Nie moglam pozegnac sie z moim dziadkiem:( Uscisnac jego reki chociaz, przytulic go:( Nie moglam pojechac na pogrzeb:( Czuje sie z tym strasznie. Jakbym go zawiodla. Tyle dla nas zrobil, byl zawsze obecny w naszym zyciu, zawsze pomagal, a ja nie moglam oddac mu tej ostatniej przyslugi - pojawic sie na jego pogrzebie. Tyle rodziny zjechalo, przyszli sasiedzi, znajomi, nawet koledzy moich braci i moj ex...a ja, jego wnuczka, bylam nieobecna:( Nie moglam przytulic mojej Babci, Mamy, Braci, reszty rodziny i podzielic sie z nimi bolem i rozpacza, pocieszyc nawzajem. Przykro...
Pierwsze dni tego listopadowego miesiaca byly ciezkie. Ale musialam sie zebrac w sobie i przestac poplakiwac co chwila, dolowac sie swoja bezsilnoscia bo dzieci sobie same obiadu nie zrobia i nie rozumieja dlaczego mama chodzi caly czas przygnebiona. Poza tym musialam zaczac przygotowywac dom na przyjecie naszych dlugo oczekiwanych gosci - moich rodzicow:) Przyjada na Swieta!!!
Bedziemy miec w tym roku swieta w naszym domu, wyprawimy Mayci przyjecie urodzinowe, bedzie piekna polska wigilia po poznansku, moje dzieci spedza poltora miesiaca z dziadkami z polski. I jesli rodzinie Wiesia uda sie przyjechac tez bedziemy miec baaardzo rodzinne i wesole Swieta. Dzieci beda zachwycone, zwlaszcza Maya, ktora uwielbia jak "wszystkie ludzie przyjezdzaja do jej domku". Chce zeby spedzaly jak najwiecej czasu ze swoimi dziadkami, znaly ich dobrze, pamietaly o nich, kochaly i tesnily za nimi, tak jak ja. Chce zeby mialy piekne rodzinne wspomnienia z dziecinstwa i poczucie ze byly i sa kochane przez cala rodzine.
Blog Asiulka (Joanny Kalinowskiej) - żony, matki, emigrantki. Opisuję nasze życie rodzinne na Florydzie, gdzie mnie przywiało a mąż pstryka fotki. Miłego czytania i oglądania!
czwartek, 18 listopada 2010
poniedziałek, 1 listopada 2010
Dziadek Czesiu
Mialam jednego dziadka. Dziadka Czesia. Bylam jego jedyna wnuczka posrod pieciorga wnuczat. Od kiedy pamietam byl na emeryturze. Byl dla nas wszystkich oparciem i pomoca, niestrudzony, silny, pracowity. Pamietal o wszystkich okazjach, datach, rocznicach. Zapalony kibic pilki noznej. Kupil kazdemu wnuczkowi pierwszy rower, zabieral na wycieczki rowerowe, potem kazdemu dal kase na prawo jazdy. Mocno przytulal, jakby chcial tym usciskiem pokazac nam jak bardzo nas kocha. Nie bylo by mnie tutaj na Florydzie gdyby nie jego pomoc finansowa. Jego malzenstwo z Babcia bylo dla mnie wzorem dobrego zwiazku, zawsze patrzylam na nich i myslalam ze tez bym tak chciala.
Doczekal sie pieciorga prawnuczat:) W czerwcu zegnalam sie z nim wiedzac, ze byc moze na zawsze.
Moj dziadek zmarl dzisiaj, 1 listopada, w Dniu Wszystkich Swietych, piekny dzien na smierc.
"Mozna odejsc na zawsze, by stale byc blisko"
Doczekal sie pieciorga prawnuczat:) W czerwcu zegnalam sie z nim wiedzac, ze byc moze na zawsze.
Moj dziadek zmarl dzisiaj, 1 listopada, w Dniu Wszystkich Swietych, piekny dzien na smierc.
"Mozna odejsc na zawsze, by stale byc blisko"
środa, 20 października 2010
10 moich dziwactw
Jest taka zabawa blogowa - ludzie wypisuja 10 rzeczy ktore lubia. To niby ma ich scharakteryzowac. Na jednym blogu ktos stwierdzil ze lepiej napisac o 10 rzeczach ktore sie nie lubi. A ja wymyslilam zeby napisac o 10 najdziwniejszych rzeczach ktore sie lubi lub nie lubi - kazdy ma swoje dziwactwa nieprawdaz. A z wiekiem jest ich coraz wiecej:)
Oto moje dziwactwa:
1. Nie lubie jesc bialych potraw w szczegolnosci mleka, bialych lodow i bialych sosow.
2. Lubie zapach przypalonych ziemniakow.
3. Nienawidze jak ktos mi w domu trzaska drzwiami. Scyzoryk mi sie w kieszeni otwiera doslownie.
4. Lubie konwalie i biale roze.
5. Nie cierpie jak ktos udziela mi porad rodzicielskich o ktore nie prosilam albo wypowiada sie na temat moich dzieci lub mojego wychowywania ich - zwlaszcza jesli nie posiada swoich. Uwazam ze bezdzietni ludzie nie powinni w ogole wypowiadac sie na temat rodzicielstwa.
6. Mam slabosc do torebek i kosmetykow.
7. Jesli przeklinasz i robisz bledy ortograficzne jestes u mnie na cenzurowanym.
8. Mam tak zwany grooming syndrom matki - dbam o czystosc skory, uszu i paznokci calej mojej rodziny innymi slowy wyciskam sobie i innym zaskorniaki, czyszcze wszystkim uszy i obcinam im paznokcie. I mam z tego wielka satysfakcje:)
9. Lubie robic rozne projekty domowe sama: szyje, kiedys robilam na drutach, szydelku, sama jestem w stanie wymalowac chate, zrobilam mozaike na podlodze naszej werandy itd
10. Mam obsesje na punkcie porzadku w szafach i szufladach. Poswiecam temu duzo mojego czasu i energii, czesto robie reorganizacje w closecie, wymyslam rozne udoskonalenia.
Wy tez sie zabawcie, moze dowiecie sie czegos o sobie...
Oto moje dziwactwa:
1. Nie lubie jesc bialych potraw w szczegolnosci mleka, bialych lodow i bialych sosow.
2. Lubie zapach przypalonych ziemniakow.
3. Nienawidze jak ktos mi w domu trzaska drzwiami. Scyzoryk mi sie w kieszeni otwiera doslownie.
4. Lubie konwalie i biale roze.
5. Nie cierpie jak ktos udziela mi porad rodzicielskich o ktore nie prosilam albo wypowiada sie na temat moich dzieci lub mojego wychowywania ich - zwlaszcza jesli nie posiada swoich. Uwazam ze bezdzietni ludzie nie powinni w ogole wypowiadac sie na temat rodzicielstwa.
6. Mam slabosc do torebek i kosmetykow.
7. Jesli przeklinasz i robisz bledy ortograficzne jestes u mnie na cenzurowanym.
8. Mam tak zwany grooming syndrom matki - dbam o czystosc skory, uszu i paznokci calej mojej rodziny innymi slowy wyciskam sobie i innym zaskorniaki, czyszcze wszystkim uszy i obcinam im paznokcie. I mam z tego wielka satysfakcje:)
9. Lubie robic rozne projekty domowe sama: szyje, kiedys robilam na drutach, szydelku, sama jestem w stanie wymalowac chate, zrobilam mozaike na podlodze naszej werandy itd
10. Mam obsesje na punkcie porzadku w szafach i szufladach. Poswiecam temu duzo mojego czasu i energii, czesto robie reorganizacje w closecie, wymyslam rozne udoskonalenia.
Wy tez sie zabawcie, moze dowiecie sie czegos o sobie...
poniedziałek, 18 października 2010
Wyolbrzymianie
Dzisiaj w nocy zdalam sobie sprawe ze mam powazny problem z wyolbrzymianiem rzeczy. Poszlo o kolor wlosow. Bylam wczoraj u fryzjera i wrocilam zrozpaczona, bo to co mialam na glowie w ogole nie wygladalo tak jak sobie wymarzylam. Fryzjerka zapewniala ze kolor wyjasnieje, blond pasemka utlenia sie i beda bardziej widoczne a ciemniejszy kolor wyblaknie po myciu, ale po powrocie do domu spojrzalam na siebie w lustrze i doslownie tak sie wscieklam jak nigdy. Zamiast glowy mieniacej sie kolorami cieplego blondu zobaczylam brunetke z kilkoma blond pasemkami. Mialam lzy w oczach i totalnie zepsuty humor. Reszte dnia spedzilam probujac go sobie naprawic zakupami - co mi sie nie udalo w ogole. Doslownie tragedia! Nie moglam na siebie patrzec, wydawalo mi sie, ze wygladam staro i buro. W koncu podjelam decyzje ze poprosze owa fryzjerke zeby zrobila jakies poprawki, sprobowala rozjasnic te wlosy. Wiesiek poradzil zebym umyla glowe i zobaczyla czy rzeczywiscie ciemniejszy kolor zacznie schodzic, tak tez zrobilam i zauwazylam rzeczywiscie niewielka poprawe...A potem w nocy - kiedy nie moglam zasnac, doszlo do mnie ze jestem absolutna wariatka. Jak mozna robic takie halo o ciemniejszy kolor wlosow...Caly dzien sobie zepsulam, o niczym innym nie gadalam tylko o tym jak bardzo jestem niezadowolona i wkurzona. Doslownie smiechu warte i pozalowania godne. Ludzie maja powazne problemy - zdrowotne, finansowe, rozwodza sie, bankrutuja, traca domy itd. a ja rozpaczam bo wlosy mi wyszly ciemniejsze niz chcialam. Czasami mi odwala naprawde. Oczywiscie nie pojde poprawiac tych wlosow, bo nie mam nawet na to czasu i nie chce ich sobie za bardzo zniszczyc. Jest jak jest, nastepnym razem bedzie lepiej.
sobota, 16 października 2010
Magic eraser
Z pewnoscia wielu z was nabralo sie juz kilkakrotnie na reklamy nowych srodkow czyszczacych i zakupilo wierzac pani z ekranu ze ten wlasnie odplamiacz wywabi wszystkie plamy, a inne cudo wyczysci prysznic na blysk...ja w kazdym razie jestem ta zawsze poszukujaca bo jakos zawsze mam cos do wyczyszczenia, odkazenia, wybielenia i wywabienia itd. Znalazlam jednak cos super czaderskiego na jeden z moich odwiecznych problemow! A mianowicie jesli, podobnie jak ja, co jakis czas - w moim przypadku niemalze codziennie:( - odkrywacie ze wasz stol, sciany, krzesla lub inne czesci waszego przybytku zostaly porysowane kredkami, pomalowane farbkami i co najgorsze dzieci zostawily slady niezmywalnych mazakow - mam dla was rozwiazanie nazywa sie Magic Eraser:) Ta niepozorna gabeczka w pelni zasluguje na swoja nazwe. Juz wielokrotnie uratowala nasz stol a mnie przed wybuchem niepohamowanej zlosci. Kiedy w czasie sprzatania rece mi juz opadaja siegam po to cudo i wszystko znika, nawet rdza, plamy z twardej wody, plesn, farby, wszystkie malunki z pisakow i dziala na wszystkich powierzchniach. To moja tajna bron:) Dzieki temu odkryciu przestalam sie troche stresowac chociaz czescia zniszczen, ktorych dopuszczaja sie moje dzieci. Bo choc nie wiem jakbym pilnowala tych moich brzdacow to zawsze cos zmaluja - najczesciej doslownie!
Nie wiem czy moja magiczna gabka jest dostepna w Polsce...jesli nie to mam nadzieje ze wkrotce bedzie.
Nie wiem czy moja magiczna gabka jest dostepna w Polsce...jesli nie to mam nadzieje ze wkrotce bedzie.
czwartek, 14 października 2010
Mayciowe hity
Maya wspomina wczorajsza wycieczke i mowi w koncu:
Mama ja chce ogladac ten film o sowas
Jemy obiad. Maya zjada swoj makaron i mowi:
- Te makaroniki sticked together. Ale ja zrobie buzia duzy haps to fit it.
Maya oglada filmik nagrany 2 lata temu jak robila nam przedstawienie.
Zniesmaczona troche i rozbawiona stwierdza:
- Ja nie umialam spiewac. Bylam malutka, mialam baby brain.
- Jutro byl the best day ever!
O Olusiu:
- On jest najsmallest!
Maya smieje sie patrzac jak tata przewala sie z Olusiem na lozku, Wiesiek lapie Olusia za glowe i targa mu wlosy na co Maya protestuje ostro:
- Tata nie rob tal Olusiowi, wezmiesz mu brain!
Jedziemy samochodem.
- Maya przestan kopac w moje siedzenie!
- To nie ja kopiem to Olus kopie. Ja sobie tutaj ladnie siedzem.
Maya o dziwo zjada szybko obiad (jak na nia szybko) spoglada na talerz taty - juz pusty, i mowi:
-Tata jestes taki szybki jak ja!:)
Mama ja chce ogladac ten film o sowas
Jemy obiad. Maya zjada swoj makaron i mowi:
- Te makaroniki sticked together. Ale ja zrobie buzia duzy haps to fit it.
Maya oglada filmik nagrany 2 lata temu jak robila nam przedstawienie.
Zniesmaczona troche i rozbawiona stwierdza:
- Ja nie umialam spiewac. Bylam malutka, mialam baby brain.
środa, 22 września 2010
Zakochana...
Mam wyznanie. Jestem absolutnie zakochana. To milosc od pierwszego wejrzenia - dokladnie pamietam ten moment - 19 wrzesnia 2008 roku o 14:44, spojrzalam mu w oczy i wiedzialam ze od tej chwili moje serce nalezy do niego (procz Wiesia i Mayci:)) Ma cudne oczy z pieknymi dluuugimi rzesami i zawadiacki usmieszek. Nie sposob sie na niego gniewac. Flirtuje z kazda napotkana kobieta ale wiem ze kocha tylko mnie (procz Wiesia i Mayci:)) Jest prawdziwym facetem - ubrudzi sie jak facet, zje jak facet, zlosci sie jak facet, i interesuje sie glownie samochodami i pociagami. To prawda jest lobuziakiem, ale ma dobre maniery - prosi tak ladnie, ze nie sposob odmowic i przeprosi jak trzeba. Nie jest zbyt chetny do rozdawania buziakow, najczesciej po prostu sie laskawie nadstawia do pocalowania. Mowi troche po polsku, troche po angielsku ale mozna sie z nim bardzo latwo i prosto dogadac. Nie mamy problemow z komunikacja. Uwielbiam na niego patrzec i calowac jego malutkie, grubasne syrki:) Z zeszla niedziele mial urodziny. Juz dwa lata minely odkad pojawil sie na tym swiecie i zawladnal moim sercem.
sobota, 11 września 2010
Za co uwielbiam Florydę...
Mieszkam na Florydzie od ponad 8 lat i caly czas nie mam jej dosyc. To prawda dokucza mi upal i duchota czasem i boje sie ze nasz dom ktoregos dnia zdmuchnie jakis huragan, no i daleko do najblizszych...Ale jesli gdziekolwiek chcielibyscie wyemigrowac to polecam polwysep florydzki. Szczegolnie jesli niecierpicie zimna, uwielbiacie wode, slonce i posiadacie dzieci z ktorymi chcecie milo spedzac czas.
Za co ja uwielbiam Floryde...
Za niebo! Na Florydzie mieszka sie blizej nieba, jest na wyciagniecie reki i do tego tak piekne, ze slowami ani nawet zdjeciem nie da sie opisac. Przepiekne chmury (szczegolnie te poburzowe), cudne zachody slonca, czesto niebo przed zachodem jest liliowe i rozowe, mieni sie wszystkimi kolorami teczy. Na Florydzie pogode czyta sie szybko i prosto... z nieba. Jest pieknie i strasznie czasami - gdy nadchodza chmury burzowe albo zbliza sie huragan. Jesli jestescie meteorologami z profesji lub zamilowania, albo geografami tak jak ja - nie ma znam lepszego miejsca do obserwowania atmosfery. Tutaj pogoda zmienia sie w przeciagu minut. Nigdy nie widzialam tylu gwiazd tak blisko. Zaluje ze marny ze mnie astronom. Na poczatku kiedy zawitalam na Key West co chwile pstrykalam aparatem w niebo, juz przestalam bo zdjecia i tak nie oddaja calego piekna, chociaz mam z tego okresu pare pocztowkowych wrecz fotek. 8 lat mija a ja wciaz sie zachwycam:)
Za przyrode! Przepiekna, bujna roslinnosc, cudne orchidee, ktore hoduje na swojej werandzie (mimo ze zadna ze mnie ogrodniczka), niesamowite rafy koralowe na Key West, ktore udalo mi sie swego czasu odwiedzic, dzikie ptactwo przechadzajace sie za naszymi oknami. To dla mnie caly czas niesamowite ze w tak zurbanizowanym kraju jakim sa Stany mozna spotkac zolwia przechadzajacego sie po chodniku, wielkie zurawie przechodzace przez ulice, aligatory w stawach, szopy siedzace na drzewach, kroliczki pasace sie na trawie przy sciezkach naszego osiedla, jaszczurki i wieworki biegajace wszedzie wokolo, pelikany nurkujace do naszego jeziora przed domem, dostojne orly kolujace nad naszymi dachami, delfiny bawiace sie w oceanie kilkaset metrow od plazy. Czasami spacer z dziecmi po okolicy zamienia sie w istne zoologiczne safari. I cieszy mnie to bardzo ze wychowuje dzieci w miejscu tak dla nich ekscytujacym. A do tego moj maz znajduje baaardzo wiele okazow do fotografowania, co pewnie juz zauwazyliscie:)
Za atrakcje dla dzieci! Jestem bardzo szczesliwa mogac moim dzieciom zagwarantowac piekne dziecinstwo dzieki temu co ma dla nich do zaoferowania Floryda. Przede wszystkim, plaze, baseny i piekne place zabaw, ktorych jest bardzo duzo, i na ktorych nasze dzieci moga sie bawic praktycznie okragly rok ze wzgledu na ladna pogode. Latem wybieramy te ocienione, z fontannami, w ktorych dzieci sie chlapia, zima te bardziej naslonecznione. Nasze dzieci maja swoje ulubione miejsca, ktore lubia regularnie odwiedzac. Wykupujemy wiec roczne przepustki do Florida Aquarium, Tampa Lowry Park Zoo i do MOSI czyli muzeum nauki i techniki w Tampie. Akwarium procz bogatej i pieknej ekspozycji posiada rowniez miejsce z fontannami i piaskownica na zewnatrz - cos wspanialego dla dzieci podczas upalow. W zoo mozna zobaczyc zwierzaki oczywiscie, ale sa tam tez inne fajne atrakcje rozne przejazdzki, mozliwosc karmienia zwierzatek, dwa rozne miejsca do pochlapania sie w fontannach. A w MOSI dzieci moga sprawdzic dzialanie kazdej interaktywnej instalacji. Jakby tego bylo malo w okolicy jest mnostwo parkow rozrywki. W Tampie - Busch Gardens, w Orlando (godzine drogi od nas) parki Disneya (Magic Kingdom, Disney MGM, Epcot, Animal Kingdom), Sea World, Universal Studios, Pleasure Island i Disney Downtown, Cypress Gardens, Kennedy Space Center na Cape Canaveral. Zabralismy nasze dzieci juz wielokrotnie do niektorych z tych parkow, sami odwiedzilismy wszystkie chyba. Frajda jest niesamowita zarowno dla dzieci jak i dla nas:)
I moglabym tak wymieniac i wymieniac miejsca, do ktorych mozna zabrac dzieci tutaj na Florydzie i sprawic im wiele radosci.
Za styl bycia florydian. Ludzie mieszkajacy na Florydzie sa zazwyczaj wyluzowani, usmiechnieci, spokojni. Nie ma krzykow, pospiechu, klaksonow, nerwowej atmosfery wielkiego miasta. Nie kazdemu moze to odpowiadac, ale ja juz sie przyzwyczailam. Zycie moze toczy sie tu wolniej, moze troche ospale w porownaniu z Nowym Yorkiem, Warszawa, ale jest przyjemniej, milej i jakos tak fajniej.
Poza tym lubie ze codziennie slonko swieci, nie musze sie stresowac w co sie ubrac - po prostu letnio przez wiekszosc roku, miesiacami nie patrze na temometr. Od kiedy zawitalam na Floryde moje napady zlego humoru zniknely, nie bywam ponura, nie moge bo slonce swieci tak pieknie:)
View Florida Attractions in a larger map
piątek, 27 sierpnia 2010
Jak kołek...
Czasami przychodza takie chwile - najczesciej tylko momenty, niekiedy momenty przemieniaja sie w godziny a nawet dnie, kiedy czuje sie baaardzo wyalienowana. Dokladnie mowiac wyalienowana ze spoleczenstwa. Tak jakbym tak wlasciwie nie byla czescia zadnej spolecznosci i moze to glupie ale czasami ten brak przynaleznosci bardzo mi dolega:( Jesli ktorys ze czytelnikow jest emigratem/tka to wie dokladnie o czym mowie, a raczej pisze. Kiedys przeczytalam taki post na jakims blogu o tzw. chorobie krocza Polakow na emigracji:) Smieszne ale prawdziwe niestety. Kazdy z nas na obczyznie cierpi w jakims stopniu na ta przypadlosc. Polega ona na rozkraczeniu pomiedzy dwoma kontynentami, dwoma krajami - swoja ojczyzna i panstwem, ktore w danej chwili sie zamieszkuje. Ja tez przez pierwsze kilka lat stalam jedna noga w moim Poznaniu druga tutaj. Sytuacja sie zmienila gdy powilam swe pierwsze dziecie - zalozylam swoja rodzine wlasnie tutaj i wlasciwie od tego momentu zaczelam myslec o stanach jako o swoim domu. Wczesniej moim domem byl ten blok na Saperskiej, bo tam byli rodzice, reszta moich bliskich, tam bylo moje serce. Nadal troche go tam zostalo, ale wiekszosc mojego miesnia sercowego pracuje teraz na Florydzie dla mojej wlasnej rodzinki. I wlasciwie wszystko powinno byc w najlepszym porzadku bo skoro pogodzilam sie ze swoja emigracja...ale czasami nie jest. Czasami siedze ze znajomymi mamami - amerykankami i zdaje sobie sprawe, ze mimo ze jestem obok, wlasciwie jestem poza kregiem. Mam inna mentalnosc, inne podejscie do zycia, zupelnie inne wspomnienia z mlodosci, dziecinstwa i to wszystko nas dzieli. Miedzy mna a nimi jest niewidzialna przepasc - czasami ja lubie czasami bardzo zaluje ze istnieje. Wiem ze zadna z nich nie chce sie ze mna bardziej zaprzyjaznic, bo jestem inna, moze bardziej niedostepna, bo ich nie zrozumiem w pelni, ani one mnie. Zazwyczaj malo mnie to obchodzi, mam przeciez swoja przyjaciolke, czesto rozmawiamy, mam Wiesia, moja rodzine tutaj i w Polsce, ale przychodza chwile kiedy czuje sie bardzo ale to bardzo wyobcowana.
A poniewaz ostatnie 8 lat spedzilam w stanach, w Polsce tez zaczynam sie czuc dziwnie, juz nie jak u siebie, juz troche obco, troche z boku, bo nie jestem na biezaco, bo nie wiem co tam w polityce slychac, bo zapomnialam jak to jest..., bo mnie nie bylo.
To jest ta ciemna strona emigracji:( I czasami jest mi przykro. Nie jestem juz rozkraczona pomiedzy dwoma miejscami, ja stercze jak taki kolek posrodku oceanu i tak wlasnie momentami sie czuje - jak taki samotny kolek.
A poniewaz ostatnie 8 lat spedzilam w stanach, w Polsce tez zaczynam sie czuc dziwnie, juz nie jak u siebie, juz troche obco, troche z boku, bo nie jestem na biezaco, bo nie wiem co tam w polityce slychac, bo zapomnialam jak to jest..., bo mnie nie bylo.
To jest ta ciemna strona emigracji:( I czasami jest mi przykro. Nie jestem juz rozkraczona pomiedzy dwoma miejscami, ja stercze jak taki kolek posrodku oceanu i tak wlasnie momentami sie czuje - jak taki samotny kolek.
wtorek, 24 sierpnia 2010
Pierwszy dzien szkoly
Maya zaczela dzis szkole, a dokladniej mowiac VPK czyli voluntary prekindergarden. To taki darmowy program dla dzieci fundowany przez stan Floryda. Dziecko kwalifikuje sie na podstawie aktu urodzenia i miejsca zamieszkania - musi ukonczyc 4 lata przed wrzesniem. W zeszlym roku nie moglam Mayci wyslac do VPK bo skonczyla 4 lata dopiero w grudniu. VPK ma przygotowac dziecko do pojscia do szkoly. Zajecia trwaja tylko przez 3 godziny dziennie od 9-12.
Maycia juz nie mogla sie doczekac. Zapisalam ja juz w marcu i od tego czasu dopytywala sie o szkole. Wybralam szkole blisko naszego osiedla by uniknac dlugich dojazdow, jest nowa i bardzo mi sie spodobala kiedy zwiedzalam szkoly w okolicy.
Pierwszy dzien dla wielu rodzin jest bardzo ciezki bo niektore dzieci boja sie strasznie rozlaki z rodzicem, jest duzo placzu, wrecz histerii czasami, matka zazwyczaj z przerazeniem i dusza na ramieniu pozostawia swoje zropaczone dziecie. Ale nie odnosi sie to do mojej corki. Nie bylo zadnych lez, nie spodziewalam sie ich w ogole. Maya jest bardzo towarzyska dziewczynka i nigdy nie przezywala ciezko rozstan ze mna. Ja za to wzruszylam sie troche zegnajac swoja pierworodna. Maya byla zbyt podekscytowana by zauwazyc ze jej mama ma lzy w oczach.
Az trudno uwierzyc ze nie tak dawno przywiezlismy ja malenka ze szpitala a dzisiaj juz zostawialam ja w szkole. Olus byl tez bardzo zbulwersowany ze odjezdzamy bez Mayci. Mowil: nooo stop! Maycia...?
Bardzo sie ucieszyl kiedy odebralismy siostre. Maycia na pytanie co robila odpowiedziala: duzo robilam!:) Byla bardzo zadowolona.
Maycia procz VPK ma w tym roku ponownie klase baletowa, na ktora ja znowu zapisalam. W tym roku jest dluzsza - cala godzine trwa i ucza sie baletu i stepowania. Zapisalam ja tez na zajecia z malowania, bo Maycia uwielbia rysowac i malowac. Nadal tez nalezymy do dwoch playgroups i co tydzien mamy 2 rozne play dates. w tym roku byc moze ze wzgledu na szkole i zajecia Mayci bedziemy musieli zrezygnowac z jednej...albo bede jezdzila na spotkania tylko z Olusiem.
Maycia juz nie mogla sie doczekac. Zapisalam ja juz w marcu i od tego czasu dopytywala sie o szkole. Wybralam szkole blisko naszego osiedla by uniknac dlugich dojazdow, jest nowa i bardzo mi sie spodobala kiedy zwiedzalam szkoly w okolicy.
Pierwszy dzien dla wielu rodzin jest bardzo ciezki bo niektore dzieci boja sie strasznie rozlaki z rodzicem, jest duzo placzu, wrecz histerii czasami, matka zazwyczaj z przerazeniem i dusza na ramieniu pozostawia swoje zropaczone dziecie. Ale nie odnosi sie to do mojej corki. Nie bylo zadnych lez, nie spodziewalam sie ich w ogole. Maya jest bardzo towarzyska dziewczynka i nigdy nie przezywala ciezko rozstan ze mna. Ja za to wzruszylam sie troche zegnajac swoja pierworodna. Maya byla zbyt podekscytowana by zauwazyc ze jej mama ma lzy w oczach.
Az trudno uwierzyc ze nie tak dawno przywiezlismy ja malenka ze szpitala a dzisiaj juz zostawialam ja w szkole. Olus byl tez bardzo zbulwersowany ze odjezdzamy bez Mayci. Mowil: nooo stop! Maycia...?
Bardzo sie ucieszyl kiedy odebralismy siostre. Maycia na pytanie co robila odpowiedziala: duzo robilam!:) Byla bardzo zadowolona.
Maycia procz VPK ma w tym roku ponownie klase baletowa, na ktora ja znowu zapisalam. W tym roku jest dluzsza - cala godzine trwa i ucza sie baletu i stepowania. Zapisalam ja tez na zajecia z malowania, bo Maycia uwielbia rysowac i malowac. Nadal tez nalezymy do dwoch playgroups i co tydzien mamy 2 rozne play dates. w tym roku byc moze ze wzgledu na szkole i zajecia Mayci bedziemy musieli zrezygnowac z jednej...albo bede jezdzila na spotkania tylko z Olusiem.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Swiat wedlug Mayci ...ponownie:)
Olus mowi na wszystkie ptaki: quak quak, a jak robi ptak: qua qua:) Olus uwielbia ptaki, wszedzie je widzi, wiec czesto slyszymy: quak quak!!!
Dzieci siedza w wannie Olus bawi sie swoja kaczka i co chwile powtarza swoje ulubione: quak quak
Maya tez sie bawi obok miniaturowymi ksiezniczkami, po chwili slyszymy jej monolog:
- He's a quaker! He quaks me up! :))))
- Mama moge ciasteczko?
- Nie Mayciu juz za duzo slodyczy zjadlas. Przed chwila zjadlas loda!
- Ale to bedzie moj ostatni slodycz!
Robimy zakupy, widze ze Maya juz jest znuzona troche, uspokajam ja:
- Mayciu jeszcze tylko wezmiemy chipsy i pojdziemy do kasy
- To juz jest ostatnia part?
- Tak Mayciu.
- Oooo to moja ulubiona part!
Maya marudzi przy jedzeniu (jak prawie zawsze)
- A co to jest? - pokazuje mi cos w talerzu zupy z brzydkim grymasem
- To fasolka. Ty lubisz fasolke - zapewniam ja
- Tak? - dziwi sie
Probuje jesc, troche sciemnia, marudzi znowu w koncu stwierdza
- Mama nie wszystkie ludzie lubia fasolke, ja nie lubie.
Maya przy talerzu zupy znowu.
- Mama co to jest to zielone thingy...?
Dzieci siedza w wannie Olus bawi sie swoja kaczka i co chwile powtarza swoje ulubione: quak quak
Maya tez sie bawi obok miniaturowymi ksiezniczkami, po chwili slyszymy jej monolog:
- He's a quaker! He quaks me up! :))))
- Mama moge ciasteczko?
- Nie Mayciu juz za duzo slodyczy zjadlas. Przed chwila zjadlas loda!
- Ale to bedzie moj ostatni slodycz!
Robimy zakupy, widze ze Maya juz jest znuzona troche, uspokajam ja:
- Mayciu jeszcze tylko wezmiemy chipsy i pojdziemy do kasy
- To juz jest ostatnia part?
- Tak Mayciu.
- Oooo to moja ulubiona part!
Maya marudzi przy jedzeniu (jak prawie zawsze)
- A co to jest? - pokazuje mi cos w talerzu zupy z brzydkim grymasem
- To fasolka. Ty lubisz fasolke - zapewniam ja
- Tak? - dziwi sie
Probuje jesc, troche sciemnia, marudzi znowu w koncu stwierdza
- Mama nie wszystkie ludzie lubia fasolke, ja nie lubie.
Maya przy talerzu zupy znowu.
- Mama co to jest to zielone thingy...?
wtorek, 17 sierpnia 2010
Mayciowe pogaduszki
- Mama ja cieszem ja bedziem miala five lata.
- Olus ty cieszysz?
- Ja mysle Olus cieszy ja bedziem five lata:)
Czytamy ksiazeczke o przyjaciolach. Maya stwierdza ze ona nie ma friends. Mowie:
- No jak to Mayciu, masz duzo przyjaciol - Katie, Samanthe, Alex, Anike, Borysa...(zaczynam wymieniac, Maya mi przerywa podekscytowana)
- Tak i jeszcze jeden Alex, on nie wie jeszcze ze jest moj friend - moj maly bracik
Kupilismy Mayci buty do stepowania (czarne lakierki) Maya dumna przymierza je i probuje stepowac a potem pyta:
- A oni wygladaja jak "Pani" buciki?
Wiesiu kladzie Maycie spac.
- Tata a ja jestem twoja bride?
- Nie, jestes moja coreczka a dlaczego tak myslisz?
- Bo ty mi duzo buzi dajesz:)
Bawimy sie w doktora z Maycia, Maya jest doktorem i bada mnie roznymi dziwnymi przyrzadami caly czas po cichu jakby tlumaczac sobie dalsze plany swojego doktorskiego postepowania. Po chwili slysze:
- Ok, ok now I will break you legs and elbows (Co takiego????)
- Olus ty cieszysz?
- Ja mysle Olus cieszy ja bedziem five lata:)
Czytamy ksiazeczke o przyjaciolach. Maya stwierdza ze ona nie ma friends. Mowie:
- No jak to Mayciu, masz duzo przyjaciol - Katie, Samanthe, Alex, Anike, Borysa...(zaczynam wymieniac, Maya mi przerywa podekscytowana)
- Tak i jeszcze jeden Alex, on nie wie jeszcze ze jest moj friend - moj maly bracik
Kupilismy Mayci buty do stepowania (czarne lakierki) Maya dumna przymierza je i probuje stepowac a potem pyta:
- A oni wygladaja jak "Pani" buciki?
Wiesiu kladzie Maycie spac.
- Tata a ja jestem twoja bride?
- Nie, jestes moja coreczka a dlaczego tak myslisz?
- Bo ty mi duzo buzi dajesz:)
Bawimy sie w doktora z Maycia, Maya jest doktorem i bada mnie roznymi dziwnymi przyrzadami caly czas po cichu jakby tlumaczac sobie dalsze plany swojego doktorskiego postepowania. Po chwili slysze:
- Ok, ok now I will break you legs and elbows (Co takiego????)
piątek, 13 sierpnia 2010
Z moich zbiorow...
Trzy dni
głodzę swój brzuch
żeby nauczył się
jeść słońce
Mówię do niego: Brzuchu,
wstyd mi za Ciebie. Musisz
się uduchowić. Musisz
jeść słońce
Brzuch milczy
trzy dni. Nie łatwo
wzbudzić w nim wyższe aspiracje
Lecz jestem dobrej myśli
Dziś opalając się na plaży
zauważyłam, że zaczyna już
troszeczkę
świecić
A. Świrszczyńska
głodzę swój brzuch
żeby nauczył się
jeść słońce
Mówię do niego: Brzuchu,
wstyd mi za Ciebie. Musisz
się uduchowić. Musisz
jeść słońce
Brzuch milczy
trzy dni. Nie łatwo
wzbudzić w nim wyższe aspiracje
Lecz jestem dobrej myśli
Dziś opalając się na plaży
zauważyłam, że zaczyna już
troszeczkę
świecić
A. Świrszczyńska
środa, 11 sierpnia 2010
Pamietniki
Wczoraj zaczelam robic porzadek w garazu - to moje postanowienie noworoczne. Sprzatalam przez jakies 15 minut...az natknelam sie na pudlo z moimi pamietnikami. Jakies dwadziescia tomow...mojego zycia spisanego drobnym maczkiem:) Zajrzalam z ciekawosci do jednego i realizacja postanowienia poszla w zapomnienie. Spedzilam cala drzemke Olusia na przegladaniu mojej pisaniny. Bossssz.. mialo sie czasu kiedys...doslownie na peczki. Czasu nie tylko na bazgranine, ale na wycinanie i wklejanie wszystkiego do tych moich brulionow - biletow, etykiet, jakis wycinkow, zdjec, kart telefonicznych jakby te wszystkie rzeczy mialy udokumentowac kiedys ze rzeczywiscie bylam w tych miejscach, jechalam tym pociagiem, uzywalam publicznych telefonow itd...Mialam fiola na punkcie cytatow i roznych powiedzonek, wyszukiwalam je wszedzie i zapisywalam sobie, razem z wierszami, fragmentami ksiazek, a nawet kawalami ktore uslyszalam, smiesznymi kwestiami z filmow, ktorych obejrzenie oczywiscie tez dokumentowalam:) Ale najsmieszniejsze i czasami nawet wzruszajace dla mnie wczoraj bylo odczytywanie anegdot z mojego codziennego zycia - roznych kwestii wypowiedzianych przez moja rodzine, przyjaciol, kolegow ze szkoly a potem studiow.
Ktos mi sie kiedys zapytal po co pisze pamietnik - wlasnie po to:) zeby kiedys przy sprzataniu garazu, strychu, piwnicy natknac sie na swoja bazgranine i powspominac, przypomniec sobie dlaczego jestem taka jaka jestem. A moze kiedys napisze autobiografie...i bede wspomagac swoja pamiec tymi zapiskami...kto wie...moze po prostu kiedys pokaze je moim dzieciom i razem bedziemy miec frajde z czytania i ogladania tej pisaniny.
Na razie poczestuje was paroma cytatami, ktore kiedys wyszukalam lub przypadkowo znalazlam i wedlug ktorych staralam sie zyc. Jak sie okazuje nie mam jednego motta zyciowego, jest ich kilkanascie chyba - proste, krotkie i dosadne:)
"Swiat jest niczym, jesli tak powiesz, bo on jest Toba"
Tak zatytulowalam swoj pierwszy pamietnik w Stanach, kiedy postanowilam zostac, nagle zdalam sobie sprawe ze to ja i tylko ja kontroluje swoj swiat, decyzje, ktore podejme zdeterminuja moja przyszlosc
"Kto wierzy w szczescie, ma szczescie"
To glowna prawda, w ktora wierze.
"Ja nie szukam, ja znajduje"
Staram sie znajdowac.
"Nie mniemaj, ale wiedz"
Nie lubie sciemniania, albo cos wiesz, albo nie, jesli czegos nie wiem lub nie jestem pewna faktow nie udaje, ze jestem omnibusem, sprawdzam, lub mowie ze nie wiem, nie pamietam. Niby proste a niektorzy nie potrafia sie przyznac do niewiedzy.
"Marzac o rzeczach wielkich zrob kilka malych"
"Lepiej zafundowac sobie wyrzuty sumienia niz zal"
i zawsze wierzylam, ze ... "Lepiej kochac i zalowac niz zalowac, ze sie nie kochalo"
i moj ulubiony:
"Nie lekcewaz drobnostek, bo z drobnostek sklada sie doskonalosc a doskonalosc to nie drobnostka"
Ktos mi sie kiedys zapytal po co pisze pamietnik - wlasnie po to:) zeby kiedys przy sprzataniu garazu, strychu, piwnicy natknac sie na swoja bazgranine i powspominac, przypomniec sobie dlaczego jestem taka jaka jestem. A moze kiedys napisze autobiografie...i bede wspomagac swoja pamiec tymi zapiskami...kto wie...moze po prostu kiedys pokaze je moim dzieciom i razem bedziemy miec frajde z czytania i ogladania tej pisaniny.
Na razie poczestuje was paroma cytatami, ktore kiedys wyszukalam lub przypadkowo znalazlam i wedlug ktorych staralam sie zyc. Jak sie okazuje nie mam jednego motta zyciowego, jest ich kilkanascie chyba - proste, krotkie i dosadne:)
"Swiat jest niczym, jesli tak powiesz, bo on jest Toba"
Tak zatytulowalam swoj pierwszy pamietnik w Stanach, kiedy postanowilam zostac, nagle zdalam sobie sprawe ze to ja i tylko ja kontroluje swoj swiat, decyzje, ktore podejme zdeterminuja moja przyszlosc
"Kto wierzy w szczescie, ma szczescie"
To glowna prawda, w ktora wierze.
"Ja nie szukam, ja znajduje"
Staram sie znajdowac.
"Nie mniemaj, ale wiedz"
Nie lubie sciemniania, albo cos wiesz, albo nie, jesli czegos nie wiem lub nie jestem pewna faktow nie udaje, ze jestem omnibusem, sprawdzam, lub mowie ze nie wiem, nie pamietam. Niby proste a niektorzy nie potrafia sie przyznac do niewiedzy.
"Marzac o rzeczach wielkich zrob kilka malych"
"Lepiej zafundowac sobie wyrzuty sumienia niz zal"
i zawsze wierzylam, ze ... "Lepiej kochac i zalowac niz zalowac, ze sie nie kochalo"
i moj ulubiony:
"Nie lekcewaz drobnostek, bo z drobnostek sklada sie doskonalosc a doskonalosc to nie drobnostka"
niedziela, 8 sierpnia 2010
Zdjęcie rodzinne
Od jakiegos czasu jeczalam mojemu mezowi, ze nie mamy zbyt wiele ladnych zdjec calej naszej rodzinki. Zastanawialam sie czy wybrac sie na jakas sesje fotograficzna do profesjonalisty...ale w koncu stwierdzilam ze skoro mam dobrego fotografa w domu...to moze uda mi sie go namowic na mala sesje. Chcialam w domu, przed domem, w parku, na plazy...pomyslow mialam duzo. Wiesiu stwierdzil ze jest za goraco na sesje na zewnatrz, bo to nie jest kwestia tylko wyjscia i pstrykniecia jednej fotki (jakbyscie nie wiedzieli bo ja nie wiedzialam ze to takie skomplikowane:)) No wiec skonczylo sie na fotce w domu, moze jak sie ochlodzi - gdzies kolo listopada, uda mi sie namowic mojego osobistego pana fotografa na sesje na lonie natury.
Nie moglismy dojsc do porozumienia czy ubrac sie w jeden kolor jako rodzina, a jesli tak to jaki? ...bialy, czarny, a moze czerwony...Moze po prostu jasno, albo ciemno...krotko czy dlugo, gdzie usiasc...jak rozwiazalismy wszystkie te kwestie Olus nie chcial za bardzo kooperowac:( Nasz Smieszek nie usmiechnal sie ani razu w czasie calej sesji chociaz normalnie szczerzy sie non-stop, nie chcial nawet siedziec mi na kolanach.
Przy okazji kliknelismy naszej malej balerinie kilka fotek w baletowych pozach. I musze stwierdzic ze Maya zapowiada sie na dobra fotomodelke, nie trzeba jej namawiac dwa razy na usmiech do kamery.
Ponizej efekty naszych staran. Rodzina Kalinowskich 2010!
Nie moglismy dojsc do porozumienia czy ubrac sie w jeden kolor jako rodzina, a jesli tak to jaki? ...bialy, czarny, a moze czerwony...Moze po prostu jasno, albo ciemno...krotko czy dlugo, gdzie usiasc...jak rozwiazalismy wszystkie te kwestie Olus nie chcial za bardzo kooperowac:( Nasz Smieszek nie usmiechnal sie ani razu w czasie calej sesji chociaz normalnie szczerzy sie non-stop, nie chcial nawet siedziec mi na kolanach.
Przy okazji kliknelismy naszej malej balerinie kilka fotek w baletowych pozach. I musze stwierdzic ze Maya zapowiada sie na dobra fotomodelke, nie trzeba jej namawiac dwa razy na usmiech do kamery.
Ponizej efekty naszych staran. Rodzina Kalinowskich 2010!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




