Kolejna masakra w Stanach:( Na pewno słyszeliście...Kolejny wariat z bronią maszynową...
Brakuje słów...Przerażenie rośnie...Dokąd zmierza ten kraj...Ile jeszcze takich tragedii musi się zdarzyć żeby się obudzili, zmienili prawo, wprowadzili jakieś restrykcje w kupowaniu broni...
Ja w ogole nie rozumiem po co im ta broń???? Nie rozumiem dlaczego tak bronią tego prawa do posiadania broni...Twierdzą, że zakaz nic nie zmieni, będzie jak z narkotykami...NIE, nie bedzie!!!!! Jak można porównywać ludzi, którzy z własnej nieprzymuszonej woli sięgają po zakazane używki, do niewinnych ludzi ginących od strzałów z broni maszynowej jakiegoś islamisty albo wariata....Co to za idiotyczna analogia?????
Jak to możliwe, że ja zostałam spisana w aptece kupując sudafed na przeziębienie - żeby mieli rekord ile tych tabletek kupuję, bo jeśli za dużo to pewnie produkuję w własnej kuchni meth - taki narkotyk własnej roboty, ale nikt nie zauważył, że gościu zakupił sobie 33 sztuki broni pół-maszynowej w przeciągu ostatniego roku?????
Bo co w ogole komuś chociaż jedna sztuka takiej broni????? Dlaczego takich zakupów nikt nie kontroluje????
Dlaczego jeśli sprawdzają wszystko wszędzie nikt nie pomyślał, że to bardzo podejrzane, że facet melduje się w hotelu w Las Vegas z 10-cioma walizkami, a mieszka niedaleko...?????
Już nawet ręce nie opadają, bo już dawno opadły:(((( Nie znasz dnia ani godziny...gorzej niż na wojnie...bo nie wiesz czy czasami ktoś cię nie zastrzeli w klubie, na koncercie, w kinie, na uczelni, w szkole podstawowej...
Kiedy wreszcie zdadzą sobie sprawę, że moze to prawo konstytucyjne ustalone przez ich przodków jest przestarzałe i czas je zmienić, bo niewinni ludzie giną...?
Mimo, że oswoiłam sobie trochę ten kraj i jego mieszkańców mieszkając tutaj juz 15 lat i stajac sie jego obywatelką to jednak w pewnych kwestiach nie jestem w stanie zrozumieć ich zachowań i zupełnie niestosownego w tej sytuacji uporu i zaślepienia:(
Nie rozumiem też dlaczego rodziny ofiar nie ruszyły jeszcze na Washington... Dlaczego nie domagają się zmian????
Ja jestem w sercu Polką, Polacy walczą, Polacy sie nie dają sie zabijać, tylko dlatego, że takie jest prawo...prawa ustalają ludzie więc prawo można zmienić... Ja bym im nie darowała...
I jeszcze bezczelnie mówią, że teraz nie jest czas na dyskusję o zmianach...a kiedy??????????
Jestem wstrząsnieta ta tragedią tak samo mocno jak brakiem jakichkolwiek działań w kierunku zapobiegnięcia nastepnej:(
Blog Asiulka (Joanny Kalinowskiej) - żony, matki, emigrantki. Opisuję nasze życie rodzinne na Florydzie, gdzie mnie przywiało a mąż pstryka fotki. Miłego czytania i oglądania!
niedziela, 8 października 2017
piątek, 29 września 2017
Irmowe stresy
Jestem, cała i zdrowa, podobnie jak reszta rodziny:) Nic nam sie nie stało, ani naszemu domowi:)
Ale ile stresu było....:(
Zaczęło sie we wtorek, 5 września. Jeszcze w poniedziałek mieliśmy Dzien Pracy, i jakoś nie sprawdzaliśmy prognozy pogody. Wcześniej słyszałam, że uformował się huragan, że nazwali go Irma - pomyślałam: co za złowieszcze imie...aż się prosi żeby zafundowała komuś nie lada spustoszenie.
We wtorek, Wiesiu wyjechał do New Jersey, gdzie teraz pracuje, a ja po robocie pojechałam do spożywczego tak sobie myśląc, że mam troche wody w domu, ale dokupię, tak na wszelki wypadek...Weszłam i natknęłam się na totalną pustkę w miejscu butelkowanej wody i spanikowanych ludzi wykupujących wszystkie puszki, baterie i inne produkty. Hmmm, stwierdziłam, że chyba trochę przesadzają...bo jeszcze dokładnie nie wiadomo gdzie się skieruje ten huragan... jak widac na załaczonym obrazku...
W środe z samego rana zadzwoniła koleżanka, że ona się ewakuuje. I czy my zostajemy... Wyjaśniłam jej, że na razie nie widzę potrzeby ewakuacji, poza tym ze swojego 15-letniego doświadczenia mieszkalnego tutaj wiem, że huragany zazwyczaj nie lądują bezpośrednio w Tampa Bay - zawsze zbaczały lub skręcały w drugą stronę, taki fenomen naszego położenia.
Ale słysząc rozmowy rodziców pod szkołą zaczęłam się niepokoić trochę, że tym razem jednak będzie inaczej...że ten huragan jest monstrualnie wielki i super silny, więc nawet jak przejdzie obok
nas może być niebezpiecznie.
Zaczęłam bacznej śledzić kierunek Irmy...


Spaghetti models, które pokazują możliwe przejście huraganu jednak cały czas jeszcze koncentrowały się na wszchodnim wybrzeżu Florydy, gwoli przypomnienia i dla czytelnikow mało znających geografię Florydy, my mieszkamy na zachodnim wybrzeżu, w centralnej jej części, tam gdzie na mapie widac taką małą zatoczkę - Tampa Bay:)
Ale zapobiegawczo podjechałam nawet do sklepu budowlanego w poszukiwaniu jakiś desek do zabicia okien, ale wyszłam tylko z 5 - galonowym karnistrem na benzyne i taśmą - wszystko było już wykupione:(
Po rozmowie z moją spanikowaną teściową postanowiłam podjąć wstępne przygotowania i nalałam benzyny do karnistra - była już tylko ta nadroższa i wyciągnęłam z zamrażalnika wszystek surowego mięsiwa w celu obróbki termicznej. Stres objawił sie już kilkoma wizytami w ubikacji. Szkoła dzieci ogłosiła, że się zamyka...
Koleżanka, która wyjechała na północ zadzwoniła, że jedzie sie strasznie, korki i tłumy ewakuujacych się z Miami i całej południowej Florydy:( dosłownie mordęga:(
W czwartek Irma przesunęła się niebezpiecznie blisko nas i wedługo przewidywań miała przechodzić przez środek Florydy. Nadal jednak byliśmy po troszke lepszej, zachodniej stronie huraganu...jednak kategoria 4-tej huraganu jeszcze nigdy nie było dane mi doświadczyć, więc panika nadal narastała:(

Nie poszłam do pracy, zostałam z dziećmi w domu, ale straciłam apetyt i moje rozwolnienie się nasiliło:( Podjęłam decyzję, że będziemy musieli jednak jakimś cudem zdobyć dechy na okna. W oczekiwaniu na powrót Wiesia, któremu ze względu na okoliczności pozwolono wracać troszkę wcześniej, przerobiłam mięsa, wyłowiłam z naszego recycling wszystkie puste butelki, które napełniłam przefiltrowaną wodą.
Spakowałam cała bizuterie, ważne dokumenty, sprawdziłam ile mamy latarek i baterii.
Zaczęłam dzwonić po sklepach budowlanych w poszukiwaniu desek, bez powodzenia:(
Zapowiedziałam Wieśkowi, że nie wiem jak to zrobi, ale jak wróci ma mi te dechy wytrzasnąć skądś....
Przestałam odbierać telefony od rodziny Wiesia, nie chciałam się jeszcze więcej denerwować.
W piątek Wiesiek wstał o 5:30 żeby znależć dechy, i o dziwo udało mu się, ale z kolei śrub specjalnych nie mieli...zaczęło się polowanie na śruby...
Przez parę godzin czułam się trochę lepiej...zwłaszcza jak Becia - moja przyjaciółka z Naples, zawiadomiła mnie, że jednak przyjmą nasze zaproszenie i ewakuują się do nas. Pomyślałam razem bedzie lepiej, damy radę:)
Zanim dojechali moje serce znowu było w gardle gdzieś...Irma ponownie przesunęła się na zachód.
Póżnym wieczorem wszyscy razem siedzieliśmy przed telewizorem czekając na ostatnie wiadomości o 11-jest wieczorem i debatutując co zrobić - zostać czy ewakuować się...
I po ujrzeniu tej powyższej prognozy stwierdziliśmy, że nie ma co ryzykować i stresować się bardziej, spakujemy manatki i wszyscy razem pojedziemy do moich teściów. Jeszcze o północy zajechałyśmy z Becia zatankować, a rano panowie szybko zabili najwieksze nasze okna, wrzuciliśmy do samochodu najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy na północ:)
I nie wyobrażacie sobie jaką poczuliśmy ulgę:) Świadomość, że unikniemy przeżycia tej przerażającej nocy bardzo poprawiła nam nastroje. Obawialiśmy się korków i problemów na drodze, ale najwyraźniej wszyscy wyjechali już wcześniej bo dojechaliśmy do Charlotte bez żadnych komplikacji:)
Koniec końców Irma przeszła centralnie przez Naples - skąd ewakuowała się Becia - całe szczęście, ale skręciła na wschód tuż przed Tampa Bay i osłabiła sie do kategorii 1-szej na naszej wysokości:) Z relacji sąsiadów wiem, że nasze osiedle nawet nie straciło prądu, aczkolwiek po powrocie widzieliśmy przewalone stare drzewa w naszym mieście, na szczęście nie u nas:)
Fenomen naszej lokalizaji znowu zadziałał:)
Szkoła dzieci pozostała zamknięta przez cały następny tydzień, w sklepach pustki:(((
Ale w Naples było dużo, dużo gorzej - brak benzyny, prądu, jedzenia w sklepach...nawet ogłosili godzinę policyjną...Wokół domu naszych znajomych padły trzy drzewa:(
Mieszkam tutaj już 15 lat i przeżyłam kilka huraganów, ale żaden mnie tak nie zestresował jak ten:(
I często mówię i piszę tutaj też, że żyjąc na Florydzie żyje się jakby bliżej natury, bliżej nieba i przyrody ale tym razem Pani Natura sobie lekko przesadziła z demonstracją swojej siły i możliwości...Mam nadzieje, że będzie odpoczywać pare następnych lat i da nam spokój...
Dziekuję wszystkim, którzy sie do nas odzywali zaniepokojeni, dziękuję za troskę, modlitwy, trzymane kciuki, ciepłe myśli - najwyraźnie poskutkowały:)))
Ale ile stresu było....:(
Zaczęło sie we wtorek, 5 września. Jeszcze w poniedziałek mieliśmy Dzien Pracy, i jakoś nie sprawdzaliśmy prognozy pogody. Wcześniej słyszałam, że uformował się huragan, że nazwali go Irma - pomyślałam: co za złowieszcze imie...aż się prosi żeby zafundowała komuś nie lada spustoszenie.
We wtorek, Wiesiu wyjechał do New Jersey, gdzie teraz pracuje, a ja po robocie pojechałam do spożywczego tak sobie myśląc, że mam troche wody w domu, ale dokupię, tak na wszelki wypadek...Weszłam i natknęłam się na totalną pustkę w miejscu butelkowanej wody i spanikowanych ludzi wykupujących wszystkie puszki, baterie i inne produkty. Hmmm, stwierdziłam, że chyba trochę przesadzają...bo jeszcze dokładnie nie wiadomo gdzie się skieruje ten huragan... jak widac na załaczonym obrazku...
W środe z samego rana zadzwoniła koleżanka, że ona się ewakuuje. I czy my zostajemy... Wyjaśniłam jej, że na razie nie widzę potrzeby ewakuacji, poza tym ze swojego 15-letniego doświadczenia mieszkalnego tutaj wiem, że huragany zazwyczaj nie lądują bezpośrednio w Tampa Bay - zawsze zbaczały lub skręcały w drugą stronę, taki fenomen naszego położenia.
Ale słysząc rozmowy rodziców pod szkołą zaczęłam się niepokoić trochę, że tym razem jednak będzie inaczej...że ten huragan jest monstrualnie wielki i super silny, więc nawet jak przejdzie obok
nas może być niebezpiecznie.
Zaczęłam bacznej śledzić kierunek Irmy...


Spaghetti models, które pokazują możliwe przejście huraganu jednak cały czas jeszcze koncentrowały się na wszchodnim wybrzeżu Florydy, gwoli przypomnienia i dla czytelnikow mało znających geografię Florydy, my mieszkamy na zachodnim wybrzeżu, w centralnej jej części, tam gdzie na mapie widac taką małą zatoczkę - Tampa Bay:)
Ale zapobiegawczo podjechałam nawet do sklepu budowlanego w poszukiwaniu jakiś desek do zabicia okien, ale wyszłam tylko z 5 - galonowym karnistrem na benzyne i taśmą - wszystko było już wykupione:(
Po rozmowie z moją spanikowaną teściową postanowiłam podjąć wstępne przygotowania i nalałam benzyny do karnistra - była już tylko ta nadroższa i wyciągnęłam z zamrażalnika wszystek surowego mięsiwa w celu obróbki termicznej. Stres objawił sie już kilkoma wizytami w ubikacji. Szkoła dzieci ogłosiła, że się zamyka...
Koleżanka, która wyjechała na północ zadzwoniła, że jedzie sie strasznie, korki i tłumy ewakuujacych się z Miami i całej południowej Florydy:( dosłownie mordęga:(
W czwartek Irma przesunęła się niebezpiecznie blisko nas i wedługo przewidywań miała przechodzić przez środek Florydy. Nadal jednak byliśmy po troszke lepszej, zachodniej stronie huraganu...jednak kategoria 4-tej huraganu jeszcze nigdy nie było dane mi doświadczyć, więc panika nadal narastała:(

Nie poszłam do pracy, zostałam z dziećmi w domu, ale straciłam apetyt i moje rozwolnienie się nasiliło:( Podjęłam decyzję, że będziemy musieli jednak jakimś cudem zdobyć dechy na okna. W oczekiwaniu na powrót Wiesia, któremu ze względu na okoliczności pozwolono wracać troszkę wcześniej, przerobiłam mięsa, wyłowiłam z naszego recycling wszystkie puste butelki, które napełniłam przefiltrowaną wodą.
Spakowałam cała bizuterie, ważne dokumenty, sprawdziłam ile mamy latarek i baterii.
Zaczęłam dzwonić po sklepach budowlanych w poszukiwaniu desek, bez powodzenia:(
Zapowiedziałam Wieśkowi, że nie wiem jak to zrobi, ale jak wróci ma mi te dechy wytrzasnąć skądś....
Przestałam odbierać telefony od rodziny Wiesia, nie chciałam się jeszcze więcej denerwować.
W piątek Wiesiek wstał o 5:30 żeby znależć dechy, i o dziwo udało mu się, ale z kolei śrub specjalnych nie mieli...zaczęło się polowanie na śruby...
Przez parę godzin czułam się trochę lepiej...zwłaszcza jak Becia - moja przyjaciółka z Naples, zawiadomiła mnie, że jednak przyjmą nasze zaproszenie i ewakuują się do nas. Pomyślałam razem bedzie lepiej, damy radę:)
Zanim dojechali moje serce znowu było w gardle gdzieś...Irma ponownie przesunęła się na zachód.
I po ujrzeniu tej powyższej prognozy stwierdziliśmy, że nie ma co ryzykować i stresować się bardziej, spakujemy manatki i wszyscy razem pojedziemy do moich teściów. Jeszcze o północy zajechałyśmy z Becia zatankować, a rano panowie szybko zabili najwieksze nasze okna, wrzuciliśmy do samochodu najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy na północ:)
I nie wyobrażacie sobie jaką poczuliśmy ulgę:) Świadomość, że unikniemy przeżycia tej przerażającej nocy bardzo poprawiła nam nastroje. Obawialiśmy się korków i problemów na drodze, ale najwyraźniej wszyscy wyjechali już wcześniej bo dojechaliśmy do Charlotte bez żadnych komplikacji:)
Koniec końców Irma przeszła centralnie przez Naples - skąd ewakuowała się Becia - całe szczęście, ale skręciła na wschód tuż przed Tampa Bay i osłabiła sie do kategorii 1-szej na naszej wysokości:) Z relacji sąsiadów wiem, że nasze osiedle nawet nie straciło prądu, aczkolwiek po powrocie widzieliśmy przewalone stare drzewa w naszym mieście, na szczęście nie u nas:)
Fenomen naszej lokalizaji znowu zadziałał:)
Szkoła dzieci pozostała zamknięta przez cały następny tydzień, w sklepach pustki:(((
Ale w Naples było dużo, dużo gorzej - brak benzyny, prądu, jedzenia w sklepach...nawet ogłosili godzinę policyjną...Wokół domu naszych znajomych padły trzy drzewa:(
Mieszkam tutaj już 15 lat i przeżyłam kilka huraganów, ale żaden mnie tak nie zestresował jak ten:(
I często mówię i piszę tutaj też, że żyjąc na Florydzie żyje się jakby bliżej natury, bliżej nieba i przyrody ale tym razem Pani Natura sobie lekko przesadziła z demonstracją swojej siły i możliwości...Mam nadzieje, że będzie odpoczywać pare następnych lat i da nam spokój...
Dziekuję wszystkim, którzy sie do nas odzywali zaniepokojeni, dziękuję za troskę, modlitwy, trzymane kciuki, ciepłe myśli - najwyraźnie poskutkowały:)))
piątek, 1 września 2017
Nowy środek transportu i nowe wycieczki
Nadrabiam szybko zaległości, bo dużo się działo i czasu było mało na zdawanie sprawozdań na bieżąco:)
Po moim strasznym wypadku musieliśmy postarać się o nowy środek transportu i postanowiliśmy nie rezygnować z naszych wcześniejszych planów i wybraliśmy większy model Infinity, który mieliśmy kupić po zakupie domu.
A jak zaczęliśmy dysponować większym samochodem, z trzema rzędami siedzień, mogliśmy cała nasza wesoła gromadę brać na liczne wycieczki bez większego problemu:)
Po moim strasznym wypadku musieliśmy postarać się o nowy środek transportu i postanowiliśmy nie rezygnować z naszych wcześniejszych planów i wybraliśmy większy model Infinity, który mieliśmy kupić po zakupie domu.
A jak zaczęliśmy dysponować większym samochodem, z trzema rzędami siedzień, mogliśmy cała nasza wesoła gromadę brać na liczne wycieczki bez większego problemu:)
Najpierw St. Augustine
w drodze zahaczyliśmy o Daytona Beach
gdzie Tatulo miał okazję zwiedzić Daytona International Speedway
Potem porwaliśmy rodziców do naszego ulubionego resort na Singer Island, niedaleko West Palm Beach
A na koniec odwiedziliśmy jeszcze Becie w Naples
I to są nasze tegoroczne wspomnienia z wakacji, bo zaraz po wyjeżdzie rodziców zaczęła się znowu szkoła i zaczęły sie codzienne obowiązki, zadania domowe, podwożenie na zajęcia itd
Oczywiście cały kram na mojej głowie od poniedziałku do czwartku, bo Wiesiu zacząl podróżować do pracy do New Jersey:(
wtorek, 18 lipca 2017
Tajniki wiedzy perfumeryjnej
Pomyślałam, że podzielę się z wami moja wiedzą w zakresie perfum, skoro dzięki swojej pracy posiadłam jej co nieco:)
Najważniejsze, żebyście znali różnicę pomiędzy wodą toaletową (eau de toilette), wodą perfumowaną (eau de parfum) czyli potocznie nazywaną perfumem, a czystym perfumem.
Czysty perfum (perfume) jest olejkiem i sprzedawany jest tylko w maleńkich buteleczkach. Wystarczy tylko kropelka żeby pachnieć cały dzień. W Macy's, w którym pracowałam tylko perfumy Chanel dla kobiet miały opcję kupna czystego perfumu i to tylko tych najbardziej popularnych zapachów. Posiada najwyższą koncentrację zapachu 25%
Wody perfumowane czyli eau de parfum są rozcieńczone wodą, nadal można nazywać je perfumami, ponieważ ich podstawą jest nadal olej (15-20% esensji), dzięki czemu po sprayowaniu nie wyparowują od razu, olejek pozostaje na skórze i pachnie godzinami, czasami nawet cały dzień. Pozostaje też na długo na ubraniach, we włosach, ale może też plamić materiały w zależności od składników.
Natomiast wody toaletowe czyli eau de toilette tworzone są na bazie alkoholu, co oznacza, że zawartość olejku jest mała (10%), zapach jest dużo lżejszy i swieższy, ale niestety szybko wyparowywuje wraz z alkoholem:(((
Większość sprzedawanych "perfum" to wody toaletowe. Istnieją również wody kolońskie produkowane dla mężczyzn z tylko 7% zawartością zapachu.
Za wodę perfumowaną trzeba zazwyczaj trochę więcej zapłacić, nie każdego stać...więc zadowalają się tańszymi wersjami. A niektórzy wręcz preferują wody toaletowe, bo ten sam zapach jako perfum jest dla nich zbyt ciężki i duszący.
Za wodę perfumowaną trzeba zazwyczaj trochę więcej zapłacić, nie każdego stać...więc zadowalają się tańszymi wersjami. A niektórzy wręcz preferują wody toaletowe, bo ten sam zapach jako perfum jest dla nich zbyt ciężki i duszący.
Może to wszystko już wiecie...
Ja jednak zaobserwowałam, że większość ludzi nie ma pojęcia co kupuje, nie zdaje sobie sprawy z różnic i nie wie na co zwrócić uwagę.
Większość sprzedawanych "perfum" zwłaszcza tych dla meżczyzn to wody toaletowe tzw wody kolońskie. Za wodę perfumowaną trzeba zazwyczaj trochę więcej zapłacić, nie każdego stać...więc zadowalają się tańszymi wersjami. A niektórzy wręcz preferują wody toaletowe, bo ten sam zapach jako perfum jest dla nich zbyt ciężki i duszący. Jednakże trzeba ich używać częściej i wiecej, więc zużywają się szybciej.
Nowością są ostatnimi czasy również perfumy dla facetów. Nie znaczy to, że są skierowane do tych zniewieściałych:) podobnie jak w perfumerii damskiej oznacza to jedynie większą intensywność zapachu.
Jeśli zaś chodzi o proces wybierania odpowiedniego zapachu dla siebie, zalecam wypróbowanie go na swojej własnej skórze przez conajmniej godzinę lub dwie. Nigdy nie kupujcie perfumu tylko dlatego, że na kimś ładnie pachniał. Wiele zależy od chemii ciała człowieka, wybrany zapach może się z nią pięknie komponować i wręcz rozkwitnąć na czyjejś skórze, albo skisić się totalnie (go sour) na innej, lub też nie trzymać się ciała w ogóle. Wielu moich klientów odkrywało, że mają alergie na niektóre składniki perfum, u niektórych wywoływały bóle głowy, a czasami kupujący stwierdzali, że zapach, który wydawał im sie bajecznie piękny po paru godzinach stał się nie do zniesienia i powodował wręcz mdłości:(
Jeśli mieszkacie w Stanach polecam wam robienie zakupów perfumeryjnych na kilka dni lub nawet tydzień przed wielkimi perfumeryjnymi sprzedażami: przed Walentynkami, Dniem Matki, Dniem Ojca, i na dwa lub nawet trzy tygodnie przed przed Świętami Bożego Narodzenia. Wtedy jest najlepsze zaopatrzenie w tzw: sets czy zestawy perfum, które zazwyczaj za 2 do 4$ więcej aniżeli sama butelka zawierają dodatkowe rzeczy: perfumowany balsam do ciała, miniaturowy flakonik na podróżowanie, dla mężczyzn dezodorant lub wodę po goleniu itd. Zachęcam również na robienie zakupów w renomowanych sklepach takich jak Macy's lub Dillards bo macie wtedy gwarancje, że produkt jest prawdziwy i świeży. Ponadto jeśli zajdziecie tam w weekend to zapewne napotkacie Vendors - to ludzie promujące określone marki. Są dosyć nachalni, ale nie zrażajcie się tylko odszukajcie tego, który reprezentuje markę jaka was interesuje, gwarantuje wam, że jemu bardzo zależy żeby upchnąć swój produkt więc zrobi wiele, żebyście się na niego zdecydowali. Pytajcie się czy mają jakieś prezenty typu torby, kosmetyczki, czasami parasole, ręczniki, próbki, ekstra goodies:))) Oni zawsze coś mają do rozdania:)
W następnym poście opiszę dokładniej konkretne marki i zapachy:)
środa, 5 lipca 2017
Staranowana
29 czerwca około godziny 4 popołudniu, w drodze z pracy, na jednym z największych skrzyżowań w naszym mieście zostałam staranowana przez samochód - pick-up truck Ford F150:(((((
Ja ruszyłam na zielonej strzałce, żeby skręcić w lewo a pan przejechał sobie czerwone światło i z pełnym impetem conajmniej 50 mil na godzine wjechał centralnie w moje Infiniti od mojej strony.
Nie wyobrażacie sobie mojego zaskoczenia i przerażenia kiedy ujrzałam ten samochód na sekundę zanim mnie uderzył... do dzis mam ten obraz przed sobą ilekroć zamknę oczy:(
W momencie uderzenia jedynie przemknęło mi przez myśl, że chyba już po mnie, a kiedy mój samochód zaczął robić piruety po całym skrzyżowaniu i chybotać niebezpiecznie w jedną i drugą stronę - w głowie jedynie kołatała mi się prośba: tylko sie nie przewróć!!!!
I nie przewrócił się:) stanął na drugim końcu skrzyżowana i terkotał w miejscu jakby dalej chciał jechać ale coś go trzymało.
A ja roztrzęsiona ale przytomna wyłączyłam silnik i probowałam wydostać się z samochodu...bez skutku, bo nie wiedziałam jeszcze, że cała strona samochodu została wgnieciona do środka na 30 cm!!!!
Siedziałam więc przez chwilę pokryta cała masą szkieł i zdecydowałam się zadzwonić pod 911, zwłaszcza, że drugi kierowca też nie wychodził z samochodu...Ze zdenerwowania zadzwoniłam pod 991:) ale poprawiłam się za drugim razem chociaż strasznie mi się ręce trzęsły.
Jacyś ludzie pomogli mi się wydostać z samochodu, zauważyli, że krwawię z głowy i ręki, przynieśli chusteczki i zatamowali krwawienie. Probowałam też zadzwonić do Wiesia, ale ze zdenerwowania wybierałam jego numer konferencyjny zamiast do niego, w koncu napisałam krótkiego smsa, żeby przyjechał.
Przyjechała straż pożarna, wzięli mnie do wozu strażackiego zaskoczeni, że po takim staranowaniu ja chodzę i jestem przytomna. Sprawdzili moje parametry życiowe, były ok poza super wysokim ciśnieniem krwi, kazali posiedzieć uspokoić się, wypytywali co się dokładnie stało. W tym czasie przyjechał przestraszony Wiesiu i razem ze strażakami namówili mnie na przejazd do szpitala, bo lewa strona mojej głowy zaczęła mnie bardzo boleć:(
W szpitalu wzięli mnie na prześwietlenie głowy i kręgów szyjnych, zdjęcia wyszły ok:) Dostałam też zastrzyk przeciwko teżcowi bo miałam kilka zadrapań.
Przybyła też policjantka żeby spisać moje zeznania, dowiedziałam się ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, że ponoć kierowca, który we mnie wjechał twierdził, że to on miał zielone światło i to ja zawiniłam. Jednak zanim jeszcze się zdenerwowałam policjanka poinformowała mnie, że był naoczny świadek, który już potwierdził na miejscu wypadku moją wersję zdarzeń i pani ta, która też czekała na zielone światło za mną, ma nawet film z całego wypadku bo posiadała kamerę samochodową:) Tak więc pan kierowca dostał już mandat za przejechanie czerwonego światła.
Może po przeczytaniu tego mojego raportu powypadkowego zadajecie sobie pytanie dlaczego nie ma w nim ani słowa o drugim kierowcy...coż może dlatego, że ów drugi kierowca po opuszczeniu swojego samochodu - który tak nawiasem mówiąc był służbowym pojazdem naszego harabstwa (Hillsborough county), nawet nie raczył spojrzeć w moją stronę ani zapytać się czy przeżyłam, czy jestem ok...nawet po przewiezieniu do szpitala leżał przede mną na łóżku (ja już wtedy wiedziałam od strażaków, że nic mu się nie stało) nie odwrócił się i nie powiedział do mnie ani jednego słowa.
I nastepnego dnia kiedy rozmawiałam z moją firmą ubezpieczenieniową dowiedziałam się się, że cały czas podtrzymuje swoja wersję wypadków o rzekomym zielonym świetle, które widział!!!!!!!
Nie wiem gdzie widział to światło...może mu sie przyśniło...
Prawda jest taka, że nasze auto jest skasowane:(((
Ja cała obolała i przerażona. Zastanawiam się poważnie nad wzięciem go do sądu, bo odczuwam cały czas dziwne bóle w lewej nodze i w dolnych partiach kręgosłupa, więc w piątek odwiedzę kręgarza i jeśli według niego będę miała podstawy do pozwania go, zrobię to!
Właśnie szykowaliśmy się do kupna nowego domu, a przez tego śniętego idiotę musieliśmy wyleasingować nowy samochód, co za pewne poważnie wpłynie na nasze możliwości kredytowe przy kupnie domu:((((
Ale najważniejsze, że ja jestem cała nawet jeśli trochę potłuczona, nie było dzieci w samochodzie w momencie wypadku i jechałam naszym bezpiecznym samochodem, dzięki temu przeżyłam:)
Nie życzę nikomu takiej traumy, to bardzo przerażające przeżycie:(
Jedzcie ostrożnie i uważajcie na innym kierowców!!!
Ja ruszyłam na zielonej strzałce, żeby skręcić w lewo a pan przejechał sobie czerwone światło i z pełnym impetem conajmniej 50 mil na godzine wjechał centralnie w moje Infiniti od mojej strony.
Nie wyobrażacie sobie mojego zaskoczenia i przerażenia kiedy ujrzałam ten samochód na sekundę zanim mnie uderzył... do dzis mam ten obraz przed sobą ilekroć zamknę oczy:(
W momencie uderzenia jedynie przemknęło mi przez myśl, że chyba już po mnie, a kiedy mój samochód zaczął robić piruety po całym skrzyżowaniu i chybotać niebezpiecznie w jedną i drugą stronę - w głowie jedynie kołatała mi się prośba: tylko sie nie przewróć!!!!
I nie przewrócił się:) stanął na drugim końcu skrzyżowana i terkotał w miejscu jakby dalej chciał jechać ale coś go trzymało.
A ja roztrzęsiona ale przytomna wyłączyłam silnik i probowałam wydostać się z samochodu...bez skutku, bo nie wiedziałam jeszcze, że cała strona samochodu została wgnieciona do środka na 30 cm!!!!
Siedziałam więc przez chwilę pokryta cała masą szkieł i zdecydowałam się zadzwonić pod 911, zwłaszcza, że drugi kierowca też nie wychodził z samochodu...Ze zdenerwowania zadzwoniłam pod 991:) ale poprawiłam się za drugim razem chociaż strasznie mi się ręce trzęsły.
Jacyś ludzie pomogli mi się wydostać z samochodu, zauważyli, że krwawię z głowy i ręki, przynieśli chusteczki i zatamowali krwawienie. Probowałam też zadzwonić do Wiesia, ale ze zdenerwowania wybierałam jego numer konferencyjny zamiast do niego, w koncu napisałam krótkiego smsa, żeby przyjechał.
Przyjechała straż pożarna, wzięli mnie do wozu strażackiego zaskoczeni, że po takim staranowaniu ja chodzę i jestem przytomna. Sprawdzili moje parametry życiowe, były ok poza super wysokim ciśnieniem krwi, kazali posiedzieć uspokoić się, wypytywali co się dokładnie stało. W tym czasie przyjechał przestraszony Wiesiu i razem ze strażakami namówili mnie na przejazd do szpitala, bo lewa strona mojej głowy zaczęła mnie bardzo boleć:(
W szpitalu wzięli mnie na prześwietlenie głowy i kręgów szyjnych, zdjęcia wyszły ok:) Dostałam też zastrzyk przeciwko teżcowi bo miałam kilka zadrapań.
Przybyła też policjantka żeby spisać moje zeznania, dowiedziałam się ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, że ponoć kierowca, który we mnie wjechał twierdził, że to on miał zielone światło i to ja zawiniłam. Jednak zanim jeszcze się zdenerwowałam policjanka poinformowała mnie, że był naoczny świadek, który już potwierdził na miejscu wypadku moją wersję zdarzeń i pani ta, która też czekała na zielone światło za mną, ma nawet film z całego wypadku bo posiadała kamerę samochodową:) Tak więc pan kierowca dostał już mandat za przejechanie czerwonego światła.
Może po przeczytaniu tego mojego raportu powypadkowego zadajecie sobie pytanie dlaczego nie ma w nim ani słowa o drugim kierowcy...coż może dlatego, że ów drugi kierowca po opuszczeniu swojego samochodu - który tak nawiasem mówiąc był służbowym pojazdem naszego harabstwa (Hillsborough county), nawet nie raczył spojrzeć w moją stronę ani zapytać się czy przeżyłam, czy jestem ok...nawet po przewiezieniu do szpitala leżał przede mną na łóżku (ja już wtedy wiedziałam od strażaków, że nic mu się nie stało) nie odwrócił się i nie powiedział do mnie ani jednego słowa.
I nastepnego dnia kiedy rozmawiałam z moją firmą ubezpieczenieniową dowiedziałam się się, że cały czas podtrzymuje swoja wersję wypadków o rzekomym zielonym świetle, które widział!!!!!!!
Nie wiem gdzie widział to światło...może mu sie przyśniło...
Prawda jest taka, że nasze auto jest skasowane:(((
Ja cała obolała i przerażona. Zastanawiam się poważnie nad wzięciem go do sądu, bo odczuwam cały czas dziwne bóle w lewej nodze i w dolnych partiach kręgosłupa, więc w piątek odwiedzę kręgarza i jeśli według niego będę miała podstawy do pozwania go, zrobię to!
Właśnie szykowaliśmy się do kupna nowego domu, a przez tego śniętego idiotę musieliśmy wyleasingować nowy samochód, co za pewne poważnie wpłynie na nasze możliwości kredytowe przy kupnie domu:((((
Ale najważniejsze, że ja jestem cała nawet jeśli trochę potłuczona, nie było dzieci w samochodzie w momencie wypadku i jechałam naszym bezpiecznym samochodem, dzięki temu przeżyłam:)
Nie życzę nikomu takiej traumy, to bardzo przerażające przeżycie:(
Jedzcie ostrożnie i uważajcie na innym kierowców!!!
czwartek, 22 czerwca 2017
Zmiany stanowisk
W maju nastąpiły duże zmiany zawodowe w Wiesia i moim życiu, a właściwie nowa praca mojego męża pociagnęła lub też raczej wymogła zmiany w mojej robocie.
Wiesiu dostał bowiem ofertę pracy w bardzo dobrej firmie: Price Water House - to ta kompania, ktora jest co roku odpowiedzialna za obliczenie głosów na Oskarach:) Z ulgą i radością przyjęliśmy to propozycję, mimo, iż stanowisko Wiesia będzie wymagało od niego podróżowania by spotykać się z klientami.
Te wyjazdy Wiesia dla mnie miały oznaczać rezygnację z pracy i kiedy zbierałam się powoli, żeby poinformowac moją manager o tym fakcie, ta zapronowała mi zmianę stanowiska:) Zaskoczona i szczęśliwa ochoczo przyjęłam oferte i aktualnie pracuję w bizuterii szlachetnej w Macy's, na pozycji administracyjnej czyli zajmuję się cała stroną papierkową najdroższej biżuterii sprzedawanej w sklepie. Wynagrodzenie jest marne, ale pracuję tylko po 5 godzin 4 dni w tygodniu i mam wolne weekendy!!!! W naszej sytuacji tego właśnie potrzebowałam. Stwierdziłam, że lepiej mieć jakiekolwiek wynagrodzenie niż żadne, nauczyć się czegoś nowego i obcować z diamentami niż siedzieć w domu:)
Tak więc teraz chodzę sobie do pracy od poniedziałku do czwartku, od 10-15:)))
W czasie roku szolnego idealna sytuacja dla mnie, bo dzieci odbieram ze szkoły o 15:30, ale na te wakacje letnie, które u nas zaczęły sie 26 maja, już nic nie zdażyłam zorganizować dla dzieciaków więc sprowadziłam moich rodziców z Polski:)
Akcja była szybka, mieli tylko półtora tygodnia na przygowanie się na dwu i pół miesięczny wyjazd, a ja kupowałam bilety lotnicze nazajutrz po otrzymaniu przez nich wiz:)
Ale dzięki temu mogli spędzić z nami wcześniej już zaplanowany weekend w Orlando i zobaczyć recital baletowy Mayci:)
Oto mała relacja fotograficzna:
Wiesiu dostał bowiem ofertę pracy w bardzo dobrej firmie: Price Water House - to ta kompania, ktora jest co roku odpowiedzialna za obliczenie głosów na Oskarach:) Z ulgą i radością przyjęliśmy to propozycję, mimo, iż stanowisko Wiesia będzie wymagało od niego podróżowania by spotykać się z klientami.
Te wyjazdy Wiesia dla mnie miały oznaczać rezygnację z pracy i kiedy zbierałam się powoli, żeby poinformowac moją manager o tym fakcie, ta zapronowała mi zmianę stanowiska:) Zaskoczona i szczęśliwa ochoczo przyjęłam oferte i aktualnie pracuję w bizuterii szlachetnej w Macy's, na pozycji administracyjnej czyli zajmuję się cała stroną papierkową najdroższej biżuterii sprzedawanej w sklepie. Wynagrodzenie jest marne, ale pracuję tylko po 5 godzin 4 dni w tygodniu i mam wolne weekendy!!!! W naszej sytuacji tego właśnie potrzebowałam. Stwierdziłam, że lepiej mieć jakiekolwiek wynagrodzenie niż żadne, nauczyć się czegoś nowego i obcować z diamentami niż siedzieć w domu:)
Tak więc teraz chodzę sobie do pracy od poniedziałku do czwartku, od 10-15:)))
W czasie roku szolnego idealna sytuacja dla mnie, bo dzieci odbieram ze szkoły o 15:30, ale na te wakacje letnie, które u nas zaczęły sie 26 maja, już nic nie zdażyłam zorganizować dla dzieciaków więc sprowadziłam moich rodziców z Polski:)
Akcja była szybka, mieli tylko półtora tygodnia na przygowanie się na dwu i pół miesięczny wyjazd, a ja kupowałam bilety lotnicze nazajutrz po otrzymaniu przez nich wiz:)
Ale dzięki temu mogli spędzić z nami wcześniej już zaplanowany weekend w Orlando i zobaczyć recital baletowy Mayci:)
Oto mała relacja fotograficzna:
niedziela, 18 czerwca 2017
Moja córka tancerka
Co roku umieszczamy na łamach tego blogu filmiki i zdjęcia z Maycinych poczynań tanecznych, bo w maju zawsze mamy okazję podziwiać czego nasza córka się nauczyła przez cały rok na recitalu.
I zawsze jestesmy dumni i zawsze zauważamy jej postępy i cieszymy się jej sukcesem i satysfakcją. Ale w tym roku po raz pierwszy Mayę podziwiali również Dziadkowie z Polski i nasi najbliźsi znajomi.
A było co podziwiać, bo w tym minionym roku szkolnym Maya naprawdę bardzo się rozwinęła tanecznie, ciężko pracowała i widziałam ile wysiłku i serca wkładała we wszystkie klasy tańca, w których uczestniczyła. Przegoniła umiejętnościami wszystkie swoje koleżanki i została umieszczona już na początku roku w klasie prepointe czyli na tzw: pół- puentach, która miała ją przygotować na tańczenia na pointe czyli na pełnych puentach.
Zazwyczaj dziewczynki pozostają na prepointe przez cały rok żeby przygotować odpowiednio mięśnie nóg na puenty. Mayci nauczycielka po dwoch miesiącach!!!! zakomunikowała jej, że jest juz gotowa na pointe!!! Tak więc już w grudniu Maya jechała ze swoją nauczycielką - ktora musi być obecna przy kupnie pierwszych baletek pointe, po jej pierwsze puenty:)
Podczas recitalu Maya tańczyła choreografie jazzową, modern i ballet.
A po występie zawsze rozdawają nagrody najbardziej zasłużonym tancerkom, i tym, ktore zrobiły największe postępy i wyróżniają te, które awansowały do prepointe lub pointe.
Ku naszemu miłemu zaskoczeniu Mayci najpierw oficjalnie przyznano pointe shoes - ponieważ dostała je w połowie roku troche nieoficjalnie:), ale później dostała również nagrodę za największe postępy w modern i także jej cała klasa została wyróżniona za najlepsze wykonanie swojej choreografii :)
Nawet ja sama, zupełny laik w tym zakresie, widzę jak inaczej zaczeła sie poruszać, ile ma gracji w ruchach i ile radości i przyjemności daje jej taniec. Nigdy się nie skarży, nigdy nie narzeka, zawsze gotowa na swoje klasy i wychodzi z nich wykończona i zlana potem ale z uśmiechem i satysfakcją na twarzy:)
Jeśli macie ochotę naszą wspaniałą takcerkę, oto jej tegoroczne choreografie:
2017-05-21 Maya's Dance Showcase from Wes Kalinowski on Vimeo.
I zawsze jestesmy dumni i zawsze zauważamy jej postępy i cieszymy się jej sukcesem i satysfakcją. Ale w tym roku po raz pierwszy Mayę podziwiali również Dziadkowie z Polski i nasi najbliźsi znajomi.
A było co podziwiać, bo w tym minionym roku szkolnym Maya naprawdę bardzo się rozwinęła tanecznie, ciężko pracowała i widziałam ile wysiłku i serca wkładała we wszystkie klasy tańca, w których uczestniczyła. Przegoniła umiejętnościami wszystkie swoje koleżanki i została umieszczona już na początku roku w klasie prepointe czyli na tzw: pół- puentach, która miała ją przygotować na tańczenia na pointe czyli na pełnych puentach.
Zazwyczaj dziewczynki pozostają na prepointe przez cały rok żeby przygotować odpowiednio mięśnie nóg na puenty. Mayci nauczycielka po dwoch miesiącach!!!! zakomunikowała jej, że jest juz gotowa na pointe!!! Tak więc już w grudniu Maya jechała ze swoją nauczycielką - ktora musi być obecna przy kupnie pierwszych baletek pointe, po jej pierwsze puenty:)
Podczas recitalu Maya tańczyła choreografie jazzową, modern i ballet.
A po występie zawsze rozdawają nagrody najbardziej zasłużonym tancerkom, i tym, ktore zrobiły największe postępy i wyróżniają te, które awansowały do prepointe lub pointe.
Ku naszemu miłemu zaskoczeniu Mayci najpierw oficjalnie przyznano pointe shoes - ponieważ dostała je w połowie roku troche nieoficjalnie:), ale później dostała również nagrodę za największe postępy w modern i także jej cała klasa została wyróżniona za najlepsze wykonanie swojej choreografii :)
Nawet ja sama, zupełny laik w tym zakresie, widzę jak inaczej zaczeła sie poruszać, ile ma gracji w ruchach i ile radości i przyjemności daje jej taniec. Nigdy się nie skarży, nigdy nie narzeka, zawsze gotowa na swoje klasy i wychodzi z nich wykończona i zlana potem ale z uśmiechem i satysfakcją na twarzy:)
Jeśli macie ochotę naszą wspaniałą takcerkę, oto jej tegoroczne choreografie:
2017-05-21 Maya's Dance Showcase from Wes Kalinowski on Vimeo.
wtorek, 30 maja 2017
Komunia Olusia!
6 maja nasz ośmiolatek przyjął swoją Pierwsza Komunię Świętą! Gości się zjechało, wszyscy chcieli być świadkami tegoż wydarzenia:) A Oluś bardzo się spisał, był grzeczny i spokojny jak aniołek. Rączki złożone, i nawet śpiewał ładnie wszystkie pieśni i modlitwy w pierwszej ławce przed ołtarzem:)
Oto pare fotek upamiętniających ten dzień...
Oto pare fotek upamiętniających ten dzień...
Z Dziadkami Kalinowskimi
Z rodzicami chrzestnymi
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















