sobota, 31 sierpnia 2013

Zmienilo się!


Kwiecien 2005 
Chimney Rock NC
Jestem w pierwszych dniach ciazy z nasza Maycia, chociaz sama o tym nie mam jeszcze pojecia:)


Sierpien 2013
Miejsce to samo, moze bardziej omszale:)
Tylko  fotogenicznych modeli nam przybylo!



Posted by Picasa

czwartek, 29 sierpnia 2013

Moje chwile

Przeczytalam znowu Chustke - tym razem ksiazke:) Sciagnelam sobie na kindle:) A jakze! Dobra literature mozna czytac wielokrotnie i nigdy sie nie nudzi. Czytalo sie troche inaczej, bo juz znam zakonczenie, wiec wszystko mialo wieksze znaczenie , kazde slowo, kazdy wiersz, kazde slowo z piosenki, ktora sluchala.
I wam tez polecam, bo to historia o milosci, a nie o umieraniu:) Dziala jak najlepsza terapia:)
Ustawia cie do pionu, uczysz sie ponownie zauwazac dobre chwile i przekuwac kazdy negatyw w pozytyw, doceniac szczescie w tym momencie w ktorym sie przydarza.
Wczoraj skonczylam czytac i zastanowilam sie jakie dobre chwile przezylam przez ostatnie pare dni...

  • wracajac ze szkoly Olusia minelam z jednej strony dwie rodziny majestatycznych pieknych zurawii, a z drugiej spacerowal wielki zolw wodny:)
  • kiedy poczulam sie zmeczona i spiaca popoludniu Olus widzac mnie lezaca przez chwile na sofie wlaczyl mi kolysanki na ipad
  • odbierajac Maye z pozalekcyjnych zajec chóru - na ktore ja sama namowilam, chlonelam jej ekscytacje i radosc, szczesliwa gadala jak najeta przezywajac pierwsza probe a ja delikatnie klepalam sie po plecach gratulujac sobie po cichu dobrego posuniecia:)
  • widok zachwyconego Olusia trzymajacego owlosiona wielka pomaranczowo-czarna gasienice na dloni - jak zwykle sam ja wypatrzyl i zlapal, przemawial do niej jak do swojego ukochanego zwierzaczka:)
  • upieklam bardzo zdrowy chleb bananowy z siemieniem lnianym, chia seeds i olejem kokosowym
  • udalo mi sie po raz kolejny wstac wczesnie rano i wymknac sie z domu na samotna przebiezke po uspionym jeszcze osiedlu podziwiajac wschod slonca nad naszym najwiekszym jeziorem
  • wczoraj zrobilam sama samiutenka zakupy spozywcze!!! nikt mi nie marudzil, nie prosil o bzdurne rzeczy, nie uciekal, nie narzekal, nie popedzal. Tylko ja, moja lista i kupony. Wszystko poszlo sprawnie i szybko!
  • po obiedzie udalo mi sie ze spokojem obejrzec moj ulubiony program: Who do you think you are? polecam! Wiesiu bawil sie z Olusiem, a Maya ogladala film na komputerze i rysowala jednoczesnie - czesto tak robi, bajki i filmy ja bardzo inspiruja:)
  • dostalam piekny obrazek od Mayci, i po raz kolejny zdalam sobie sprawe jak bardzo moja corka jest utalentowana plastycznie:)

Wy tez sie zastanowcie, odnotowywujcie dobre momenty, przezywajcie radosne chwile, dostrzegajcie pozytywy, usmiechy, grzecznosci, zachwycajcie sie czyms i doceniajcie cos kazdego dnia! Cieszcie sie z kazdego dnia, ktory jest wam podarowany. Ja zmierzam:)

środa, 28 sierpnia 2013

Szkola

 Ufff udalo nam sie przezyc pierwszy tydzien szkoly bez wiekszych obsów i wpadek, stresow i placzu:)
Ale i tak musze przyznac, ze pierwszy tydzien szkoly jest chyba jednym z najbardziej stresujacych i meczacych okresow dla wszystkich rodzicow dzieci w wieku szkolnym. Wlasciwie nawet tydzien poprzedzajacy rozpoczecie nowego roku szkolnego jest juz przedsmakiem czekajacego nas juz za rogiem mniejszego lub wiekszego chaosu i gonitwy. Trzeba na czas zaopatrzyc sie we wszystkie potrzebne "school supplies" czyli przybory i zeszyty szkolne. Tutaj wszystkie szkoly publikuja swoje wlasne listy dla kazdego rocznika osobno i wszedzie po sklepach tulaja sie mamy albo nawet cale rodziny wpatrzone w dlugie listy zakupow goraczkowo szukajace pozadanych przedmiotow - a jest tego troche!!! W tym roku zapotrzebowanie szkolne do drugiej klasy dla Mayci pochlonelo ponad 100$!!! Najwiekszy problem jednak rodzice naszej szkoly mieli z dostarczeniem tych ton papieru, brulionow, i calej reszty. Musialam zatrudnic Wiesia jako tragarza:)
Jesli dziecko startuje w nowej szkole trzeba dostarczyc odpowiednie dokumenty od jego lekarza - karte szczepien i oswiadczenie o stanie zdrowia dziecka na podstawie ogolnego corocznego badania.
W przypadku Mayci trzeba bylo jeszcze skompletowac jej uniforms czyli mundurki, ktore sa wymagane w jej szkole - nie tylko odpowiedniego koloru i stylu, a takze z wyszytym logo szkoly.
Jak dziecko rosnie jak drozdzach - patrz: moja corka!!! to trzeba co roku kupowac nowe mundurki.
Ale to dopiero poczatek...tuz przed powrotem do szkolki musimy wziac udzial w spotkaniu orientacyjnym by dowiedziec sie do jakiej klasy nasze dziecko zostalo przydzielone i poznac nowa nauczycielke. Co roku bowiem dzieci sa przemieszane ponownie i umieszczane w nowo utworzonych klasach i jednoczesnie jakby to nie bylo zbyt stresujace dla dzieci - zmienia sie ich nauczycielka.
Tak wiec kazdego roku dzieciarnia zaczyna nauke w nowej klasie, z innymi dziecmi niz poprzednio, z nieznana im jeszcze nowa pania, a rodzice co roku nie wiedza czego sie spodziewac i jak dobrze ich pupilek odnajdzie sie w nowym otoczeniu z innym pedagogiem.
Wraz z poczatkiem szkoly zaczyna sie rowniez zapisywanie na zajecia pozalekcyjne - trzeba podjac wazkie decyzje o tym jakie sporty dziecko chce i moze uprawiac, jakie talenty chce rozwijac, gdzie i na kiedy zapisac no i oczywiscie  ile to kosztuje???? Jesli ma sie kilkoro dzieci ustalanie charmonogramu zajec by mozna bylo kazde odstawic i potem odebrac o odpowiedniej godzinie moze delikatnie mowiac nastreczac wiele problemow.
Nagle z dnia na dzien zmienia sie rutyna calej rodziny wywracajac do gory nogami wczesniejszy porzadek. W wielu rodzinach wchodzi w gre rowniez stres zwiazany z rozstaniem sie po raz pierwszy przed drzwiami szkoly - do szkoly Mayci na przyklad rodzice nie sa wpuszczani z wyjatkiem rodzicow uczniow Kindergarten czyli opowiednika polskiej zerowki w szkolach - ale to tylko i wylacznie  pierwszego dnia!
Ja odstawialam dwojke dzieci - Maye na 8:30 do 2-giej klasy:)
I Olusia na 9:00 do VPK czyli na 3 bezplatne godziny do takiego przedszkola.
Do tego Maya ma 3 klasy tanca na tydzien - Acro, Ballet i Jazz, oraz zapisalam ja do chóru szkolnego, poza tym od wrzesnia zacznie raz w tygodniu chodzic na religie.
Olusia mielismy zamiar zapisac na karate - na jego wczesniejsze zyczenie, ktore jednak zmienil i odmowil uczestniczenia w jakichkolwiek zajeciach pozalekcyjnych:) Tak wiec na razie zdecydowalismy sie poczekac az cos go zainteresuje.
W naszym domu obylo sie bez placzu i dramatow. Dzieciary byly bardzo podekscytowane, ciekawe nowych kolegow i w zadnej mierze nie lkaly za mna kiedy zostawialam je na progu ich szkol:)
Jednakze mimo braku wiekszych problemow nie wiedziec czemu codziennie wieczorem bylam absolutnie padnieta. Wszystko szlo zgodnie z planem procz tego ze ten nagly wskok na duzo wieksze obroty i duzo wieksza wydajnosc dawal mi o sobie znac pod koniec dnia totalnym wykonczeniem:)))
Ale wiem ze to kwestia przyzwyczajenia do nowego planu zajec i obowiazkow:)
Posted by Picasa

środa, 14 sierpnia 2013

Wspomnienia z wakacji

Powoli zblizamy sie do konca wakacji - tych od szkoly znaczy sie:) bo pogoda wakacyjna bedzie sie pewnie utrzymywac az do konca pazdzienika:) Ale juz w przyszlym tygodniu dzieciaki ida znowu do szkol!
Nadszedl wiec czas by powspominac nasze wakacje...a jest co!!!
Spedzilismy 3 wspaniale tygodnie z moim bratem Lukaszem i jego rodzinka. Kazdy dzien byl intensywny, czeste wycieczki, plazowanie i niemalze codziennie moczenie sie w naszym osiedlowym basenie wypelnilo nam ich pobyt:) Oczywiscie sa zdjecia:)


Od razu po wyjezdzie rodzinki zapakowalismy sie i wyruszylismy do Charlotte by spedzic troche czasu z Kalinowskimi. Tam wybyczylismy sie za wszystkie czasy:))) Najedlismy, wyspalismy, jednym slowem pelna laba! Znalezlismy z Wiesiem nawet czas na randke:) Wybralismy sie tez calym towarzystwem w gory Pn Karoliny nad Jezioro Lure - bo jeszcze nas tam nie bylo! I spedzilismy milo czas w wynajetym domu na zboczach tegoz jeziora.






A teraz trzeba sie pozbierac do kupy, zmobilizowac, przyszykowac do kieratu szkolnego. Juz wczoraj Maya zaczela swoje pierwsze lekcje w szkole tanca, a ja wrocilam na zajecia yogi dzisiaj i malo tam nie padlam z wysilku:)))
Mam nadzieje ze tez milo spedziliscie te wakacje....szkoda tylko ze tak szybko zlecialy...:(

środa, 31 lipca 2013

Trampek

 Dostalam z Polski duzo prezentow, ale tylko jeden wzruszyl mnie do lez - miniatura naszego pierwszego rodzinnego wozu:)
Moze to dziwne, ale moi bracia wiedzieli jak bardzo bede sie cieszyla z tego drobiazgu, wiedzieli, ze to czastka naszych rodzinnych wspomnien, naszej przeszlosci, fajnych wakacji, wypadow rodzinnych, wyjazdow na kamping itd. I chyba sie az tak nie zdziwili kiedy sie rozplakalam na jego widok:)
Swego czasu bylismy bardzo dumni z naszego zielonego trabanta, nazywalismy go Trampek - byl czescia naszej rodziny:) Byl duzo starszy od nas i czesto sie psul, wiec kazda dluzsza eskapade rozpoczynalismy od wspolnej modlitwy aby dane bylo nam dojechac tam gdzie planowalismy i czasami nawet udawalo nam sie  bez zadnej awarii:))) Wlaczony "tyrtal - tyrtyrtyrtyr" dosyc glosno! oznajmiajac nasz wyjazd lub przyjazd :) Zima trzymalismy kciuki, zeby w ogole zapalil:) Byl plastikowy, ale dosyc pakowny, bo w tyle siedziala cala nasza trojka, a bagaznik pozwalal nam na wypad nawet pod namiot i na wczasy nad morze. Co prawda nie zawsze docieralismy tam bez jakis mniejszych lub wiekszych perturbacji. Najbardziej "niezapomniane" incydenty to strzelanie iskrami z rury wydechowej podczas powrotu od rodziny - chyba zabraklo nam beznzyny…. - skonczylo sie na tym, ze przesiedlismy sie na pociag na pobliskiej stacji kolejowej:))) Ale to byl pikus w porownaniu z podroza nad morze Polskie kiedy to ni stad ni zowad wypadl nam alternator na drodze:))) Musielismy szukac kowala w jakiejs wiosce zeby przyspawal nam ta dosc wazna czesc. Na miejsce przyjechalismy w nocy i mimo tak niefortunnego poczatku to byly nasze najfajniesze rodzinne wakacje:)
Trampek przezyl nawet wypadek samochodowy i na skutek remontu zostal przemalowany na bialo. Ale w naszych wspomnieniach zawsze pozostanie zielonym Trampkiem, pierwszym srodkiem transportu jaki posiadalismy.
Stoi na mojej polce teraz i przypomina mi stare czasy, dziecinstwo, rodzine….
Posted by Picasa

poniedziałek, 8 lipca 2013

Laser z rana

Dzisiaj przezylam po raz kolejny bardzo bliskie spotkanie z laserem - a wlasciwie moje oko mialo to przyjemnosc. Prawe oko tym razem, wczesniej lewe wymagalo pomocy tegoz osiagniecia techniki medycznej.
Troche slodko-gorzkie to przezycie, bo z jednej strony przerazajacy jest fakt, ze  moje oczeta odmawiaja juz wspolpracy...co bedzie pozniej...
A z drugiej strony - jaka ulga, ze zyje w tak wspanialych czasach kiedy te wszystkie cuda techniki i rozwoj medycyny moga zapobiec mojej przedwczesnej slepocie.
Ulga, ze jestem pod taka dobra opieka specjalisty, ktory przypomina mi nawet o mojej co polrocznej kontroli i dzieki wlasnie takiemu powiadomieniu zawitalam dzis w jego progi - jak sie okazalo w sama pore by zapobiec odklejeniu sie mojej siatkowki.
Ulga, ze mieszkam  tutaj, w USA gdzie po zauwazeniu problemu, zrobiono od razu specjalistyczne zdjecia dna moich oczu po czym poproszono mnie momentalnie do pokoiku gdzie wykonano zabieg - nie musialam miec zadnego przekazu, czekac na kolejna wizyte, wpisywac sie na liste oczekujacych itd
Ulga, ze procedura, ktorej zostalam poddana mogla byc wykonana od razu, byla szybka, bezbolesna - aczkolwiek niezbyt przyjemna:( i rezultaty sa pewne i natychmiastowe bez zadnej koniecznej rekonwalescencji ani skutkow ubocznych.
Nie jest mi do smiechu wcale, ze mam tak slabe oczy, swiadomosc, ze w kazdej chwili moge zaczac tracic wzrok jeszcze mniej zabawna, ale pociesza mnie fakt, ze dzieki kontrolowaniu i profilaktyce mozna zaradzic pogorszaniu sie i zastopowac degeneracyjne procesy zachodzace gdzies gleboko w moich oczach.
Nie moge sie tym tez w kolko zamartwiac, bo oszalalabym chyba. Ale poslusznie chodze na kontrole i rejestruje wszystkie niepokojace symptomy, ktorych w moim przypadku nie mozna lekcewazyc.
Dobra wiadomosc jest taka, ze pani doktor naprawila oczko i jestem gotowa na przyjecie moich gosci, ktorzy zawitaja do nas jutro, ale dopiero o polnocy:) Nie mozemy sie doczekac!!!



piątek, 5 lipca 2013

4 lipca

 Wczoraj cala Ameryka swietowala Dzien Niepodleglosci co zazwyczaj oznacza parady, party, barbecue czyli grillowanie i fajerwerki.
Nam na parade nie chcialo sie zrywac skoro swit, nie mielismy w planach zadnej imprezy wiec zdecydowalismy sie pojechac na plaze zobaczyc pokaz sztucznych ogni. Problem byl tylko taki, ze jak zwykle popoludniu przechodzily burze, ktore jak na zlosc przeszly w burze wieczorne:((( Dluuugo decydowalismy sie na wybor miejsca sledzac radar i prognozowane opady na wieczor. Koniec koncow wyladowalismy na St. Pete Beach gdzie zaraz po tym jak rozlozylismy krzeselka lunelo!!! Na szczescie mielismy ze soba parasol plazowy pod ktorym wszyscy sie zmiescilismy. Gdyby tylko lało….ale zaczelo grzmiec i blyskac sie w oddali i to juz bylo przerazajace i niebezpieczne - bo o uderzenie piorunem  na Florydzie nie jest trudno zwlaszcza kiedy siedzi sie na plazy w czasie burzy:( Miesiac temu zabilo kobiete - ktora nazywala sie, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, uwaga: Kalinowski!!! Wiec siedzac pod tym parasolem widzialam juz naglowki gazet - Druga Kalinowski zabita przez piorun na plazy!!!

 Przez moment powaznie rozwazalismy ucieczke, ale skonczylo sie na tym, ze przeczekalismy krotka ulewe, a ja przestalam trzymac parasol, ktory wbilismy w ziemie - pocieszalam sie, ze jak uderzy w parasol to sie uziemi…
Reszte wieczoru obserwowalismy z niepokojem zbierajace sie niedaleko chmury burzowe i blyski znad oceanu.
Dzieciaki przestraszone nieco poczatkowa burza zaczely harcowac, strasznie sie podekscytowaly nadchodzacym zmrokiem, fajerwerkami, ktore powoli wszyscy naokolo nas zaczeli puszczac.


Wraz z zapadnieciem ciemnosci coraz wiecej i wiecej sztucznych ogni wylatywalo w niebo co niestety w rezultacie totalnie zadymilo cala plaze. Ale po 9-tej wreszcie doczekalismy sie wielkiego pokazu.

Amerykanie bardziej fajerwerkuja z okazji 4 lipca anizeli nowego roku:)

Ostatecznie uznalismy wyprawe za udana, bo dzieciarnia byla zachwycona, mimo poczatkowego stracha:)


Posted by Picasa

poniedziałek, 1 lipca 2013

Modnie za grosze

Jak wiecie nie pracuje aktualnie - przynajmniej nie poza domem i nie zarobkowo:) Ale lubie ladnie wygladac, ubrac sie modnie, uwielbiam ciuchy, sledze trendy i probuje w miare moich mozliwosci wychodzac z domu czuc, ze nie wygladam jak ostatnia ślumpa - co niestety przydarza sie wielu niepracujacym mamom.  Latwo nie jest, bo modne ciuchy kosztuja, a w naszym budzecie domowych nie ma niestety miejsca na zakupy w drogich markowych sklepach:( poza tym mieszkajac na Florydzie  goracy klimat determinuje przez wiekszosc roku moj sposob ubierania. Najnowsze trendy wydaja sie absolutnie smieszne przy naszym upale, bieganie za dzieciakami wyklucza wysokie obcasy, duchota eliminuje apaszki, zakieciki, dlugie spodnie itd I musze wam sie przyznac, ze zabralo mi pare lat by znalezc swoj wlasny florydzki styl, ktory bedzie wygodny, odpowiedni w panujacym tu upale, a przy tym modny i nie bijacy po kieszeni. Nie ukrywam, ze wymaga to troche wysilku z mojej strony, kombinacji, cierpliwosci, dobrego oka, inwencji, zdolnosci manulanych i czasu. Rzadko kupuje w regularnych sklepach w mall'u, wrecz omijam butiki, zeby nie kusily, za to spedzam troche czasu w outletach i na wyprzedazach, korzystam z kuponow, obnizek, nie pogardze nawet sklepami good will czyli w Polsce tzw: ciuchlandami:) 

Oto pare moich zwyklych, codziennych kreacji:



Spodnica znaleziona w Good Will 4$, koszulka z target 5$ naszyjnik zrobilam sama:) koraliki kupilam w Joann' Fabric, sandalki z przeceny i z kuponem kosztowaly mnie 17$ w DSW


Sukienka w motylki znaleziona w sklepie internetowym SheInside 30$, pasek Betsy Johnson 12$ z TjMaxx, turkusowe bransoletki - jedna sama zrobilam, druga z Beals Outlet 5$,  w/w sandalki


Spodniczka z Marshalls 16$, koszulka z TjMaxx 5.99$, naszyjnik wlasnorecznie skopiowany z Pintrest - koraliki zamowilam na Etsy 9$, w/w sandalki


Spodniczka znaleziona w Good Will 4$, top z Forever21 5$, naszyjnik znalazlam w sklepie plazowym z muszlami 10$, klapki biale Soda 15$


To stroj z zeszlej jesieni:) Sukienke znalazlam w Ross tylko 7$, buty byly na przecenie w Marshalls Tommy Hilfiger 23$

Ujawnilam ceny zebyscie mieli pojecie ile mnie mniej wiecej kosztowaly te kreacje, ale nie skompletowalam ich jednego dnia, ale na przestrzeni nawet kilku lat:)
Jak widac lubie ubierac sie kobieco, nawet dziewczeco, i nie dbam o marke jesli ciuch jest ladny i dobrze sie na mnie prezentuje, nie pogardze uzywanym laszkiem - mam pralke, pochodze z biednej rodziny i wiekszosc mojej szafy w Polsce nalezala wczesniej do innych ludzi:)) Druga polowe szylam sobie sama lub przerabialam lub kupowalam na wyprzedazach i w ciuchlandach.
Aktualnie zakupy ciuchowe sa dla mnie polowaniem i wyzwaniem, bo jestem poznanianka z pochodzenia  i matka z zawodu i nie mam ochoty ani mnie nie stac na wyrzucanie forsy, jesli moge w jakikolwiek sposob zaoszczedzic i nadal byc modna i dobrze ubrana:)




piątek, 28 czerwca 2013

Prezencik od wnusi










Dzis jest 38 (o ile sie nie myle...) rocznica slubu moich rodzicow i wysylajac kartke poprosilam moje dzieci by cos skrobnely dla dziadkow.
I Maya wyprodukowala ten oto cudny portret:)
Mam nadzieje ze poczta nie zawiedzie i dostarczy przesylke na czas...




Posted by Picasa

czwartek, 27 czerwca 2013

Perełki:)

Alex: Ja lubie robic siusiu!
Ja: tak...?
Alex: I can wiggle my tail:))

Maya nagle beka glosno. Mowi: sorry!
Ja: Maya powstrzymuj sie troche!
M: Przeciez powiedzialam sorry...
Ja: To jest bardzo nie lady-like
M: Ja nie jestem lady!
Alex: You are burb lady:)

Probuje wysikac Olusia przed spaniem...ani kropelki wiec sycze: sisisi
Alex smieje sie, siega do kranu i odkreca wode : water is calling siusiu! - tlumaczy,
na moj smiech mowi: What??? Water i siusiu like each other!

W drodze do NC
Ja: Ale teraz mi sie chce spac!!!
Alex: Don't spac! Don't spac! Jest sun day mama!
Maya: No! dzisiaj jest Friday!

Olus bawi sie z tata, ktory mu cos probuje wytlumaczyc
Alex: tata zip your lips!

Wiesiu (do mnie): masz sylwetke osy. ....A ja mam sylwetke bąka:)

Gotujemy w kuchni z Olusiem.
Alex: what's next mama maker?
Ja: mama maker?
Alex: You make everything so I call you mama maker

Alex: Tata wiesz kto jest king of babies?
Wes: Kto?
A: cheez-it! (to nazwa ulubionych krakersow Olusia)
Wes: Kto...???? (po chwili refleksji i krotkiej analizie odpowiedzi Olusia) Aaaa Jesus!
Olus przytakuje!








wtorek, 25 czerwca 2013

Raport

Nie pisze bo jestem bardzo zajeta odliczaniem dni do przyjazdu mojego brata z rodzina:)

Poza tym jeszcze troche sie przygotowywuje do tych odwiedzin. Oswiezylam sciany nowa warstwa farby, umylam okna i zaluzje. Odkurzylam wszedzie tam gdzie nigdy nie odkurzam. Oddalam kilka wielkich toreb zabawek i roznych niepotrzebnych nam juz rzeczy dla biednych - pozbywanie sie klamotow jest naprawde wspanialym uczuciem:) Nasz garaz stal sie przez to nieco przestronniejszy. Klima juz naprawiona, wymienilismy wszystkie spsute sprzety na nowe - np: smietnik do kuchni i nowy podreczny odkurzacz, zakupilismy rowniez materac nadmuchiwany i nieprzemakalne pokrycie na materac - bo ponoc mojemu najmlodszemu bratankowi jeszcze czasami zdarzaja sie wypadki w nocy. Zrobilam porzadki w szafach u dzieci, i w roznych innych szafkach. Ponadto systematycznie zapelniam nasze dwie zamrazarki zarciem, zebym mogla wykarmic naszych gosci:)) W planach mam jeszcze malowanie dzieciecej lazienki, bo pozostala jedynym niewymalowanym pomieszczeniem w domu.
A wczoraj zaczelam intensywne douczanie moich dzieci, by potrafily dogadac sie ze swoimi kuzynami w jezyku polskim, Maya ucze tez pisac i czytac po polsku.
Probuje tez regularnie odwiedzac moja silke, albo cwiczyc na naszej maszynie w garazu, albo biegac, bo jak tylko przestaje tyje:(
Procz tego wymyslam dzieciarom rozne zajecia i zabawy, zabieram na basen, Maye co drugi dzien odwoze na zajecia plastyczne, na ktore ja zapisalam, bo w koncu maja wakacje i nudza sie jak mama zajmuje sie tylko domem.

Pedze uszykowac sie na basen - musimy zdazyc przed codzienna ulewa:)


środa, 19 czerwca 2013

Koszmar florydianina

Przezywamy aktualnie najwiekszy koszmar szarego mieszkanca Florydy - pomijajac huragany i tornada:) - zepsuta klima w chacie.
I wiem powiecie w Polsce: a co to takiego? my nie mamy klimy i zyjemy...roznica jest geograficzna - zyjecie w polsce a my na florydzie:)
Spsulo sie w poniedzialek wieczorem. Zadzwonilismy po fachowca. Przyjechal i stwierdzil ze niestety nie da sie juz naprawic trzeba wymienic. 2 tysiaczki za wymiane - co i tak nie jest tak tragicznie jak sie pozniej dowiedzialam, bo ludzie placa do 6 tys. Obiecal ze przyjedzie nazajutrz i wymieni to ustrojstwo i do dzisiaj sie nie pojawil:((( Na szczescie nasza sasiadka byla tak wspaniala, ze kiedy sie dowiedziala o naszym nieszczesciu zaproponowala nam przenosny klimatyzator, ktory zainstalowalismy w naszej sypialni zeby razem z dziecmi spac chociaz w troche chlodniejszym pomieszczeniu. W reszte domu temperatura oscyluje pomiedzy 30-35 st C z 70% wilgotnosci. Jest duszno, parno i goraco, nie pomagaja feny i przewiew przez dom, bo na zewnatrz powietrze stoi jak zazwyczaj latem:( Firma, ktora wynajelismy dostala opierdal ode mnie i poprosilam o dodatkowa znizke bo takie zwodzenie klienta jest absolutnie nieprofesjonalne:( Maja przyjsc ale dopiero jutro oczywiscie:(
Ale moglo byc gorzej, moglo sie zepsuc podczas wizyty mojego brata z rodzina i to bylaby dopiero tragedia:)))


niedziela, 9 czerwca 2013

Przerazajaca przejazdzka:)

 Wczoraj po dluzszej przerwie odwiedzilismy Busch Gardens i przypomnielismy sobie jak fajnie mozna spedzic tam czas:) Po raz pierwszy zabralam Maye na "doroslego" roller coaster bo wzrostem odpowiada juz wymaganiom. I przyznala, ze przerazila sie tylko kiedy odwrocil sie do gory nogami:)))
Za to nasz Olus zadecydowal sie towarzyszyc nam na ulubionej spadajacej windzie Mayci - ktora jest duzo wyzsza niz ta w Legoland. Jego minka, ktora uchwycil Wiesiu chyba mowi sama za siebie:))) Ale wierzcie mi nikt go nie zmuszal, nie namawial, i nie przytrzymywal sila w kolejce do tej atrakcji. Wsiadl z wlasnej nie przymuszonej woli a po przejezdzie mowil, ze bylo fajnie…ale nie zaprzeczal, ze mial stracha:)





Posted by Picasa

piątek, 7 czerwca 2013

Ostatnie dni szkoly

Olus ostatniego dnia szkoly ze swoim najlepszym kolega - Giovannim



Najlepsi przyjaciele:)

Maya wychodzi ze szkoly po raz ostatni jako pierwszoklasistka

Paczka Mayci i Olusia

Maya ze swoja najlepsza przyjaciolka - Hailey

 

Posted by Picasa

czwartek, 6 czerwca 2013

Artystka

Rosnie nam pod dachem chyba jakas artystka:) I byc moze jestem niezbyt obiektywna, bo to moja corka:), ale doslownie sama jestem w szoku jaka jest odwazna i pewna siebie na scenie i przed publicznoscia! Nic sie nie cyka, zero tremy, paniki, nie jest oblana zimnym potem, widac tylko radosc jaka z niej bije, bo bedzie mogla wreszcie pokazac czego sie nauczyla, zaprezentowac swoje talenty, jest spokojna i opanowana. Ja oczywiscie cala scykana, mam nadzieje ze moja latorosl sie nie potknie, nie zapomni krokow, ale przypominam tylko zeby sie usmiechala. I usmiecha sie pieknie, wyglada cudnie, i nie przeraza jej cale audytorium ludzi, swiatla, glosna muzyka. I nagle zdaje sobie sprawe jak wspaniale wyglada na tej scenie, jak bardzo tam pasuje:) I nie wiem jak potoczy sie jej zycie...ale jednego jestem pewna moja corka nie bedzie sie bala stanac przed ludzmi i pokazac na co ja stac, bo nie jest zadnym zaleknionym dziewczatkiem:))) Oto mala probka jej talentu z proby recitalu, na ktorym Maya wspaniale sie zaprezentowala:)

20130601 - Maya's Recital Rehearsal from Wes Kalinowski on Vimeo.