poniedziałek, 23 marca 2009

Wszystko o moich dzieciach

Jak kazda matka - albo prawie kazda, bo znalam tez inne przypadki (malo matkujace), znam swoje dzieci najlepiej. Ta wiedza oczywiscie ewoluuje non-stop, bo dzieci rosna i zmieniaja sie a ja jako matka musze za nimi nadazyc.
A za czym aktualnie nadazam...
- za zabkujacym Alexem - tzn. takie sa moje przypuszczenia, bo nagle zmienil sie z dziecka ktore jest caly czas w dobrym humorze w troche miakliwego bobasa:( stracil troszke apetytu, to akurat, biorac pod uwage ze wazy juz ponad 19 funtow czyli 9 kg, nie martwi mnie az tak strasznie:) i przebudza sie znowu w nocy a to juz mu sie rzadko zdarzalo:(
- za rozhisteryzowana Maycia, ktora przechodzi okres "placzliwy" i zamienila sie w istna "drama Queen", nie mozna jej nic powiedziec (w sensie zwrocic uwagi) bo od razu jest placz i obrazanie sie jakbym urazila ja do zywego:) bardzo to uciazliwe czasami, mam nadzieje ze przejdzie jej...
Co mnie rozbraja...
- rozmowki Alexa - ma na razie niewielki repertuar - procz jekow, okrzykow i piskow, mowi tez: ble ble ble i ata ata ata co czasami brzmi jak tatatata:)
- repertuar artystyczny Mayci - bardzo roznorodny, Maya specjalizuje sie w komponowaniu swoich wlasnych utworow, ktore z pasja nam prezentuje:)jak rowniez spiewa aktualne przeboje - nie ma zbyt wyrafinowanego gustu - mozna ja przylapac jak spiewa razem z Britney Spears "Womenizer" albo Katy Perry "Hot'n cold":)
- grypsy Mayci np: I szuka something!; I'm coming bajeczka; I need myjec my raczki! ale najlepsze sa liczby mnogie wykonaniu Mayci np. pieskis, rybkis:)
- jak bardzo Alex przepada za Maycia - cokolwiek Maya robi wydaje sie Alexowi tak interesujace i zazwyczaj smieszne ze chichocze z radosci, i niewiadomo jak zmeczony i glodny by byl widok Mayci uleczy wszystko:)
Jakie jeszcze ciekawostki moge wam ujawnic o moich dzieciach...Maycia nadal panikuje jak zabrudzi sobie rece lub twarz, ma fobie w temacie robakow - co jest problemem bo mieszkamy na florydzie i robactwo jest na kazdym kroku, wciaz nie rozstaje sie ze swoim kocykiem i aktualnie twierdzi ze nie chce urosnac, chce zostac "maluka". No i codziennie wymysla gdzie chcialaby pojechac - wlasciwie informuje nas gdzie ona aktualnie sie wybiera, czasami jedzie do "jungle", czasami do "sea" ale najczesciej chce kogos odwiedzic, Ciocie Ele i Maxa, Anisie czytaj: Veronisie, a aktualnie planuje wypad do Polski do Dawidka i baby wiec pare razy na dzien od czwartku juz chyba oznajmia nam swoje plany podrozy:)
Alex przybiera na wadze w zastraszajacym tempie, preferuje warzywka jesc anizeli owocki(co jest chyba troche dziwne), podczas kapieli zalewa nam cala lazienke!, poza tym jego specjalnoscia jest obrzygiwanie wlasnej matki. Wloski mu wyjasnialy - sa koloru ciemnego blondu, smieje sie do kazdego kto do niego zagada i wspaniale ciagnie za wlosy - jest jak pitbull jak zlapie to nie pusci:) W zeszlym tygodniu skonczyl pol roku, probuje siedziec sam - srednio mu to wychodzi jak na razie, uwielbia bawic sie w swoim chodziku i skakac w jumperoo, coraz lepiej lapie zabaweczki i wyglada na to ze wyrosnie z niego strasznie ciekawski gosciu:)

środa, 11 marca 2009

Trzy Mamuśki

Chcialam wam cos pokazac, cos bardzo fajnego:)
W styczniu zeszlego roku na baby shower mojej przyjaciolki Beaty - ktora byla wtedy w 8mym miesiacu ciazy okazalo sie ze nie jest jedyna blogoslawiona na tej imprezie:)
Zrobilismy zdjecie trzech ciezarnych (Ja, Becia i Aneta), oto follow up:)



Trzy ciezarne zamienily sie w trzy mamuski:) A dzieciaczki naprawde nam sie udaly - od lewej Alex, Veronika i Mia

poniedziałek, 9 marca 2009

Chrzest Olusia

28 lutego odbyl sie chrzest naszego malego Olusia - w naszej parafii St. Stephen ale z polskim ksiedzem, ktorego udalo mi sie znalezc i poprosic o udzielenie chrztu sw. naszemu synkowi w jezyku polskim. Rodzicami chrzestnymi zostali Beata - moja przyjaciolka i Kamil - siostrzeniec Wiesia. Olek mial luz totalny - jak zwykle. Do kosciola wszedl drzemiac, a polewanie jego glowki woda nie zrobilo na nim zadnego wrazenia:) Potem robil sobie z wszystkimi po kolei zdjecia - tez nie mial nic przeciwko. O Mayci pisalismy "aniolek" w dniu udzielania jej pierwszego sakramentu, i nie lubie sie powtarzac ale coz na to poczne ze moje dzieciaczki to male anioleczki:) a Alus chyba po tatusiu ma iscie anielskie (czytaj: spokojne) usposobienie.
Oto pare fotek z tego naszego rodzinnego wydarzenia:

wtorek, 17 lutego 2009

Mój maniak elektroniczny

Nie wiem czy juz na lamach tego blogu wspominalam o tym ze moj maz jest powaznie uzalezniony od kupowania, posiadania i obslugiwania roznorodnych urzadzen elektronicznych, ktore musza byc najnowszym cudem techniki i maja za zadanie ulatwic nam zycie. Mysle za kazdy facet ma gdzies w zwojach mozgowych zagniezdzona smykalke i chec do zajmowania sie tego typu rzeczami, to normalne do pewnego stopnia. Ale powaznie podejrzewam ze moj mezus wykracza poza normalnosc.
Skad te przypuszczenia?? Hmmm, moze stad ze wszystkie nowinki techniczne, ktore wychodza na rynek i staja sie bardzo popularne my mamy w domu zanim zyskuja na popularnosci, bo Wiesiu dowiaduje sie o nich zanim wejda na rynek i kupuje czesto tuz po tym jak sie pojawia. To dotyczy przede wszystkim sprzetu fotograficznego - Wiesiu regularnie zmienia aparat fotograficzny na nowszy, lepszy i bardziej skomplikowany i oczywiscie drozszy:)Poza tym moj maz ma fiola na punkcie internetu, dlatego juz pare lat temu zalozyl w domu internet bezprzewodowy, zainstalowal mi skype na komputerze wiec rozmawialam ze swoja rodzina uzywajac kamery w czasach gdy skype jeszcze nie byl az tak popularny. Oczywiscie zmienialismy juz wielokrotnie kamere - na coraz lepsza:) Telewizor musi byc duzy i dobry, obraz koniecznie HD czyli high definition - jak tylko lokalne stacje zaczely nadawac w HD Wiesiu kupil specjalny odbiornik do tv i antene i pokazywal mi podekscytowany roznice w odbiorze. Potem zmienilismy dostawce telewizji satelitarnej bo nowa firma przesyla dane swiatlowodami i dala nam DVR czyli digital video recorder (mozna nagrywac telewizje) No i oczywiscie mamy home theater system czyli kino domowe. Wszystko idzie przez specjalny zasilacz, i wszystko jest zaprogramowane na uniwersalnym pilocie, ktorego zwykly smiertelnik bez specjalnego przeszkolenia nie jest w stanie obsluzyc - wyzsza szkola jazdy! Aaa i zapomnialabym mozemy sluchac super audio cd czyli jakis super czaderskich cd. A w samochodzie mamy system nawigacyjny Magellan, ktorym Wiesiu bardzo ale to bardzo sie ekscytowal swego czasu. Najnowszym gadzetem mojego meza jest Iphone oczywiscie, jak tylko pokazali go w telewizji jako najnowszy cud techniki telekomunikacyjnej wiedzialam ze chwile zobacze go w reku mojego meza. A na ostatnie urodziny kupilam mu Blu-ray dvd czy odtwarzacz dvd w HD na specjalne dvds tylko(bo jeczal ze musi go miec, oczywiscie najnowszy model!) Wczoraj natomiast moj malzonek zamontowal kolejny gadzecik - specjalny odbiornik do naszego dvr zeby moc kontrolowac nagrywanie programow telewizyjnych przez internet...bo to bylo nam niezbednie potrzebne!!! Nie wiem czy wymienilam wszystkie udoskonalenia jakie zaserwowal naszemu domostwu, juz doslownie nie nadazam:) Zawsze trzeba dokupic jakis kabelek, jakas antenke, sciagnac jakis programik itd:)
Ale to jego jedyna slabosc:) Nie jest kibicem sportowym, wiec nie musze ogladac meczy, zawodow itd, nie zalewa sie w trupa z kolegami, ogolnie rzecz biorac nie robi nic co by mnie denerwowalo procz tego ze czesto siedzi przed komputerem albo gapi sie w swoj telefon:) Ja dzieki niemu wiem wiecej o postepie technicznym, potrafie - dzieki jego przeszkoleniu, obslugiwac wiekszosc tych urzadzen no i korzystam z nich:)

wtorek, 10 lutego 2009

Romantyzm Praktyczny

Zblizaja sie Walentynki wielkimi krokami - w stanach o tym swiecie przypominaja nam juz od 1 stycznia:) My nie planujemy zadnego romatycznego wyjscia, bo nie mamy z kim zostawic dzieciakow. W ogole nie uprawiamy juz egzaltowanego, lzawego romantyzmu, z ktorym czlowiek ma do czynienia gdy sie zakochuje. My juz ta faze mamy za soba, jestesmy prawie 5 lat po slubie - nasz romantyzm ewaluowal tak jak nasz zwiazek:) My uprawiamy aktualnie romantyzm praktyczny - to bardzo praktyczna sprawa, bardzo polecam:) Na czym to polega..., ano na pomaganiu sobie w imie naszej wspanialej malzenskiej milosci. Wiesiu wyrecza mnie przy robotach, ktorych chce uniknac, ktore mnie mecza lub ktorych nie znosze - np. odkurza dywan bo ruch jaki trzeba wykonywac przy tej czynnosci powoduje u mnie momentalnie strajk mojego kregoslupa - po prostu nie moge sie ruszac po odkurzaniu, pomogl mi ostatnio umyc kuchenke, ktorej nienawidze szorowac, zabiera samochod do umycia, wyrecza mnie w zakupach i takie tam. Ja gotuje mu potrawy, ktore on lubi, prasuje i skladam mu koszule na wyjazd, a ostatnio zaczelam mu robic kanapeczki do pracy - kryzysowo w koncu jest. Czasami sa ta takie male gesty, ktore dla mnie znacza wiele jak podlaczenie mojego telefonu do ladowarki bo sama czesto o tym zapominam, nagranie jakiegos serialu albo programu dla mnie, przeslalnie mi przez internet jakiegos artykulu, ktory na pewno mnie zainteresuje, wypozyczenie filmu, ktory mi sie spodoba lub gdy mamy do wyboru dwa filmy wlaczenie najpierw tego, ktory mi bardziej przypadnie do gustu. Doceniam tez bardzo to ze nie musze mu przypominac o tym, zeby dal mi znac kiedy wyladuje, bo nie wyobrazacie sie jakie to stresujace kiedy twoj ukochany regularnie kusi los latajac do pracy samolotem i jakie fajne jest to, ze robiac zakupy dzwoni do mnie pytajac sie czy czegos jeszcze potrzebuje, a moze o czyms zapomnialam mu powiedziec. Najbardziej mnie cieszy jak sam wpada na pomysl zeby pozmywac po obiedzie, a rozczula mnie jak probuje pomoc mi skladac pranie - bo robi to troche nieudolnie ale tak sie stara:) Ostatnim prezentem od niego dla mnie byla deska do prasowania - malo romantyczny prezent ale z jakze romantycznych pobudek: ja nienawidze prasowac, ale musze co tydzien wyprasowac chociazby jego koszule do pracy, wiec chcac mi jakos umilic lub raczej ulatwic to zajecie Wiesiu kupil mi solidniejsza, szersza i ogolnie mowiac duzo lepsza deske do prasowania:) Tak wiec nie dostaje sniadania do lozka i moj maz nie przynosi mi kwiatow codziennie ani nawet co tydzien, ale ... pamieta o wszystkich okazjach, na ktore dostaje piekne kartki i fajniejsze prezenty niz deska do prasowania:), czesto pomaga mi zanim nawet poprosze go o to, po prostu mam w nim oparcie gdy go potrzebuje. Aha i zapomnialabym jeszcze wspomniec - mojemu mezowi zdarza sie mnie sluchac, tak, tak, moje panie wiem - sluchajacy cie maz to okaz:) A jednak czesto przylapuje go na tym, ze uslyszal to co kiedys do niego powiedzialam - co jest jeszcze rzadsza umiejetnoscia bo uslyszal i zapamietal. To mnie za kazdym razem rozczula bo jest takie niesamowite i wrecz romantyczne:):):)

niedziela, 8 lutego 2009

Pogadanki naszej Majki

Nasza Maya uczy sie jednoczesnie dwoch jezykow - polskiego i angielskiego. Polskiego z musu (bo rodzice wymagaja:)) angielskiego z wlasnej nieprzymuszonej inicjatywy:) i glownie z telewizji i od innych dzieci. Efekty tego sa takie, ze np. "co to jest?" w wykonaniu Mayci brzmi: what's to jest?:) a - co tak pachnie - mama what jest the smell? a zapytanie: jak to sie nazywa - what's say mama? to najpopularniejsze ale kombinacji jest wiele.
A oto pare pare rozmowek polsko-mayciowych:)(ktore zapamietalam)

W: Mayciu a tata pojedzie jutro do pracy wiesz?
M: Maycia grow duza i jedzie do pracy tez!
W: Maya urosnie i pojedzie do pracy?
M: Tak Maycia rosnie big!

Czytamy ksiazeczke "Who do you love?" wiec pytam sie Mayci kogo kocha a ona od razu rzuca mi sie na szyje i caluje i po chwili juz pedzi do Wiesia - krzycze do niej:powiedz tacie Kocham Cie! Ona przytakuje i slysze jak wola: I love you tez tata!!!

W sklepie Wiesiu stoi przed polkami z winami zastanawia sie, ktore kupic, obok Maya wskazuje po kolei butelki i pyta sie go: Tata a what's to jest? Wino - odpowiada Wiesiu, a what's to jest? Wino. A what's to jest? Wino. Tata a what's to jest? Wino -ze stoickim spokojem odpowiada Wiesiu. Podchodze i slysze ta niesamowita konwersacje.
- Mayciu a powiedz: Co to jest? Proponuje
A Maycia odwraca sie do mnie i mowi: Wino!

M: I ce konana!Mama prossie konana! Mama Maycia ce konana!
Nie zgadniecie co to jest:) lod o smaku kokosowym!

Maya zajada suszone kiwi, pytam jej sie co to za owoc, odpowiada: ananas.
A: Nie Mayciu, zobacz ten owoc jest zielony, jaki owoc jest zielony?
M: Aaaa broccoli:)

Maya lezy wieczorem w lozku, wychodze juz z jej pokoju i mowie: Dobranoc Mayciu!
a Maya na to: sweet dreams mama!

A jak Mayci cos sie nie uda, albo sie zdenerwuje, albo cos jej sie stanie dziwnego i nieprzewidzianego jeczy glosno: OOO my Gooosh! albo OOO my Goodness!!!

A najnowszy jej gryps to: Tata cheese me! - co oznacza: Tata zrob mi zdjecie!

wtorek, 3 lutego 2009

Momnesia

Ciaza i wydanie na swiat dziecka zbiera zawsze swoje zniwo. Niestety nie ma nic za darmo na tym swiecie. Tym bardziej ze trzeba zaplacic za najwspanialszy dar jaki mozna dostac. Kiedys slyszalam jak kobieta powiedziala o innej ze wyglada mlodo jak na swoje lata bo nie rodzila dzieci - pomyslalam: zazdrosna jest, bo co to ma do rzeczy. Ale juz wiem, co ten ktos mial na mysli:) Nie rozpaczam, ale widze w lustrze duze zmiany - nie na lepsze niestety. Fizycznie dopadly mnie zmarszczki, zwiotczenie tu i owdzie, rozstepy, a aktualnie borykam sie ze strasznym wypadaniem wlosow i az boje sie isc do dentysty. Ale wiem ze zrzuce kilogramy, naprawie obwislosci cwieczeniami, zmarszczki podreperuje kremami, wlosy odrosna, martwic zaczely mnie natomiast bardzo klopoty z pamiecia i straszne roztargnienie. Zawsze mialam wspaniala pamiec, a to co w tej chwili sie dzieje jest czesto smieszne i dziwne ale jednoczesnie troche przerazajace. Rozmawialam o tym ze znajoma w weekend i ona mnie oswiecila - nie mam postepujacej sklerozy ale stan znany jako momnesia:) czyli amnezja mam:)Oto co znalazlam na internecie: Momnesia — the mental fuzziness and memory lapses that set in shortly after childbirth czyli ogolne roztragnienie i skonnosc do zapominania, ktora nastepuje po urodzeniu dziecka. Spowodowana jest zmianami hormonalnymi, niedospaniem i stresem. Jak uslyszalam o tym ucieszylam sie bardzo ze moge jakos wyjasnic swoje dziwaczne zachowanie i problemy z pamiecia. Mialam juz przedsmak tegoz stanu gdy chodzilam w ciazy z Maya - nie moglam sobie przypomniec czy zamnknelam garaz i zamiast do pracy jechalam z powrotem do domu sprawdzic, zamyslalam sie jadac samochodem i dojezdzalam w dziwne miejsca, ale najwieksza siare zrobilam gdy zapomnialam swoje pinu do karty platniczej - raz w sklepie i raz w moim banku:) Ale to szybko mi minelo, tym razem moj stan jest powazniejszy. Zapominanie jest na porzadku dziennym - poczawszy od zakupow - potrafie kupic w sklepie duzo rzeczy procz tej po ktora przyjechalam, zapominam o spotkaniach, waznych datach i okazjach, ktore wymagaja ode mnie wyslania kartek np. - moja babcia nie dostala ode mnie kartki na urodziny, ani na rocznice slubu. Gadam czesto bez sensu bo nie moge znalezc slow, albo przychodza mi do glowy bzdurne wyrazy, ktore WYPOWIADAM!, myle imiona, zapominam ze mam pranie w pralce albo w suszarce, czasami chodze po domu probujac sobie przypomniec co mialam zrobic lub przyniesc, albo oderwana od robienia czegos juz nie wracam do tego, bo po prostu nie pamietam ze to robilam. Kilka razy przezylam w nocy chwile paniki totalnej kiedy to zapomnialam ze po nakarmieniu Alexa odlozylam go do lozeczka i obudzilam sie z przerazeniem - przekrecajac na bok - myslac ze wlasnie zrzucilam go z lozka!!! Pare dni temu z kolei serce mi stanelo jak Wiesiu odwrocil sie w lozku w moja strone - o malo nie krzyknelam przekonana ze zdusil nasze dziecko - ktorego tam wcale nie bylo, bo jak zwykle po karmieniu polozylam go do lozeczka. Ale szczytem roztargnienia bylo zostawienie przeze mnie telefonu w garazu na masce samochodu, potem lazilam po chacie i szukalam go, nawet dzwonilam do siebie i zastanawialam sie gdzie on jest skoro go nawet nie slysze. A jak w koncu go znalazlam chcialam zadzwonic do Wiesia i przez pomylke wybralam numer do domu zamiast na komorke, domowy telefon trzymalam w rece bo wlasnie z niego dzwonilam szukajac mojej komorki, no wiec domowy zadzwonil zobaczylam na caller id ze dzwoni Wiesiu - bo moj tel jest zarejestrowany tez na Wiesia, wiec niewiele myslac odebralam domowy i ze zdziwieniem uslyszalam swoj wlasny glos w komorce z ktorej probowalam sie dodzwonic do mojego meza:)) Zdarzylo mi sie nieraz zaladowac z dwojka dzieci i calym majdanem - torbami i wozkiem do samochodu i zdac sobie sprawe ze nie mam kluczykow, a dzisiaj zrobilam zakupy przyjechalam do domu, wyladowalam dzieci a o zakupach oczywiscie zapomnialam - dobrze ze nie odwrotnie. A po pozegnaniu z moja mama, z ktora rozmawialam przez skype na komputerze probowalam ja wylaczyc pilotem od telewizora:))) Mam nadzieje ze ta moja momnesia niedlugo minie bo nie lubie sie czuc jak idiotka, ktora nie wie co robi, albo robi bardzo glupie rzeczy, i nie mam ochoty co chwile przepraszac ludzi ze o czyms zapomnialam. Na szczescie moje dzieciaki jak dotad na tym nie ucierpialy a to najwazniejsze, jakims cudem nigdy nie zapominam o pieluchach, piciu, mleku itd Moze moj mozg wybiorczo zapomina - tylko o tych sprawach, ktore teraz nie sa dla mnie priorytetami:)

sobota, 31 stycznia 2009

Raport

Konczy sie pierwszy miesiac nowego roku a ja jeszcze starego nie podsumowalam:) Jestem ogolnie ciezko zapozniona ostatnio, to juz norma wiec poki pamietam - oto sprawozdanie roczne:
* za najwieksze osiagniecie tego roku uwazam powiekszenie naszej rodziny:) - zaszlismy, donosilismy i urodzilismy zdrowego chlopaka, ktory rosnie jak na drozdzach.
* na drugim miejscu - trening nocnikowy Mayci zakonczony sukcesem!
* odwiedziny mojej mamy - bardzo udana i pozyteczna wizyta:)
* przerobienie goscinnej sypialni na pokoik dla Alexa
* postepy Mayci w mowieniu
* kupno nowego telewizora (to akurat byla realizacja marzenia mojego meza)
* przeniesienie Mayci do lozka dzieciecego
* odwazenie sie na obciecie wlosow do fryzury o ktorej marzylam od jakiegos czasu
To chyba bylo by na tyle osiagniec zeszlorocznych:)

W tym nowym roku natomiast - mimo ze minal dopiero miesiac, moge sie pochwalic tym: * ze dostalam wreszcie permamentna zielona karte - czekalam na nia prawie rok,
* Alex zaczal sie smiac w glos i potrafi sie przekulnac z brzuszka na plecki,
* Maya przestawila sie z nocnika na kibelek,
* Alexa z kolei ja przestawilam na wczesniejsze chodzenie spac,
* zalatwilam obydwie wizyty kontrolne dzieci za jednym zamachem
* Alex zaczal jesc kaszke i lepiej sypiac w nocy dzieki temu,
* Mayi odstawilismy sok pomaranczowy i jablkowy i czesciej robi kupke,
* udalo mi sie upiec najlepsze ciasto marchewkowe jakie jadlam (to dla mnie osiagniecie bo mam tutaj straszne problemy z pieczeniem ciast - rzadko dobrze mi wychodza),
* zaczelam swoj nowy projekt - przerobienie naszej szafy zeby byla bardziej zorganizowana i pojemna,
* zalatwilam ze chrzest Alexa odbedzie sie 28 lutego w naszej lokalnej parafii ale po polsku bo udalo mi sie znalezc polskiego ksiedza,
* i dostalam najpiekniejszy prezent noworoczny - list od mojego brata Marcina, na ten gest czekalam z wielka nadzieja przez ostatnie 5 lat i doczekalam sie!!!
Ten rok bardzo dobrze sie zaczal i mam nadzieje ze wrozy to dobrze naszej najblizszej przyszlosci:)

środa, 28 stycznia 2009

Going green!

Kiedys ktos stwierdzil ze stany mnie zmienily, zaprzeczylam wtedy. Ale z biegiem czasu stwierdzam ze zmiana nastapila ale nie na zle - jak ow ktos sugerowal, lecz na lepsze. Dzieki duzo wyzszej swiadomosci ekologicznej amerykanskiego spoleczenstwa zrobilam sie bardziej "zielona":) Tyle sie tutaj trabi o tym jak kazdy czlowiek ma wplyw na srodowisko, ze jest tak wiele rzeczy, ktore mozna robic by pomoc naszej planecie, i co najwazniejsze sa tutaj mozliwosci i srodki by realizowac swoje ambitne zalozenia. Zarazilam sie, w pewnym momencie wrecz poczulam wstyd ze nie zmienilismy naszego trybu zycia na bardziej ekologiczny. Zadzwonilam do kompanii zbierajacej nasze smieci i poprosilam o pojemniki do segregacji smieci ( jeden na papier, drugi na szklo, puszki i plastik). Nastepnego dnia czekaly pod naszym domem -za darmo! Procz segregacji smieci, ktora praktykujemy juz od roku chyba, albo dluzej i ktora bardzo dobrze wplynela na moje sumienie, zaczelam uzywac ekologicznego plynu do naczyn. Spelnia swoje zadanie a dzieki naturalnym skladnikom nie zanieczyszcza srodowiska. Ale to mi jeszcze nie wystarczylo, bo w sklepie zauwazylam naturalny plyn do prania i do plukania - juz stoja w mojej pralni:) Chcialabym jeszcze przestac pakowac zakupy spozywcze w plastik - to najnowszy trend teraz, chodzenie do sklepu z wlasnymi lnianymi siatkami - jak za dawnych dobrych czasow w Polsce:) I mam nadzieje ze kiedys uda mi sie przekonac mojego meza bysmy zamontowali filtr na wode na naszym kranie i przestali kupowac wode butelkowana.
Tak wiec jestem zielona i ciesze sie bardzo z tego, robie cos dobrego a to zawsze wplywa dobrze na samopoczucie - polecam!

czwartek, 22 stycznia 2009

Disneyworld

No wiec wybralismy sie w ostatni poniedzialek do Disneyworld. Z dwojka dzieci, podwojnym wozkiem, diaper bag i plecakiem. Wiem troche narwany pomysl! Ale planowalismy ten wypad od paru miesiecy, to miala byc super wycieczka dla Mayci bo jest na etapie ksiezniczkowym aktualnie. Wymyslilismy sobie ze pojedziemy w ciagu tygodnia bo w weekendy jest tam tyle narodu ze nie mozna sie przepchac. Wydawalo nam sie ze bedzie swietnie jak wybierzemy sie wlasnie w ten poniedzialek bo bylo swieto( M. L. King Day) - ale tylko panstwowe firmy sa zamkniete - Wiesiu akurat tez nie musial pracowac. Na ten sam pomysl wpadlo najwidoczniej tysiace innych rodzicow, zwlaszcza ze szkoly byly zamkniete tego dnia - o czy nie pomyslelismy, wiec skonczylo sie na wykanczajacym przeciskaniu sie pomiedzy tysiacami odwiedzajacych.
Ale by miec to szczecie zeby sie troche poprzepychac trzeba bylo najpierw tam dotrzec - godzina jazdy samochodem, wypakowac sie na parkingu, zaladowac sie na taki tramwaj zbierajacy ludzi z parkingow, kupic kosmicznie drogie bilety w kasach, do ktorych byly duze zakrecone kolejki i zaladowac sie z calym majdanem na monorail - taka nadziemna kolejke dowozaca do parku. A na miejscu nasza corka oznajmila ze ona nie chce na niczym jezdzic!!! Interesowalo ja tylko to co znajdowalo sie w sklepach, ktore byly doslownie na kazdym kroku. A w nich wszystkie gadzety, o ktorych marzy kazde dziecko oczywiscie. Dopiero jak jej cos kupilismy zgodzila sie na pierwsza przejazdzke karuzela, a potem juz jej sie spodobalo. Problemem jednak byly kolejki do kazdej atrakcji, Maya nie rozumiala w ogole koncepcji stania w kolejce ( jak stwierdzila moja przyjaciolka - nie wychowywala sie w Polsce:)) Tak wiec chodzilismy tylko na te przejazdzki, do ktorych czas oczekiwania nie przekraczal 15 min. Niezbyt wiele udalo nam sie zaliczyc, bo tlumy ograniczaly bardzo mozliwosci poruszania sie -zwlaszcza jak sie pcha podwojny wozek, poza tym wycieczka z dwojka dzieci to nie spacer po parku - co chwila przystanek na karmienie, przewijanie, siusiu, wiec nie mozna sie nudzic:) Nie bylo latwo, raczej bardzo uciazliwie i zmachalismy sie z Wieskiem jak dwie kobyly pociagowe:) Mi pekala glowa przez cala wycieczke - az zdesperowana udalam sie do punktu pierwszej pomocy i tam mnie poratowali tabletkami przeciwbolowymi, poza tym buty mi sie rozwalily - podeszwa mi pekla i klapala sobie:)
Ale jakbyscie zobaczyli wyraz twarzy Mayci jak weszlismy - po dlugim oczekiwaniu, do namiotu z ksiezniczkami i nasza corka ujrzala Kopciuszka i Spiaca Krolewne...jeszcze takiego zachwytu i oniemienia nie widzialam na jej twarzy. A jaka miala frajde jezdzac ze mna w filizankach, na karuzeli i na latajacych dywanach. Zreszta ja tez:)
Moral z tej bajki jest taki - tak szybko sie tam ponownie nie wybierzemy, zawsze trzeba brac ze soba tabletki przeciwbolowe, butom po 8 latach eksploatacji odpada podeszwa, a widok twojego zachwyconego dziecka pomaga nawet na najgorszy bol glowy i zmeczenie:)

środa, 7 stycznia 2009

Moje Chorobki

Jesli czekaliscie na relacje ze wspanialych swiat zawiode was. W te minione swieta przez wiekszosc czasu zamartwialismy sie chora Maycia, pozniej chorym Alexem, bylismy 4 razy u lekarza - 3 razy z Maycia, raz z Alexem. Podczas naszego swiatecznego wyjazdu i pozniejszego sylwestra glownie podawalam leki, sprzatalam wymioty i kupy, robilam ochladzajace kapiele dla rozgoraczkowanej corki, parowki i inhalacje dla obydwojga naszych dzieci, wmuszalam jedzenie Mayci, uspokajalam ja bo plakala bardzo czesto, wyciagalam smarki Alexowi itd Szkoda ze nie liczylam ile razy mierzylam temperature w przeciagu ostatnich 2 tygodni - z pewnoscia pobilam jakis rekord.
Ale nie ubolewam ze cos stracilam, ubolewam natomiast troche ze Maycia nie potrafila cieszyc sie w pelni swoimi urodzinami i swietami oraz otwieraniem prezentow, ktore dostala z tych obydwu okazji. Zaluje tez ze mamy malo zdjec i nakrecilismy tylko pare minut filmu - nie mielismy do tego glowy absolutnie.
Maya miala przez 4 dni wysoka temperature - do 105 F tj. ponad 40 stC i zadnych innych objawow. Od lekarstw przeciwgoraczkowych wymiotowala pare razy i dostala rozwolnienia. Testy w gabinecie lekarskim nic nie wykazaly tylko przerazily nasza corke do tego stopnia ze dzis na haslo doktor dostaje histerii. Dopiero gdy goraczka ustapila zaczal sie straszny kaszel.
Przez wiekszosc naszego pobytu w Charlotte Maya spala, albo lezala wymeczona goraczka, duzo poplakiwala biedulka. Alex nie mial tak burzliwego przebiegu choroby -lekki stan podgoraczkowy, a potem katarek i kaszelek.
To byl tylko wirus, nie wiem jak znioslabym powazniejsza chorobe moich dzieci, chyba wykonczylabym sie nerwowo.
Zycze Wam w nowym roku zeby wasze dzieci nie chorowaly.

czwartek, 18 grudnia 2008

Święta, Święta

Swieta za pasem, pojutrze wyjezdzamy do Charlotte do rodziny Wiesia.
Marzylam sobie o swietach w Polsce...niestety zycie mi troche pokrzyzowalo plany. Wiec po raz 6sty bede spedzac Gwiazdke z dala od mojej rodziny:( Moze za rok...
Ciezko byc z dala od swoich bliskich w Boze Narodzenie. Zwlaszcza ze przezywa sie taka sytuacje po raz 6sty:( Na szczescie dla naszych dzieciakow mozemy swieta spedzic z rodzina Wiesia i Maya juz nie moze sie doczekac.
23 grudnia Maycia skonczy 3 lata - wyobrazacie sobie??? Dopiero co byla malenka kruszynka, ktora przywiezlismy do domu w Wigilie. To byl najpiekniejszy prezent gwiazdkowy jaki dostalam.
A Alex jutro skonczy 3 miesiace! I kazdy jego usmiech - a smieje sie jak tylko na niego spojrze:) - jest jak maly upominek, promyczek slonca.

Przed wyjazdem chcialam jeszcze zyczyc wszystkim zagladajacym tutaj wspanialych, spokojnych Swiat w cieplej, rodzinnej atmosferze, bogatego Gwiazdora oraz szczesliwego nowego roku!!!

niedziela, 14 grudnia 2008

Podzielność matki

Od wrzesnia jestem matka dwojki i musze przyznac ze przeskok z jednego dziecka na dwojke nie jest latwy. Na poczatku nie bylo tak zle, bo byla u nas mama, ktora pomagala jak tylko mogla. Teraz jest ciezej, ale dajemy sobie rade, Wiesiu bardzo pomaga, Maya potrafi troche sie soba zajac, a Alex jest aniolkiem.
Ilosc obowiazkow domowych wraz z opieka nad dziecmi wymaga ode mnie czasami nie lada wysilku ( kazda matka moze to samo powiedziec:)) Czasami trzeba sie niezle nagimnastykowac, i zaplanowac dokladnie caly dzien zeby jak najwiecej moc zrobic w domu - bez uszczerbku dla dzieci.
Ja zawsze bylam ( podobnie jak wiekszosc kobiet) osoba z duza podzielnoscia uwagi, mogaca robic kilka rzeczy naraz. Ostatnio ta zdolnosc zostala przeze mnie opanowana do perfekcji. Potrafie karmic jednoczesnie 3 osoby - Alexa piersia, siebie i Maycie -wpychajac jej jedzenie jedna wolna reka. Ta wolna reka przydaje sie tez rowniez do przebierania Mayci, ubierania jej bucikow, trzymania gazety z przepisami kulinarnymi, robienia listy zakupow, trzymania telefonu, i wielu innych rzeczy. Akcja karmienia piersia odbywala sie juz w dziwnych miejscach i sytuacjach - siedzac na klosecie(zamknietym!) podczas pilnowania Mayci w kapieli, czytajac Mayci bajeczki przed snem, rozmawiajac z Polska przez skype, jedzac obiad przy stole i pewnie bede to robic jeszcze w innych okolicznosciach. Jestem w stanie wyczarowac obiad w pol godziny z przerwami na zrobienie Mayci picia, wlaczenie jej nastepnej bajki, podciagniecie jej majtek po siusianiu, zabawienie Alexa, telefon do meza itd
Nie moge sobie pozwolic na robienie tylko jednej rzeczy, zbyt duzo do zalatwienia i do wykonania i zbyt malo czasu. Musze sie podzielic, nie mam innego wyjscia, musze sie podzielic wielokrotnie, a i tak codziennie klade sie - padam raczej do lozka rozzalona ze nie zrobilam miliona rzeczy, ktore mialam w planach. Plany ulegaja modyfikacji z minuty na minute, a raczej ulegaja urealnieniu. Zazwyczaj kilka razy na dzien musze wybierac co jest wazniejsze, co musze koniecznie zrobic, co moze poczekac, bo nie jestem w stanie zajac sie wszystkim. Dlatego rzadko ostatnio pisze posty na blogu, pranie czasami czeka na wyciagniecie z suszarki 3 dni, a na prasowanie ponad tydzien moze nawet dwa. Ale udalo mi sie wypisac kartki swiateczne, ubrac piekna choinke, dzisiaj skonczylismy z Wiesiem malowac lozeczko dla Alexa, i mamy juz wszystkie prezenty gwiazdkowe.
Koncze i ide pasc do lozka, jak codzien.

czwartek, 11 grudnia 2008

Z życia wzięte

Maya jest ostatnio bardzo przewrazliwiona na punkcie swojej osoby, szczegolnie na punkcie tego co sie o niej mowi. Oto jak koncza sie wszystkie konwersacje na jej temat:
- Maycia jest glodna?
- Nie!!! I Maya Kalinowski

- Maycia byla niegrzeczna?
- Nie!!! Maycia happy!

- Maycia jest brudna?
- Nie!!! Maycia ladna!

- Maycia jest lalunia babuni?
- Nie!!! I czynka! czytaj:dziewczynka

- Maycia ladnie sie ubrala?
- Maycia princess! itd
Na wiekszosc pytan nasza corka odpowiada "nie", wszystkich rozstawia po katach i wszystko musi byc robione tak jak ona sobie zyczy. Nie jest zbyt latwa we wspolzyciu.
Patrzac na nia i na jej zdjecia wydawac by sie moglo ze jest cudnym aniolkiem nie sprawiajacym zadnych problemow wychowawczych - pozory myla.
Najczesciej powtarzane przez nia prosby:
- Mama laczy baje
- mama zrobi piciu
- mama ublac skienke fiatki
- mama ublac skietki
- tata choc bawic
- mama lub tata ponoc - czytaj: pomoc
I nauczyla sie mowic "nie chce" brzmi to: nie ce i bardzo naduzywa tego sformulowania.
Do tego caly czas miksuje sobie dwa jezyki wiec trzeba byc poliglota zeby ja zrozumiec - od czasu do czasu wtraca nawet slowka hiszpanskie:)
Ostatnio jadac samochodem zawolala: Mama zobacz forest!
Jak jej sie cos nie udaje albo jest zdegustowana czyms wykrzykuje: OOO My Gosssshhh!
Aktulanie ksiezniczki sa na topie - tata kupil jej caly zestaw figurek ksiezniczek z bajek Disneya i Maya bawi sie nimi non-stop, nawet sypia z nimi( sypia tez czasami z lornetka, klockiem, kubkiem itd:)) i codziennie informuje ze dzisiaj jest np. Snieska a mama jest Mina (czytaj: Jasmine) a wczoraj na przyklad tata byl Ksieciu a Alex Alladyn:) Doslownie fiol totalny!
Jesli chodzi o Alexa - ku mojemu milemu zaskoczeniu, Maya jest bardzo czujna siostra.
Ostatnio splawila dwojke dzieci probujacych za bardzo zblizyc sie do brata. Pewna dziewczynke, ktora zagladala nachalnie do wozka Alexa, Maya poczestowala mrozacym krew w zylach wzrokiem i poinformowala groznym tonem: To jest my brother! (doslownie!) A wczoraj na zajeciach muzycznych prawie odepchnela chlopca, ktory za bardzo interesowal sie Alexem i nawet probowal go dotykac. Nie jestem zwolenniczka popychania, ale ciesze sie ze Maycia w ogole reaguje i chroni swojego malego braciszka przed nieostroznymi dzieciakami.
Olus natomiast smieje sie za kazdym razem jak mnie widzi, czasami nie moge nawet go nakarmic tak sie do mnie usmiecha, i mowi najczesciej: guuuu i hauuu :)

czwartek, 27 listopada 2008

Thanksgiving Day

Dzisiaj w Stanach swietuje sie Thanksgiving Day. My wlasciwie nie obchodzimy tego swieta zbyt hucznie, nie ma to dla nas zbyt wielkiego znaczenia. Ale to w koncu Swieto Dziekczynienia a my w tym roku mamy za co dziekowac. Wiec upieklam ogromna piers indycza, zrobilam zurawiny, i ten ich slynny stuffing do indyka, usiedlismy przy stole i podziekowalismy za to, ze nasza rodzinka sie powiekszyla - ze mimo problemow donosilam ciaze, ze Alex urodzil sie zdrowy, ze porod trwal tak krotko, ze moja mama mogla przyjechac nam pomoc i pobyc troche z nami, ze Alex dobrze sie rozwija, rosnie i jest najukochanszym dzieckiem jakie widzialam, ze Maya nie jest zazdrosna, ze Wiesiu jest wspanialym ojcem - zaangazowanym i cierpliwym a przy tym wyrozumialym i kochajacym mezem,itd jest tego troche:) Jestesmy szczesliwi z naszymi dzieciarami i cieszymy sie ze udalo nam sie stworzyc taka wspaniala rodzinke.
Ponoc "szczescie jest tam gdzie je czlowiek widzi" a ja widze je patrzac na moje dzieci i mojego meza. Zwlaszcza jak maly Olus smieje sie cala geba na moj widok a Maya popisuje sie przede mna swoimi talentami tanecznymi,i jak Wiesiu bawi sie z naszymi pociechami i widze milosc jaka im okazuje.
Ponizej pare fotek naszej powiekszonej rodzinki:)