sobota, 26 czerwca 2010

Rzym

Udalo nam sie spedzic ostatnio 4 dni w Rzymie. Oto nasze spostrzezenia i wspomnienia z tej wyprawy do slonecznej Italii:
- Rzym w czerwcu jest sloneczny i bardzo upalny co czyni zwiedzanie nieco meczacym zajeciem. Caly czas chce sie pic, wypilismy z Wiesiem hektolitry wody :)
- Atrakcji turystycznych ogrom, nie sposob zobaczyc wszystkich w przeciagu paru dni, wybieralismy najwazniejsze a dzis zalujemy ze mimo padania na twarz ze zmeczenia nie obejrzelismy wiecej...moze nastepnym razem...
- na szczescie w rzymskich fontannach jest lodowata woda, az milo sie nia ochlodzic, najchetniej weszlo by sie do jakiejs - nawet moj maz chcial wlozyc nogi do di Trevi:)
- W kretych, waskich uliczkach Rzymu latwo sie zgubic - taaa to przerabialismy wielokrotnie,
- Do niemalze wszystkich najwazniejszych obiektow prowadza wysokie schody:(
- metro rzymskie jest slabo rozwiniete, korytarze podziemne slabo oznakowane i niebyt czyste, w metrze tlumy
- policji i wojskowych wszedzie pelno, kazdy z bronia gotowa do strzalu,chociaz nic konkretnego nie robia,
- sygnalizacji swietlnej na ulicach przestrzega sie tam z przymruzeniem oka, przechodzac na zielonym swietle mozna zostac najzwyczajniej w swiecie przejechanym
- miejsce parkingowe to takie miejsce gdzie jest miejsce, innymi slowy wespy i malutkie samochodziki glownie - smarty zaparkowane sa wszedzie gdzie tylko mozna:)

- Lody sa pyszne, mimo ze w stanach nigdy nie przepadalam za wloskimi gelato w Rzymie - niebo w gebie
- Wlosi (przynajmniej w Rzymie) to kretacze, obsluguja turystow jakby robili im laske, kaza na siebie czekac, ogolnie rzecz biorac troche leniwi - ale nie chce uogolniac, sa wyjatki:)
- gdzie sa sklepy spozywcze....trudno nam bylo znalezc...
- Wloszki ubieraja sie bardzo kobieco, a Wlosi najwyrazniej uwielbiaja garnitury - w zyciu nie widzialam tylu ludzi pod krawatem
- wloska pizza nas roczarowala troche, nic specjalnego
- nie zamawiajcie w zadnym wypadku limoncello - chyba ze macie ochote na cytrynowy spirytus
- najwieksze zaludnienie na 1 m metr kwadratowy maja schoddy hiszpanskie
Ponizej mapka z zaznaczonymi miejscami do ktorych udalo nam sie dotrzec:

Pokaż Rome, IT na większej mapie

piątek, 25 czerwca 2010

Wizyta w Polandii

Chcialabym napisac ze nasz wyjazd byl wspanialy, podroz minela bez problemow, pogoda byla cudowna a dzieci mialy sie swietnie...ale niestety nie moge:( Mielismy opoznienie i zmiane terminalu - na lotnisku w NY spedzilismy bite 8 godzin. Pogoda byla lekko do bani wlasciwie przez caly pobyt - letnich dni jak na lekarstwo. Ale to akurat byl moj namniejszy problem bo dzieci mi sie strasznie pochorowaly:( Maycie polozyla biegunka i wysoka goraczka. Byla wizyta u lekarza i Maycia nam wydobrzala. W drugim tygodniu zachorowal Olus - koszmarne zapalenie oskrzeli, trzy wizyty u lekarza, zastrzyki i kolejny stres. Bidulek wychudl bo nie jadl przez tydzien, ale na szczescie szybko wrocil do zdrowia. Mimo tych perturbacji udalo nam sie spedzic troche czasu z rodzinka, dzieci byly zachwycone mogac pobawic sie z kuzynami. Spotkalam sie z przyjaciolkami i znajomymi, ktorych nie widzialam wieki. Zmienilam sobie fryzurke na krotka, bylam na wieczorze panienskim mojej nowej bratowej, a potem razem z Wiesiem na weselu mojego brata. Bylismy tez w kinie, w cyrku, bylam dwa razy na spinningu, pomagalam mojemu bratu i bratowej zabezpieczyc sie przed powodzia - wiazalam wory z piachem:) Nakupilam ksiazek i kosmetykow polskich, najadlam sie slodyczy i kielbas, chleba, jogurtow i serkow, aaa i ogorkow kiszonych, wyleczylam wszystkie zeby - koszt tego leczenia nie pokrylby mi chyba nawet jednej plomby w stanach. A na koniec pojechalismy sobie z Wiesiem na cztery dni do Rzymu zostawiajac dzieciary Dziadkom. Tak wiec koniec koncow wyprawe do Polandii mozna uznac za udana. Szkoda tylko ze tak slabo udokumentowalismy ten nasz pobyt - zrobilsmy bardzo niewiele zdjec.
Ponizej link do fotek, ktore udalo nam sie pstryknac.

niedziela, 9 maja 2010

Mother's Day

Dzis w Stanach obchodzi sie Dzien Matki. Moja corka po raz pierwszy sama podpisala sie na kartce od siebie i napisala tez "I love You":)
A ja chcialabym zlozyc najlepsze zyczenia wszystkim matkom, ktore poswiecily sie dzieciom i prowadzeniu domu i tym ktore zmeczone po calym dniu pracy pedza do swoich maluszkow i tym ktore czesto tuszuja cienie pod oczami po nocnym czuwaniu przy lozku chorej dzieciny albo po wielokrotnym wstawaniu do pociechy, a takze tym, ktore czasami traca cierpliwosc i czuja ze od krzykow, placzow i jekow dostana najprawdopodobniej na glowe i tym, ktore przecieraja marchewke dla swojego bobasa, albo mimo problemow probuja za wszelka cene karmic piersia i tym ktore wlasnie przyrzadzaja trzecia opcje obiadowa dla swojego malenstwa w nadziei ze moze tym razem potrawa na talerzu bardziej przypadnie mu lub jej do gustu, i tym ktore zamartwiaja sie kazdem pociagnieciem nosa, zakaszlnieciem, siniakiem, wysypka itd i tym, ktore wielokrotnie sprzataly wymiociny lub efekty dziecinnego rozwolnienia w lazience, z dywanu, poscieli, sofy i wielu innych miejsc nie myslac wcale o tym jakie to obrzydliwe i cuchnace tylko co zlego dzieje sie z ich dziecmi i tym, ktore niezliczona ilosc razy uspokajaly swoje placzace pociechy, pocieszaly je po kolejnym nabitym guzie, znosily ich histerie i zlosci i tym, ktore zupelnie zapomnialy o sobie i swoich potrzebach.
A wszystkim dzieciom i ojcom przypominam ze my matki potrzebujemy Dnia Matki bo milo jest poczuc sie chociaz raz w roku doceniona, wiec swietujcie tego dnia, rozpieszczajcie swoje zony i matki, mowcie jak je kochacie i podziwiacie, przejmijcie czesc ich obowiazkow tego dnia, zrobcie cos by poczuly ze doceniacie ich wysilki, powiecenia, ciezka prace i milosc jaka was obdarowywuja.
Happy Mother's Day:)

niedziela, 2 maja 2010

Odliczanie...10 dni...

Od dzisiaj za 10 dni biore dzieciary pod pachy i lecimy do Polandii!!! Jeszcze musze tylko skompletowac reszte prezentow, sprobowac znalezc Mayci na Florydzie jakas kurtke, wyciagnac walizy ze strychu, zdecydowac jakie rzeczy wziac dla siebie, Mayci, Olusia i mezusia - ktory z nami nie leci ale doleci potem i jak mu nie uszykuje ciuszkow to przyjedzie z jedna para krotkich spodenek i jedna T-shirtka, wydepilowac nogi, wyprac i wysteamowac wybrane rzeczy, spakowac wszystkie prezenty, wybrac rzeczy po Olusiu dla mojego najmlodszego bratanka, uszykowac mezowi obiadkow na dwa tygodnie i liste rzeczy ktore musi wykonac jak nas nie bedzie:) (nie ma obijania sie pod nasza nieobecnosc!) wydrukowac zdjecia i przegrac filmy video dla rodzinki, zrobic sobie manicure i pedicure, zapakowac wszystkie leki, kosmetyki i rozne inne pierdoly, zdecydowac ktore buty beda sie nadawaly do chodzenia po ulicach Poznania, kupic dzieciakom jakies zabawiacze na samolot, przepakowac sie 5 razy zeby nie bylo zadnego nadbagazu do placenia - zrezygnowac z czesci ciuszkow przy okazji i milion innych rzeczy no i bedziemy gotowi do wyjazdu:))))
I nie pytajcie mi sie jak sobie poradze z dwojka dzieci podczas tej wyprawy bo nie mam zielonego pojecia i az boje sie o tym myslec bo zaraz dostaje rozwolnienia z przerazenia. Ostatnio Olus nie chodzil jeszcze i bylo mi ciezko bo musialam go nosic wszedzie teraz bedzie jeszcze gorzej bo bede musiala go scigac wszedzie a potem jak zasnie trzymac te jego 15 kg na sobie przez 9 godz lotu.

Wyprawa na komunie

Oto pare ujec z naszej ostatniej wyprawy do Polnocnej Karoliny. Pojechalismy celebrowac Pierwsza Komunie Swieta siostrzenca Wiesia - Maksia i zostalismy tydzien:) Dzieci sie wybiegaly na ogrodzie Dziadkow Kalinowskich a ja znowu musze przejsc na diete po wielkim obzarstwie i nic nie robieniu.



sobota, 10 kwietnia 2010

Wstrzasnieta!

Jestem bardzo zasmucona najnowszymi tragicznymi wiadomosciami z Polski. Powiedzcie mi jak to sie moglo stac? Dlaczego akurat tam...w drodze do Katynia? To miejsce jest jakies przeklete chyba...
Dlaczego tak duzo, tak waznych osobistosci naszego kraju lecialo jednym samolotem...?
Dlaczego mimo problemow zdecydowali sie wyladowac? I byc moze nie jestem ekspertem lotnictwa ale nazwa Tupolev nie kojarzy mi sie zbyt nowoczesnie i bezpiecznie...
Straszne!!! Caly dzien mysle o rodzinach ofiar. Ta tragedia ich dotknie najbardziej:(

środa, 7 kwietnia 2010

Zawód - kura domowa

Jestem rodzicem, niania, kucharka, sprzataczka, praczka, pania od prasowania, kierowca, czasami musze byc szwaczka, psychologiem dzieciecym, pielegniarka i zlota raczka od wszelkich malych usterek i napraw domowych i calym zespolem rozrywkowym. Jestem dostawca wszelkich dobr i stylistka trojki pozostalych domownikow. Nie mam wakacji ani chorobowego, pracuje caly bozy dzien i czesto jeszcze po nocach 365 dni w roku. Nie dostaje za to ani grosika wiec powszechnie mowi sie ze "siedze w domu" - chociaz z siedzeniem nie ma to nic wspolnego. Wieczorami padam na twarz - niektorzy sie dziwia dlaczego...? przeciez nie pracuje!!!
Tak wiec na lamach tegoz blogu oswiadczam i podaje do wiadomosci wszystkim tym, ktorzy wielokrotnie pytali mi sie i pewnie jeszcze beda pytac: kiedy wracam do pracy?, ja mam prace! Mam nawet pare etatow i zazwyczaj robie nadgodziny. Moja praca jest baaardzo odpowiedzialna, wyczerpujaca i bardzo wazna. Byc moze w przyszlosci sie przekwalifikuje i bede wykonywac zawod, za ktory dostane wyplate, i ktory o ironio! bedzie polegal glownie na siedzeniu na tylku i mysleniu - ale wtedy nikt mi nie zarzuci ze nic nie robie tylko siedze sobie:)
Na razie jednak pracuje pro bono co nie znaczy ze moja praca jest nic nie warta i ze jestem jakims bezuzytecznym darmozjadem. Do bezuzytecznosci mi baaardzo daleko.
Z powazaniem
Asiulek - Kura Domowa

środa, 31 marca 2010

10 ciekawostek o Amerykanach

Na wstepie chce zaznaczyc ze sa to moje osobiste spostrzezenia poczynione na przestrzeni 8 lat spedzonych glownie na Florydzie.

  1. Nie znam bardziej uprzejmych, milych, bardziej pomocnych i usmiechnietych ludzi nad amerykancow. Zawsze pogodni, pozdrawiaja, zagaduja nawet jesli w ogole cie nie znaja. Dziekuja i przepraszaja az za czesto - w koncu sama dochodzisz do wniosku ze powinnas byc bardziej uprzejma. Nigdy w zyciu nie dostalam tylu komplementow od obcych ludzi - wlasciwie w polsce chyba w ogole takowych nie otrzymywalam. Ogolnie rzecz biorac mieszkac tu fajnie bo jest milo:)
  2. Pogaduszki kasowe i samochodowe. Jest druga strona medalu do poprzedniego punktu - bardzo denerwujaca, a mianowicie kiedy kasjerka obslugujac klienta przed toba wdaje sie z nim w dluga konwersacje albo kiedy kierowca jadacy przed toba na osiedlu decyduje sie zagadac swojego sasiada lub znajomego w samochodzie nadjezdzajacym z przeciwka i zatrzymuja sie na srodku ulicy urzadzajac sobie mile pogaduszki.
  3. Obsluga klientow na stoisku garmazeryjnym i na poczcie nalezy do najwolniejszych na swiecie chyba!!!
  4. Amerykanie sa bardzo prodzieciecy. Bezpieczenstwo dzieci jest baaardzo wazne dla amerykanow (nawet jesli nie chcodzi o ich wlasne dzieci). Dbaja tez bardzo o ich rozwoj, kazde dziecko ma zajecia pozalekcyjne zeby rozwijac jakis talent lub po prostu miec jakies zajecie lub hobby.
  5. Za kierownica trzeba uwazac, bo prawo jazdy wyrabia sie tu latwo i szybko, egzamin nie jest zbyt trudny ale potem na ulicach pojawiaja sie slabo wyszkoleni kierowcy, ktorzy baaardzo scinaja zakrety, nie uzywaja kierunkowskazow przy skrecaniu lub zmianie pasow i naciagaja mozliwosc przejezdzania na zoltym swietle, ktora tutaj jest dozwolona az na czerwone swiatlo. Z tym ze musze przyznac ze kultura jazdy jest tu duzo lepsza niz w polsce - tu tzn. na florydzie bo w NY mozna dostac zawalu serca za kierownica.
  6. Amerykanie nie przywiazuja sie do miejsc. Zazwyczaj wiele razy sie przeprowadzaja nawet nascie razy i czesto z jednego kranca kraju na drugi. Najczesciej za praca, ale czasami po prostu czuja potrzebe zmiany otoczenia i szukaja pracy w innym stanie.
  7. Czesto i gesto manifestuja swoj patriotyzm, wyznanie, przynaleznosc rasowa, poglady polityczne lub inne swiatopoglady. Na poczatku bardzo mnie to smieszylo - zwlaszcza maszty z flagami, wydawalo mi sie ze wszedzie widze amerykanskie flagi. Teraz tylko juz dziwi mnie i zastanawia czasami dlaczego wszyscy tu chca sie nawzajem informowac o swoich stanowiskach w kwestiach religijnych, politycznych, itd poprzez naklejanie nalepek na swoje zderzaki lub tylnie maski samochodow. Stoje na swiatlach i widze kto jest przeciw aborcji, kto jest katolikiem, kto popiera zolnierzy amerykanskich, kto glosowal na Obame i wiele innych rzeczy:)
  8. Mowi sie ze Ameryka to wolny kraj i mozna tu wszystko. Nie prawda! Zdziwilibyscie sie jak duzo rzeczy nie jest dozwolonych. W telewizji ostra cenzura - nie zobaczycie zadnych scen rozbieranych, zadnych przeklenstw - wszystko w filmach wycinaja, na programach typu reality show zamazuja - nawet jesli cos przeswituje przez koszulke lub bielizne. Ale co z tego skoro permamentnie gada sie o seksie...? Nie mozna publicznie pic alkoholu, wszystkie nocne lokale zamykaja o 2.00 bo tylko do tej godziny dozwolone jest sprzedawanie alkoholu. A na naszym osiedlu nie mozna przemalowac domu ani nic zmienic na swoim podworku bez wczesniejszego przeglosowania twojej propozycji przez zarzad osiedla, dostalismy nawet kilka upomnien za brudna skrzynke pocztowa.
  9. Jesli macie nadzieje wybierajac sie do Stanow ze zobaczycie na ulicach te wszystkie super laski z amerykanskich filmow mozecie przezyc ciezki zawod (chyba ze jedziecie do Kaliforni - moze tam one wszystkie stacjonuja...?) Moim osobistym zdaniem Amerykanki w ogole nie dorastaja Polkom do piet i malo dbaja o siebie. W wiekszosci maja nadwage i koszmarnie sie ubieraja - nie rozumiem dlaczego skoro ciuchy sa tu tak tanie...
  10. W stanach wszyscy sie ugryza dwa razy w jezyk zanim powiedza cos co moglo by kogos urazic. Kazdy stara sie byc super tolerancyjnym w stosunku do czarnoskorych, wszystkich mniejszosci narodowych, ktore zamieszkuja ten kraj, gejow itd. Sa slowa - epitety! ktorych uzywanie jest absolutnie zakazane. Ogolnie uwazam ze to swietna, podziwu godna postawa, ale musze przyznac ze czasami przesadzaja:) Np. Jakis czas temu zastanawiali sie w mediach czy moze lepiej zaprzestac publicznego mowienia: Merry Christmas bo nie wszyscy obchodza Swieta Bozego Narodzenia i moga poczuc sie urazeni...wiec lepiej mowic: Happy Holidays! :)

czwartek, 25 lutego 2010

Za daleko...

to jeden z tych strasznych dni kiedy jestem za daleko...za daleko zeby byc dla kogos wsparciem, za daleko zeby pomoc, za daleko by byc chocby ramieniem do wyplakania, za daleko zeby przytulic, za daleko zeby zlapac ja za reke...
Zadzwonilam, ale co mialam powiedziec przyjaciolce, ktora stracila dzieko w dziewiatym miesiacu....Jak ja pocieszyc kiedy wywoluja jej porod....Ja nie wiedzialam...bo nie ma takich slow. Plakalysmy razem, tylko to moglam zrobic, poplakac z nia, tylko to...

środa, 10 lutego 2010

Walentyna

Zapewne nie umklo waszej uwadze to, ze zblizaja sie Walentynki. Nie powiem mile swieto mimo ze bardzo komercyjne. U moim rodzinnym domu to bylo przede wszystkim swieto ... mojej babci:) Moja babcia to Walentyna i tegoz wlasnie dnia obchodzilismy wszyscy jej imieniny. Nie wiem dlaczego w naszej rodzinie huczniej obchodzi swietuje sie imieniny anizeli urodziny...W kazdym razie my 14 lutego zbieralismy sie cala rodzina i celebrowalismy.
Moja babcia Wala, bo tak ja nazywamy zawsze byla dla nas taka "prawdziwa" babcia - nie taka tylko z nazwy i wygladu, ktorych tutaj w stanach jest na peczki. Dobrze gotowala, jeszcze lepiej piekla, szyla mi piekne sukienki kiedy bylam mala dziewczynka, zawsze obdarowala jakims prezencikiem. Nauczyla mnie szydelkowac, robic na drutach a pozniej zawsze radzila mi kiedy zaczelam szyc sama. Odziedziczylam po niej nie tylko zdolnosci manualne ale rowniez powazna sklonnosc do strojenia sie i slabosc do wszelkiego rodzaju bizuterii. Jestem wnuczka swojej babci:)
Wszystkiego najlepszego z okazji imienin Babciu!

poniedziałek, 8 lutego 2010

Syn moj Alexander Śmieszny

Wiem, powiecie zlituj sie, znowu o dzieciach...ale o czym mam pisac skoro aktualnie dzieci to moje zycie:)
Dzis Olus na tapecie. Olus to taki smieszny mini czlowieczek:) Maly tuptus z wiecznie rozesmiana geba. Wszystkich czaruje tym swoim usmieszkiem i zalotnym spojrzeniem spod kosmicznie dlugich rzes. Wspaniale tanczy do wszystkiego, swego czasu odkrecal nawet wode w wannie i kiwal sie rytmicznie do szumu lecacej wody z kranu!, aktualnie specjalizuje sie w piruetach, rewelacyjnie zwiewa swojej matce a jeszcze lepiej wspina sie na wszystko co wystaje ponad ziemia. Bawi sie wszystkim co mu pod reke podejdzie lacznie z lalkami Barbie swojej siostry. Uwielbia ptaki i pieski, na ich widok baaardzo ale to bardzo sie ekscytuje. Ostatnio probuje powtarzac slowa, zaczal mowic Kaka czyt. Kaczka i kwa kwa oczywiscie, nalepiej odlicza "dwa tsy, dwa tsy". Prowadzi dysputy - bardzo glosne, zazwyczaj sam ze soba. Swietnie mozna sie z nim dogadac, bo odpowiada na pytania krotko i zwiezle: tak albo nie. Probuje rowniez swoich zdolnosci wokalnych - mam nadzieje ze praktyka czyni mistrza...
Uwielbia okladac swoja siostre i podbierac jej zabawki. Wspaniale zalewa cala lazienke podczas kapieli - niezwykla umiejetnosc. Dzieki Alexowi moja podloga w kuchni codziennie wyglada jak niemyta od miesiecy. Owocow nigdy nie ma dosyc, pochlonie kazda ilosc, szczegolnie gdy serwuje jagody, maliny, truskawki albo winogrona. To rowniez jedyne dziecko jakie widzialam pozerajace garsciami zielona fasolke.
Nabija sobie kilka guzow dziennie, stracil juz czesc przedniego zeba, krwawil juz z nosa i kilkakrotnie z ust. Nic nie pomaga chodzenie za nim krok w krok, nikt nie jest na tyle szybki by go chwycic w ulamku sekundy. Innymi slowy wychowuje lobuziaka, bardzo kochanego i przesmiesznego malego zboja.

środa, 20 stycznia 2010

Kiedy corka osiaga wiek odpowiedni...

Moja Maya juz dawno przestala byc malutka dzidzia. Skonczyla niedawno 4 lata i jak sama o sobie mowi jest juz duza dziewczynka - ale tylko wtedy kiedy pasuje jej byc duza:) I choc ubolewam nad tym, jak kazda matka ktorej dziecko wyrasta z bycia jej malym baby, ciesze sie ze moge teraz z moja "duza" juz corka robic bardziej dorosle rzeczy. Bylismy z nia juz dwa razy w kinie - byla zachwycona zlwaszcza ze za drugim razem ogladalismy bajke ktorej wyczekiwala od miesiecy.
We wrzesniu zeszlego roku zapisalam ja na lekcje baletu - wlasciwie to takie wprowadzenie do baletu dla 3 latkow. Uwielbia te lekcje. To taki pierwszy krok w kierunku rozwijaniu jej zainteresowan i talentow:) Zabralam ja tez tuz przed swietami na przedstawienie baletowe "Dziadek do Orzechow". Okreslenie "zachwycona i podekscytowana" nie oddaje uczuc jakimi emanowala moja Maya przez te pare godzin. Pani, ktora siedziala obok nas zamiast na scene patrzyla sie caly czas na Maycie i w czasie przerwy przyznala mi sie ze ogladala to przedstawienie oczami mojej corki:) Obawialam sie czy wysiedzi i moze zdecyduje w polowie ze chce juz isc do domu, tymczasem Maycia wpadla niemal w rozpacz kiedy po pierwszym akcie zaslonieto kurtyne - musialam ja zapewniac wielokrotnie ze beda jeszcze tanczyc.
Udalo mi sie ja tez namowic na gotowanie, wlasciwie nie musialam namawiac. Moja 4-letnia corka uwielbia ogladac programy o gotowaniu. Podczas jednego z nich zapytalam sie jej ze chcialaby ze mna przyrzadzic potrawe, ktora pokazywano i ochoczo sie zgodzila i pieknie pomagala w kuchni. Ale jeszcze bardziej podobalo jej sie robienie i przystrajanie pierniczkow swiatecznych. Ach jak sie starala i tak sie strasznie cieszyla kiedy zobaczyla efekt koncowy. Nawet Swietemu Mikolajowi wreczyla swoje wypieki kiedy przyszedl rozdac prezenty w wigilie.
W ramach pomocy przedwiatecznej Maycia ubierala ze mna choinke, zrobilysmy razem baaardzo dlugi kawal lancucha na choinke z kolorowego papieru. W ogole sam fakt, ze tak bardzo ekscytowala sie tymi swietami i przezywala je tak bardzo byl dla nas niesamowity. A po swietach zaczelismy uzywac prezentow gwiazdkowych, ktore Maycia dostala i gramy z nia we wszystkie gry jakie aktualnie posiada. I wiecie co...ona za kazdym razem nas ogrywa:)
Jak sie ma 4 letnia corke zakupy w supermarkecie przestaja byc koszmarem. Maya w sklepie zamienia sie w mala pomocnice i moje zadanie polega tylko na wskazaniu palcem produktu ktory potrzebuje - Maya jest super szczesliwa ladujac go do koszyka, potem z koszyka wykladajac na tasme kasy i jeszcze ladujac zakupy do samochodu a czasem jeszcze pomagajac mi wyladowac je z bagaznika. Aktualnie Maycia jest w fazie sprzatajacej - swietna faza nawiasem mowiac, oby trwala wieki:) Polega na tym ze wieczorem rzucam haslo: sprzatamy i Mayeczka zamienia sie w mala pracowita pszczolke i zbiera kazda zabawke i pieczolowicie odklada ja na miejsce. Zajmuje jej to troche bo jest bardzo pedantyczna, ale i tak jestesmy szczesliwi ze nie stawia sie za kazdym razem przy sprzataniu.
Maya wyrosla procz wszystkich swoich spodni i sukienek tez ze swoich kosmicznych histerii. Przeszlo jej. Aktualnie uwielbia opowiadac idiotyczne historyjki w sposob tak chaotyczny ze czesto gesto nie wiemy o czym wlasciwie rozprawia, co chciala wlasciwie powiedziec i po co...Czasami mam wrazenie ze to jest tylko sztuka dla sztuki byle cos gadac nawet jesli jest to zupelnie bez sensu i skladu. Mam nadzieje ze to tez jej przejdzie...
Ciesze sie ze jestem z nia w domu i mozemy robic razem te wszystkie rzeczy. Mam nadzieje ze kiedys moja corka spojrzy wstecz i stwierdzi ze miala fajne dziecinstwo i ma mile wspomnienia...

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Magic Kingdom

Zdecydowalismy sie w zeszlym tygodniu odwiedzic Magic Kingdom czyli jeden z parkow Disney'a. Akurat nadarzyla sie nam okazja by jechac tam w ciagu tygodnia wiec ja ochoczo wykorzystalismy, bo w weekendy ten park jest koszmarnie zatloczony. Bylismy juz w tym parku w zeszlym roku i nie mialam zbyt milych wspomnien z tego wyjazdu. Nameczylismy sie pchajac podwojny wozek, Olus mial tylko 3 m-ce, jeszcze karmilam go piersia, Maya miala straszne fochy i byl taki tlok ze juz po godzinie mialam dosyc. Tym razem to byl naprawde fajny rodzinny wypad. Maya byla baaardzo podekscytowana, chciala na wszystkim sie przejechac, wszystko zobaczyc, Olus patrzyl na wszystko zadziwiony. Ludzi bylo duzo ale mimo wszystko duzo mniej niz ostatnio. Kolejki nie byly takie straszne - zazwyczaj 10 - 15 min co Maya dobrze znosila o dziwo:) Tam gdzie bylo dlugie oczekiwanie bralismy fast pass - dostaje sie kartke ktora informuje o ktorej wrocic. Najdluzej czekalismy do Ariel, nie mialam ochoty tam tak dlugo stac ale niestety Maya nie chciala ustapic - uwielbia Ariel:)
Zaliczylismy 3 parady - myslalam ze jest tylko jedna w czasie dnia...Maya miala wielka frajde. Szkoda tylko ze ta frajda kosztowala nas majatek bo za bilety licza sobie bardzo slono, zwlaszcza ze wykupilismy taki 4-dniowy pass i mozemy jako rezydenci Florydy odwiedzic jeszcze 3 razy jakikolwiek park w Disneyworld. I na pewno z tego skorzystamy skoro tyyyle wydalismy:)
Naprawde ciesze sie,ze mamy te wszystkie parki niedaleko - godzina drogi samochodem i mozemy nasze dzieciaczki zabierac na takie fajne wycieczki. Jestesmy w stanie ofiarowac im niezapomniane przezycia. Ja sama zamieniam sie na powrot w dziecko kiedy jade z moja corka rollercoasterem, albo lece na latajacym dywanie...

niedziela, 10 stycznia 2010

Zima na Florydzie

Brrr przyszla zima na Floryde. Nie zaimponuje wam minusowymi temperaturami, nie ma sie co porownywac z Polska i cala Europa, ale jak na Floryde jest zimno! Wczesniej tez zdarzaly sie mrozne noce i chlodne dni ale zazwyczaj ochlodzenie przychodzilo na dwa dni i znikalo. Tym razem trzyma nas juz tydzien i jest coraz zimniej. Dzis w nocy ma byc u nas -4. A wczoraj na polnoc od nas padal snieg - ostatnio zasniezylo na Florydzie w 1977 roku!
Siedzimy w chacie bo dzieci chore, ciagnie sie im ta choroba i ciagnie, a w zeszlym tygodniu nawet im sie pogorszylo zamiast polepszyc:( Teraz sa na antybiotykach, maja infekcje zatok, pogoda nie pomaga. Grzejemy w domu, ale szczelnosc naszych florydzkich okien pozostawia wiele do zyczenia.
Ludzie pozakrywali roslinki, krzewy, drzewa, Wiesiu okryl nasza palme. Orchidee stoja w kuchni od tygodnia. Ja pokasluje i boli mnie gardlo, ale jakos sie trzymam.
Cale szczescie ze pod choinke dzieci dostaly kurtki, czapki, szaliki i cieple sweterki. Maja w czym chodzic:) Bo my w przeciwienstwie do niektorych florydian ubieramy sie stosownie do pogody - jesli temperatura spada rejestrujemy ten fakt i zakladamy sweterek, pelne buty, kurtke, a nawet czapke, szalik i rekawiczki jesli zaistnieje taka potrzeba. Rozwalaja mnie ludzie, ktorzy paraduja w krotkich rekawkach i klapkach na bosych stopach przy temperaturze bliskiej zera - nie wiem moze maja nadzieje ze termometr sie myli...bo przeciez mieszkaja na florydzie...? A moze wdziali te letnie ubranko tak z przyzwyczajenia i nie chcialo im sie wrocic do domu i sie przebrac...Zawsze sie zastanawiam widzac takiego osobnika komu z nas dwojga odbilo...
Wiem ze zle znosze zimno, zawsze tak bylo, ale mieszkanie na Florydzie tylko to poglebilo. Mimo wszystko nie wydaje mi sie zeby pomysl wyjscia z domu w flip flops czyli motylkach przy 10st C lub nizszej temperaturze byl najmadrzejszy...No ale to jest moje osobiste zdanie. Ja jestem zmarzlak:)
Pozdrawiam wszystkich zmarzlakow, zwlaszcza przy aktualnej aurze w calej Europie. Wspolczuje wam z calego serca.