowane sa w kategoriach, wiec mozna wybrac co cie interesuje. Ja osobiscie uwielbiam oczywiscie sentencje, przepisy, pomysly na rozne projekty domowe w stylu "zrob to sam", przepielam juz sobie tez pare ciekawych fotek ozdob, zabaw i przekasek na dzieciece party. Lubie sobie poogladac zdjecia o urodzie i modzie oczywiscie.
Wiesiek zaciekawiony zerknal i juz po chwili stworzyl swoja tablice z nowinkami i gadzetami elektronicznymi, a dzis przegladal wszystko o fotografii - dla kazdego cos milego:)
Tak wiec polecam ale jednoczesnie ostrzegam - jest wciagajace, przynajmniej dla mnie, bo lubie probowac nowych rzeczy, realizowac nowe pomysly dekoracyjne itd.

   

środa, 22 sierpnia 2012

Nastawianie sie

Wedlug mojego meza moja najgorsza wada chyba jest tzw: nastawianie sie!!! Nie wiem czy to cecha wszystkich lub wiekszosci kobiet czy niewielu...No w kazdym razie ja sie strasznie "nastawiam" czyli planuje sobie pewne rzeczy, wyjazdy, spotkania, atrakcje, i jesli ktos lub cos pokrzyzuje mi te plany jestem absolutnie wsciekla. Przezywam to jak mrowka okres choc nie jest to zazwyczaj nic istotnego. Wiesiek sie ze mnie nabija zawsze i pyta ironicznie: Co nastawilas sie znowu???:)
Probuje z tym walczyc, ale jakos srednio mi wychodzi:( Albo w ogole mi nie wychodzi, tak jak dzisiaj na przyklad:( Jestem zdegustowana Mayci szkola, ktora zniweczyla moj caly pieknie zaplanowany grafik pozalekcyjnych zajec mayciowych. Zapisalam ja juz w maju i w czerwcu na religie i balet - wszystko po uzgodnieniu z innymi mamami zeby nasza corka mogla nadal chodzic z tymi samymi kolezankami, zebysmy nie musieli latac na te zajecia w weekendy itd. Tymczasem szkola Mayci zmienila sobie godziny i konczy sie dokladnie wtedy kiedy zaczynaja sie Mayci zajecia baletowe:( Zeby to zmienic musialabym zmienic rowniez religie, i wszystko wywrocic do gory nogami. Mialam nadzieje ze uda sie moze ja chwilke przed zakonczeniem wyciagac z tej szkoly ale oczywiscie to jest wbrew polityce szkoly:( Do tego znowu rano i popoludniu jest chaos przy odprowadzaniu i odbieraniu - wczoraj nawet zgubili jakies dziecko!!!, jakby niczego sie nie nauczyli z poprzedniego roku, spotkanie organizacyjne zrobili jedno dla calej szkoly i ludzie nie mogli nawet wejsc do sali. Po prostu rozwala mnie ten ich brak pomyslunku, organizacji i przygotowania. Czy ja naprawde musze sie tak stresowac na poczatku kazdego roku szkolnego???
Jestem dzis tak sfrustrowana ta cala sytuacja ze nawet nie poprawila mi humoru cudnie i sprawnie przebiegajaca orientacja w szkole Olusia. Bylam naprawde pod wrazeniem ich punktualnosci, swietnego przygotowania i zorganizowania. To szkola przykoscielna, naprawde mala, ale mieli 5 roznych spotkan z rodzicami w zaleznosci od wieku i programu nauczania. I jestem pewna ze jutro podczas pierwszego dnia Olusia wszystko przebiegnie sprawnie i zgodnie z planem.
A teraz dodatkowo pada za oknem co oznacza, ze bede musiala odebrac Maycie samochodem czekajac w kolejce niewiadomo jak dlugo...ufff i oczywiscie boli mnie glowa bo pewnie cisnienie masakrycznie spadlo co pogarsza moje samopoczucie i ogolne rozdraznienie:(
Sorry musialam sie wywentowac.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Słomiani rodzice

W piatek odstawilismy nasze pociechy tesciom i ciotce na tydzien:) I delektujemy sie nasza wolnoscia. Chociaz musze sie przyznac, ze mimo, iz zaplanowalam ta chwile ulgi od naszych rodzicielskich obowiazkow juz bardzo dawno i czekalam na nia z niecierliwoscia i radoscia to w drodze do domu czulam sie podle. Jakbym byla jakas wyrodna, egoistyczna matka. Tyle ze ja sie tak czuje nawet jak wyjde na dwie godziny do sklepu bez swoich dziatkow wiec jest to lekko chore:) Prawda jest, ze po prostu potrzebuje odetchnac troche nie wrzeszczac co po chwile - nie wchodz tam, nie rozlewaj tego, nie psoc sie jej, nie krzycz itd itp Sama mam siebie dosyc - japie i japie jak jakas szczekaczka. Poza tym przyda sie nam troche romansu, nie pogardze kolacja i kinem tylko z moim mezem - ostatnio nam sie to przydarzylo na Walentynki. A dziadkowie i ciocia wydawali sie naprawde szczesliwi mogac spedzic naszymi dzieciarami pare dni.
Tak wiec no kids this week for us:) Co prawda troche dziwnie sie czulismy na poczatku, nie jestesmy przyzwyczajeni do takiego spokoju w domu, nie ma budzenia o swicie, ani nikt nie przychodzi w nocy....
Ale nie lezymy do gory brzuchami przez caly czas - przynajmniej nie przez wiekszosc:) Przerabiamy pokoj Mayci z babikowego na dziewczecy. W sobote go wymalowalam, Wiesiu kupil nowe mebelki, dzisiaj je zlozylismy - chyba bedziemy startowac w olimpiadzie skladaczy mebli z ikei i nie zdziwie sie jak staniemy na podium:) Bylismy juz na dwoch fajowskich obiadach w niezbyt dzieciecych restauracjach i nie musielismy nikomu nic kroic na talerzu i polykac zarcia w pospiechu. Zaliczylismy tez kino. W planach mam rowniez sprzatanie calego domu, garazu i werandy, chyba nawet umyje okna..., pojde do fryzjera, pochodze po sklepach, jak zdaze, bez stresowania sie ze dzieci czekaja na obiad w domu:)
A dzieci maja sie swietnie, byli z rodzinka nad oceanem w Hilton Head Island, dzisiaj pojechali z nimi do domu i wygladaja jakby sie rewelacyjnie bawili. Tak wiec moje wyrzuty sumienia gdzies zniknely, ustapily miejsca zadowoleniu, ze nasze dzieci spedzaja mile czas z rodzina i kuzynem i maja bardzo atrakcyjne ostatnie dni wakacji. A jak wroca dom bedzie mam nadzieje cudnie wysprzatany, pokoj Mayci gotowy a rodzice wypoczeci i stesknieni:)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Z mojego kalendarza

Pare madrych porad z mojego kalendarza  - czerwca i lipca:)

Nigdy nie narzekaj na koszty wakacji, kiedy jestes na wakacjach.
Prawda, nie psujmy sobie wakacji.

Rob wiecej zdjec ludzi nic miejsc. 
Moze po prostu rob wiecej zdjec, duzo wiecej, zachowasz najprawdopodobnej  i tak te z ludzmi, te beda dla ciebie najcenniejsze.

Nigdy nie pozwol, aby kwiaty lub przyjaznie umieraly z powodu braku dostatecznej uwagi.

Zawsze komplementuj ogrodki kwiatowe i nowonarodzone dzieci 
W tych sytuacjach komplementy zawsze same pchaja sie na usta na szczescie

Nigdy nie przysmazaj bekonu na golasa :)
Ciekawe dlaczego...:)

Jesli dziecko mowi ci, ze zaraz zwymiotuje, uwierz mu. 
Oj ja juz sie o tym nie raz przekonalam. 

Kiedy potrzebujesz cwiczen fizycznych, sprobuj schwytac koze.
Ewentualnie w razie absolutnego braku kozy pod reka proponuje pobawic sie z moim synem w parku - wyjdzie na to samo:) albo przyjsc posprzatac nasza chalupe - gwaratuje duuzo ruchu!:)

Jesli masz chociaz jedna watpliwosc, nie zen sie! 
Wazne!!! - mozna sobie oszczedzic nerwow, stresow, rozczarowan albo nawet rozwodu na przyklad.

Kiedy jestes na wakacjach albo obchodzisz uroczystosc rodzinna, nie przejmuj sie zbytnio kosztami. To nie jest czas liczenia pieniedzy, to jest czas gromadzenia wspomnien.
Absolutnie sie zgadzam! Koniec koncow te wspomnienia beda bezcenne.

Nigdy nie szturchaj weza krotkim patykiem.
Nasuwa sie pytanie: po co w ogole go szturchac?????






środa, 1 sierpnia 2012

Refleksje powakacyjne

Chcialam sie podzielic z wami moimi refleksjami po wizycie w Polsce - osobistymi i zupelnie banalnymi. Lubie sobie robic takie podsumowania, bo zawsze sie zastanawiam czego nowego sie nauczylam, co osiagnelam, zdobylam, pozanalam, widzialam itd. Zapewne zauwazyliscie juz, ze zawsze po wakacjach musze to z siebie wypluc:)
Tym razem takie mnie naszly mysli bedac miesiac w Polsce, poza domem:

- a mianowicie mam wspanialych braci:) Sa daleko, ale mam wrazenie, ze jestesmy sobie blizsi niz kiedykolwiek. Mieszkajac na innym kontynencie latwo jest stracic kontakt z rodzina lub pozwolic by ta wiez rodzinna sie bardzo rozluznila, splycila. Nam udalo sie tego absolutnie uniknac - bracia dzwonia do mnie na skype, duzo rozmawiamy, a podczas naszej wizyty spedzilismy sporo czasu razem i bylo naprawde wspaniale. Obydwoje starali sie bardzo umilic mi pobyt, ulatwic zalatwienie spraw, robili za kierowcow, nianki, wymyslali atrakcje, zabierali na wycieczki, dawali prezenty. Po prostu byli dla nas i z nami przez ten caly czas.

- w ogole czas spedzony z rodzina jest absolutnie bezcenny, wcale nie zaluje, ze musialam zrezygnowac z moich planow renowacji kuchni na rzecz tego wyjazdu - totalnie sie to mi oplacilo:)

- zauwazylam duzy postep jesli chodzi o infrastrukture - szczegolnie drogowa:) bardzo duzo nowych drog, a jeszcze wiecej w budowie. Poza tym wiecej nowoczesnych budynkow, odrestaurowanych kamienic, ladnie zadbanych rond - tak nawiasem mowiac strasznie duzo tych rond!, w ogole jakos tak ladniej i czysciej - przynajmniej w Poznaniu. Gdyby jeszcze wprowadzili nakaz zbierania po psach z chodnikow...  wejsc w g....o niezbyt trudno niestety:( Ucieszyly mnie nowe parki dla dzieci i inne atrakcje, a najbardziej bezplatny tramwaj w poznanskim nowym zoo - w koncu wycieczka do zoo nie konczy sie zdychaniem dzieci w drodze do sloniarni:)

- Polki dbaja o siebie! i to jak! Po ulicach chodza takie laski - zgrabne, zadbane, ubrane modnie, ze az czasami myslalam sobie "moze to i dobrze ze Wiesia nie ma ze mna tutaj...:)" Dziewczyny tak trzymac!
 
- Panowie natomiast popadaja w dwie skrajosci - albo nie myja sie wcale, zakladaja te same przepocone koszulki i nie uzywaja dezodorantu albo wylewaja na siebie caly flakon perfum lub wody kolonskiej:) W jednym i drugim wypadku nos wysiada:)

- nie wiem jak polscy rodzice sa w stanie zabierac dzieci na rozne atrakcje i wycieczki skoro ich ceny sa tak wywindowane, ze  aby wybrac sie na poznanskie termy, do zoo, albo na wycieczke nad Malte trzeba chyba najpierw obrabowac bank...

- zbulwersowalo mnie to, ze musialam osobno placic za ketchup do frytek nad morzem i dawali go kapke doslownie,

- Baltyk jest tak zimny, ze to nawet nie jest smieszne, czulam sie jak Mors probujac wejsc do wody, za to jak weszlam do naszego basenu po powrocie mialam wrazenie ze zanurzam sie w zupie, wole jednak nie byc bliska zatrzymania akcji serca pluskajac sie wakacyjnie i czuc swoje czlonki:)

- ludzie w Polsce wydaja sie milsi, bardziej otwarci, usmiechnieci, to mi sie najbardziej podobalo, nie mialam zadnego nieprzyjemnego incydentu, nawet w sklepach kasjerski i ekspedientki byly super milutkie,

- granie w gry z rodzina bardzo zbliza i poprawia ogolne samopoczucie:))) zwlaszcza jak sie patrzy na swoja mame pokazujaca lwa - to chyba wyrylo sie w naszej pamieci:)i umiera sie ze smiechu kiedy twoj brat udaje wydre:) bardzo polecam!

- po tych wakacjach doszlam do wniosku ze moja rodzina ma kompletnego bzika na punkcie grillowania, kazdy jest specem w swoim mniemaniu, grilluja absolutnie wszystko, obawialam sie juz ze gdyby te wakacje nad morzem potrwaly jeszcze pare dni pewnego wieczoru z przyjemnoscia spozywalabym pewnie zgrillowanego kalosza:)))

- z kuzynami fajnie sie jest bawic, ale miesiac zabawy doprowadza w koncu do klotni i niesnasek niestety - stwierdzam na podstawie obserwacji moich dzieciarow i ich kuzynow,

- miesiac rozlaki z mezem to troche zbyt dlugo, strasznie stesknilismy sie za soba, bylo mi tez zal, ze nie mamy wspolnych wspomnien, ze go nie bylo z nami, nie wiem czy jeszcze kiedys zoorganizuje nam takie rozlakowe wakacje...

- kijowo jest byc samotnym rodzicem na wakacjach - nie polecam, dzieciary z wszystkim leca do ciebie, nie ma: idz do tatusia, cale szczescie ze jednak byla tam cala nasza rodzinka do pilnowania - szczegolnie mojego ancymonka. Nie wyobrazam siebie byc samotna matka na pelen etat.

- mieszkajac miesiac w dwupokojowym mieszkanku moich rodzicow, odwiedzajac rodzine i znajomych doszlam do wniosku, ze naprawde nie mam prawa narzekac na nasze warunki mieszkaniowe, a zdarzalo mi sie ostatnio. Ten wyjazd pozwolil mi docenic nasz domek i spojrzec na niego milej:)

Tyle mi przychodzi w tej chwili do glowy:)




niedziela, 29 lipca 2012

Polskie zdobycze

Wrocilam i przywiozlam ze soba skarby:))) Duuuzo skarbow!!!
Przede wszystkim wspomnienia - z naszych rodzinnych wakacji nad morzem, wypadow z dzieciakami, wypraw do rodziny, ze spotkan ze znajomymi, i oczywiscie zdjecia - mnostwo zdjec:) Trzaskalam ile wlezie. Chyba ludzie brali mnie za japonska turystke:) Poza tymi wlasnorecznie utrzasnietymi udalo mi sie wycyganic cala mase starych zdjec rodzinnych zeby miec za oceanem taka namiastke naszej rodzinnej historii i moc pokazywac dzieciakom przodkow i swoje wlasne mlodziencze lata w "starym kraju":) To moja najlepsza zdobycz tego wyjazdu.
Upolowalam tez kolejna polska wycinanke do udekorowania naszej kuchni, koszulki euro dla wszystkich facetow, bursztynowa bizuterie, ksiazki dla siebie i dzieci, 5 plyt z polska muzyka, caly worek kosmetykow - glownie cudnie pachnacych zeli do kapieli i ....2 sloiki majonezu - towar deficytowy na obczyznie:))) Niezbyt wiele tego - bo inaczej nie zmiescilabym sie w moje bagaze ( i tak mialam niemale trudnosci), ale jak cieszy:))
Wakacje byly super udane i baaardzo rodzinne. Pogoda w kratke, ale nic tragicznego, wszyscy pozostali zdrowi. Dzieci powrocily do domu z duzo lepsza polszczyzna, napasione kielbaskami i polskim chlebkiem, stesknione za tata.
Ja ucieszona czasem spedzonym z rodzinka i kumpelami, najedzona wszystkimi ciastkami jakie znalazlam w polskich piekarniach, wypoczeta bo miesiacu laby na wikcie mamy, nie moglam sie doczekac uscisku mojego mezusia, swojego lozka, lazienki i florydzkiego slonca.
A a propos zdjec - jest ich pare setek:))) dokladnie ponad 5!!!  Tak wiec wybiore najlepsze - w moim mniemaniu, do reszty bedzie link - mozecie zajrzec jak bedziecie miec jakas wolna godzine:)))