czwartek, 15 października 2009

Mania steamowania

Jak bylam mloda i piekna to twierdzilam ze dostac garnek w prezencie lub jakikolwiek sprzet domowy lub kuchenny to po prostu mogila. Na poczatku naszego malzenstwa Wiesiu zartowal czesto sobie ze kupi mi zestaw garnkow na urodziny, a ja na to: ani mi sie waz! Az pewnego razu zapragnelam dostac...zestaw garnkow. Do pewnych prezentow trzeba dorosnac:)
A dlaczego o tym pisze...bo wlasnie ciesze sie strasznie moim najnowszym nabytkiem - dostalam od meza steamer!!!! Hurray! Dla nieznajacych angielskiego - to taka maszyna do prasowania, prasuje para wodna ktora wytwarza. A dlaczego sie tak ciesze? Prasowanie to moja zmora! A prasowania u nas zawsze cala fura - przede wszystkim koszule i spodnie Wiesia. I zawsze to nade mna wisi a raczej lezy klujac w oczy. Wiesiu kupil mi lepsza deske do prasowania, ale nadal strasznie sie meczylam wykonujac ta czarna robote. Ale moje meczarnie sie skonczyly. Teraz wieszam sobie koszule na wieszaku i przejezdzam para z mojego super czaderskiego steamera i zrobione. Sukienki i bluzeczki z falbankami i marszczeniami, ktore najgorzej mi sie prasowalo zelazkiem mam zrobione w 30 sekund doslownie. Po raz pierwszy wypralam i wyprasowalam wszystko jednego dnia. Co za ulga, co za cudowny prezent.

poniedziałek, 5 października 2009

Rozmowki malo kontrolowane

Maya bardzo przezywa rozstanie z tata, ktory dostal prace w Wisconsin i zaczal znowu wyjezdzac. Codziennie tlumacze jej kiedy przyjedzie, bo pyta sie wciaz kiedy tata bedzie. W srode wieczorem wracamy z parku, Maya jedzie przede mna na rowerze. Dojezdzamy juz prawie do domu i Maya z nikla nadzieja w glosie pyta: A tata bedzie w domku? Odpowiadam: nie Mayciu dopiero jutro jak bedziesz spala przyjedzie.A ona - jakby tlumaczac swoje ciagle zapytania mowi: Mama,ale ja lubim tate!
Nazajutrz wstaje z lozka, wychodzi z pokoju, i jeczy: A taty nie ma znowu...To ja ide spic. Dobranoc mama! i wraca do lozka:)

Maya sie kapie. Dlugo siedzi w wannie, wchodze do lazienki sprawdzic co tam tak cicho....cisza nigdy nie wrozy nic dobrego. Patrze Maya stoi w wannie z wyrazem samozadowolenia na twarzy...
- Zobacz mama, jestem duzia, taka duzia jestem - mowi dumnie i prezentuje mi sie w calej swej nagiej okazalosci. Spoglada na swoje stopy w wodzie i z niedowierzaniem krzyczy:
- Zobacz ile duze mam stopki?!!!!

poniedziałek, 28 września 2009

Nowe przyzwyczajenia

Probujemy sie ostatnio przyzwyczaic do zmian w naszym zyciu rodzinnym, poczawszy od tych duzych a skonczywszy na tych najmniejszych i wydawac by sie moglo, ze zupelnie nieistotnych...
Zacznijmy od tego, ze Wiesiu ma teraz prace w Madison Wisconsin czyli daleko, daleko...i znow zaczal w zwiazku z tym wyjezdzac a raczej wylatywac do pracy co poniedzialek i wracac w czwartek poznym wieczorem:( Najgorzej znosi te rozstania Maycia. Mi tez jest ciezko ale daje rade, nie mam innego wyjscia.
Przyzwyczajamy sie tez do faktu, ze nasza corka staje sie rezolutna mala dziewczynka, ma zdanie na kazdy temat, ktore wyraza czesto i dobitnie. Podsluchuje nasze dorosle rozmowy i wtraca sie czasami dorzucajac swoje trzy grosze:) Musimy juz uwazac na slowa, nie skladac obietnic bez pokrycia - bo zostaniemy ze wszystkiego rozliczeni. Niesamowite sa dla mnie czasami jej wypowiedzi, najbardziej zaskakuja mnie jej komplementy i afirmacje, ktorymi nas czestuje oraz informacje o jej ulubionych rzeczach. Chociaz wlasciwie piszac to zdalam sobie sprawe ze ja tez tak robie, no coz... i tak mnie to zadziwia. A takze to jak probuje skladac ladne zdania po polsku w domu a w czasie zabawy z kolezankami przechodzi po prostu na angielski.
W ramach przyzwyczajania Mayci do klasowych zajec grupowych i rozwijania jej zainteresowan tanecznych zapisalam ja na balet. Na razie mam wrazenie ze bardziej jest to dla mnie spotkanie towarzystkie niz klasa, ale podoba jej sie a to najwazniejsze.
Poza tym przyzwyczajamy sie do tego ze nasz maly chlopaczek jest malym lobuziakiem i trzeba go miec na oku - inaczej mozna go znalezc np. myjacego raczki w kibelku.
Przyzwyczajamy sie rowniez ponownie po kilku latach do ciemnosci w naszej sypialni noca. Od kiedy Maya sie urodzila w naszej sypialni swiecila sie lampka nocna - kiedy spala z nami a potem migotal nam ekran monitora noca. Po Mayci przyszla pora na Alexa az do momentu kiedy nasz synus zwalil pare razy monitor na podloge wykanczajac go dokumentnie. Teraz mamy ciemnosc i jest jakos dziwnie, co noc gaszac swiatlo zastanawiam sie dlaczego tu jest tak ciemno....aaaa bo tak powinno byc w nocy!
Do czego jeszcze musze sie przyzwyczaic...do kupowania mleka hektolitrami, bo Olus przeszedl z formuly na krowie mleko i baaardzo mu smakuje. Tak bardzo, ze zaczelam kupowac mleko hurtowo.
Ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic prawda...:)

niedziela, 20 września 2009

Pierwsze urodzinki Olusia

Wczoraj swietowalismy pierwsze urodzinki Olusia. Sami niestety, bo nikt z rodziny nie mogl sie stawic by z nami celebrowac ta uroczystosc. Przykro troche, ale tak to jest jak sie mieszka daleko od rodziny. W takich momentach zal mi troche moich dzieci, ze nie sa na codzien otoczone miloscia wszystkich czlonkow naszej rodziny. Bylo mnostwo telefonow z zyczeniami dla niego, bo mimo ze daleko wszyscy to nie zapomnieli o naszym malym smieszku. Dostal tez kartki urodzinowe z polski. Upieklam sernika dla niego - torty mi nie wychodza, a nie gustujemy w amerykanskich wypiekach. Olus nie potrafil zdmuchnac swieczki, mimo ze Maycia pokazywala mu pare razy jak to zrobic, wolal od razu zabrac sie do jedzenia:)

wtorek, 1 września 2009

Cycowe cukierki

Jedziemy samochodem Maya chce cos do jedzenia. O dziwo nie zabralam niczego, a moze juz zezarla...Proponuje jej niebieskiego landrynka z polski - babcia dala. Tlumacze jej ze to jest cukierek i trzeba go cyckac - czyli ssac, nie polykac. Mayci smakuje. Nastepnego dnia przeszukuje moja torbe, wyciaga jakiegos cukierka - wyjasniam ze to mamy Ricola na kaszel. Maya na to:
- Ja chce cukierka na cyce!
- Na cyce? - pytam zdziwiona
- Tak - i moja corka prezentuje swoja klatke piersiowa.
Nie kumam, dopiero kiedy wieczorem Maya ponawia prosbe w obecnosci taty Wiesiu uswiadamia mi, ze cukierek na cyce to w przekladzie Mayci znaczy cukierek do cyckania. I co to w ogole jest za wyraz "cyckanie"!!!? - pyta moj zdegustowany maz.

Ogladam program o autyzmie. Pokazuja szczepienie dzieci. Maya przerazona informuje:
- Ja nie ce takie bubu w leg. Nie chce na moja lega taka kropka.

Pilnuje kapiace sie dzieci w wannie. Olus szaleje, wali rekoma w wode - jak zawsze, zalewa cala lazienke i mnie przy okazji. Maya spoglada na mnie i pyta:
- Mama you happy?
- Tak kochanie mama jest happy - zapewniam
Maya przyglada sie podejrzliwie i mowi:
- Nie, mama you not happy - stwierdza
- No mama jest troche not happy bo jest cala mokra zobacz
- Ja tez jestem mokra { w podtekscie: i calkiem happy z tego powodu...}
- Taaa, ale ja sie nie kapie Mayciu.
- Oh!

Wiesiu zapupil ZNOWU zestaw dla ksiezniczek dla Mayci czyli korone, naszyjnik, bransoletki i jeszcze pare plastikowych blyskotek, ktore po rozpakowaniu okazuja sie totalna tandeta.
- Ale szajs to jest! - stwierdza moj maz zawiedziony
Po chwili Maycia prezentuje mi sie w swoich nowych badziewnych nabytkach i z duma mowi:
- Zobacz mama ja mam szajs!!!

Maycia przylatuje do mnie z kolejna - pewnie 237 prosba, ze ona chce jakas tam zabawke z telewizji. Zmeczona tlumaczeniem, ze teraz nie, moze kiedy indziej, na urodziny, na swieta, jak bedzie grzeczna, jak zje itd to moze dostanie, czestuje ja starym ale jarym tekstem mojego taty:
- Mayciu to sobie narysuj i wytnij!
- Ok - odpowiada moja corka.

sobota, 29 sierpnia 2009

Moja dzieciarnia rośnie


Jak to lato nam przelecialo...nie wiem kiedy minelo. Tylko po dzieciach widac ze uplynely nam 3 m-ce bo sa o 3 m-ce wieksze:) Maya znowu wystrzelila - bedzie wielgachna jak jej matka chyba, bo juz teraz nosi ubrania dla 5 letnich dziewczynek a ma zaledwie 3.5 roku. A Olus wyglada jak jak maly olbrzymek przy swoich rowiesnikach. Tak wiec dzieciarnia nam rosnie i rozwija sie w zastraszajacym tempie. Olus juz niedlugo skonczy rok i szybko probuje nauczyc sie chodzic, tak szybko ze srednio na dzien zalicza po 3 guzy. Wszedzie go pelno, najbardziej interesuje go sprzet telewizyjny taty, telefony, piloty, lubi odkrecac wode w wannie, nie pogardzi manipulacja kurkami od gazu a jakze, wszedzie chce sie wspinac, ale jego najwieksza pasja jest jedzenie. Zarcia nie odmowi nigdy, i zawsze zebrze o jakies dobre kaski kiedy my jemy. Jak wolam na obiad pierwszy przy stole pojawia sie moj syn, a jak zobaczy ze cos masz do jedzenia rzuca wszystko i leci wolajac: daaaaa! Ostatnio ku mojej wielkiej uciesze zaczal mowic: mama, przedtem nazywal nas wszystkich "tata".
A Maya jadlaby tylko miesko na zmiane z parowa, ewentualnie jeszcze czekoladke w kazdej postaci, lody i cukierki. Maycia zrobila duze postepy w mowieniu, innymi slowy - moja corka sie nie zamyka. Jest wscibska - wszystko chce wiedziec, i ma tendencje do powtarzania sie - nie dwa razy ani trzy ale tak srednio 500 razy. I wszystko musi byc zaraz, w tej chwili. Np. jak zobaczyla ze pakuje sie do polski - co trwalo pare dni, stala gotowa do wyjscia na 3 dni przed wyjazdem i co 10 sekund pytala mi sie: mama juz? Juz jedziemy? Are you ready?
Maycia chce tez tak jak mama i tata strofowac swojego brata wiec na kazdym kroku zwraca mu uwage: Olus nie kladziemy do buzi! Olus nie robimy tak, nieladnie!, raz nawet postraszyla go: Olus bo bedzie klaps! - akurat to slyszala kilka razy wypowiedziane pod swoim adresem. Rosnie z niej mala pani madraliska, ktora wszystkim chcialaby rozkazywac i rozstawiac po katach. Na szczescie {odpukac w niemalowane} jej kosmiczne histerie powoli zanikaja.
Wiec latam teraz za Olusiem po calym domu zeby nie rozwalil sobie gdzies glowy albo nie wybil swoich nowych 6 zabkow i cierpliwie odpowiadam na liczne pytania Mayci i tlumacze jej ze kazde jej zapytanie, zdanie, prosbe slysze za pierwszym razem wiec nie musi mi tego powtarzac pare setek razy.
Ponizej najnowsze zdjatka naszej dzieciarni

środa, 19 sierpnia 2009

Paris, Paris

Wrazen z wakacji ciag dalszy. Tym razem o naszym wyskoku do Paryza. Spedzilismy tam bardzo meczace 4 dni:) Dlaczego meczace...coz jesli ktos chce w przeciagu 4 dni zwiedzic jak najwiecej - pieszo i metrem wylacznie, to po prostu po dwoch dniach pada na twarz. Ja juz kiedys bylam na zorganizowanej wycieczce - rownie meczacej choc autokarowej, tym razem postanowilam delektowac sie spacerami po uliczkach Paryza, probujac jednoczesnie jak najwiecej pokazac Wiesiowi, ktory byl tam po raz pierwszy. I musze przyznac, ze udalo nam sie zobaczyc bardzo duzo i jednoczesnie spedzic milo czas.
Oto pare moich spostrzezen i wspomnien, ktore spisalam na papierowej torebce czekajac az nasz samolot raczy wystartowac z W-wy:

- wycieczka z zapalonym fotografem oznacza podazanie za swiatlem czyli sloncem, zwiedzalismy zabytki w odpowiedniej kolejnosci uzaleznionej od ich oswietlenia taka sama zasada dotyczyla oczywiscie fotografowania ich,
- mielismy hotel w centrum Paryza - wydawalo sie wszedzie blisko...taaaa po pierwszym dniu marzylam zeby wymoczyc swoje zbolale stopy - robilam to codziennie po zwiedzaniu,
- gdzie sie nie obejrzec - zabytek,

- straszna drozyzna w Paryzu, male drobiazgi dla dzieci kosztowaly nas majatek,
- paryzanie - szczupli, czesto przepoceni, wbrew naszym obawom swietnie mowiacy po angielsku,
- na ulicach kroluje skromna elegancja, minimalizm, zauwazylam na kobietach orginalna bizuterie, dobre buty (wygodne}, stonowane kolory,
- 25 przejazdzki metrem - przeszlismy pod ziemia chyba tyle samo kilometrow co na powierzchni,
- weszlismy pieszo na drugie pietro wiezy Eiffla - 700 stopni!!!!
- stolowalismy sie we francuskich restauracjach - jedzenie troche nas zawiodlo, kelnerzy zbierali zamowienia w biegu, czesto siedzielismy przy stoliku na samej ulicy - co akurat bylo bardzo fajne,
- codziennie telefonowalismy do Polski zadajac jedno i to samo pytanie: jak dzieci?
- czulam sie glupio nie majac ksiazki w metrze - wszyscy pasazerowie zaczytani, ci bez ksiazek unikali spogladania na innych,
- paryzanki to brunetki, nie farbuja sie na blond - dumnie nosza swoj naturalny kolor wlosow,
- amerykanow widac na kilometr - ubrani na sportowo, niechlujnie, zazwyczaj otyli :(
- Wiesiu pstryknal ponad 200 zdjec,
- w ostatni wieczor jezdzilismy ze statywem po paryzu do polnocy - bo trzeba sfotografowac Paris by night i udalo nam sie nawet zobaczyc szczury nad Sekwana,
- telefon w nocy o prawdopodobnym wlamaniu do naszego domu - okazalo sie ze byl to falszywy alarm, ale troche sie zestresowalismy,
- w Louvrze bylo strasznie duszno,
- najbardziej zachwycil nas impresjonizm w muzeum d'Orsay,
- sztuka nowoczesna w Centrum Pompidou mnie po prostu rozwalila,
- jadlam pyszne lody porzeczkowe i ciasto czekoladowe,
- ostatniego dnia usiedlismy na jakis schodach i nie mielismy sily juz nigdzie isc.


View Paryż in a larger map

środa, 5 sierpnia 2009

Lipiec ------> Polska

Witam! Juz wrocilam. Miesiac minal mi jak tydzien i juz z powrotem na swoich smieciach. 5 m-cy przygotowywalam sie do tego wyjazdu i sie skonczylo tak szybko:(
Ale nie ma co biadolic, bo spedzilismy duzo czasu z rodzinka. Dzieciary mialy frajde. Najedlismy sie polskiego zarcia, Maya zaczela skladac piekne polskie zdania, Olusiowi wyszly jedynki i zaczal sie karmic sam, wstawac, probuje chodzic,i dostal przezwisko: Michelinek (domyslcie sie dlaczego}. Odwiedzilismy ciocie, wujkow, dziadkow i babcie w Chodziezy, bylismy w poznanskim zoo, widzielismy koziolki na ratuszu, duuuzo sie dzialo. Nawet wcisnelismy krotki romantyczny wypad do Paryza - tylko we dwoje z mezusiem.
Tylko szkoda bylo wyjezdzac bo niewiadomo kiedy znowu zobacze ich wszystkich. Zal mi tez ze wzgledu na dzieci, bo nie maja takiego kontaktu z rodzina jaki powinny miec. Ale ciesze sie ze udalo nam sie pojechac nawet za cene koszmarnej podrozy w obie strony. Wszyscy mowili: jak sobie poradzilas? jak dalas rade? podziwiali ze sie odwazylam sama z dziecmi. Ale tu nie o odwage chodzilo. Nie trzeba byc odwaznym, trzeba tylko bardzo tesknic. Dalam rade bo musialam, nie mialam innego wyboru.Mam tylko przestroge dla wszystkich podrozujacych do Polski - unikajcie Nowego Jorku jako miejsca przesiadki i nie wybierajcie jako swojego przewoznika Delty - no chyba ze chcecie spedzic w samolocie kilka gdzin wiecej niz to potrzebne...
Powyzej troche fotek z naszego pobytu w Poznaniu, zapraszam.

wtorek, 30 czerwca 2009

Najważniejsze jest by gdzieś istniało to, czym się żyło: zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pelen wspomnień. Najważniejsze jest aby żyć dla powrotu.

Antoine de Saint-Exupery

piątek, 26 czerwca 2009

Pakowania czas nastal

"Juz za pare dni, za dni pare, wezme plecak swoj i gitare... " a raczej fure walizek i dzieci pod pache:)
Aktualnie jestem w trybie przygotowawczym do pakowania, ale juz jutro przejde na tryb pakujacy i pewnie panikujacy tez. Boże! ile rzeczy trzeba wziac dla dwojki dzieci jak opuszcza sie dom na miesiac - tony! Zwlaszcza ze niewiadomo co nam polskie lato zgotuje...Cieple rzeczy, letnie rzeczy, cieple buty i letnie buty, zapas formuly na miesiac, sama tez nie chce chodzi w kolko w tym samym - ta zabawe uprawiam w domu na codzien. Cale szczescie, ze wyslalam wiekszosc prezentow w paczkach, bo musialabym chyba wynajac jakis kontener do przewozu moich bagazy.
Probuje tez przygotowac mojego meza na samotny pobyt w domu - zamrazarka pelna jest obiadow dla niego - zeby nie jadl junk'u. Prasuje juz trzeci dzien zeby starczylo mu wyprasowanych koszul i spodni do pracy i na pozniejszy wyjazd do polski. Roboty po pachy. Ale co tam, czeka mnie miesiac w polsce, w tym 3 dni w paryzu - tylko i wylacznie z moim mezem:) Spedze czas z moja rodzinka, bede na urodzinach moich braci - pierwszy raz od 7 lat, imieninach mojego dziadka - pierwszy raz od 7 lat, bede obecna na chrzcinach mojego malutkiego bratanka Filipka, ktorego po raz pierwszy zobacze! Spotkam sie z moimi przyjaciolkami - dwoma wiernymi duszami, ktore pozostaly mi bliskie mimo dzielacej nas odleglosci, pochodze sobie po miescie, zabiore moja corke na przejazdzke tramwajem, podjem sobie polskiego jedzonka, Maya spedzi troche czasu z kuzynami, rodzina i posrod polskich dzieci. I wszyscy beda mogli poznac wreszcie osobicie naszego malego Olusia.
Ale zanim w ogole wyjade musze sie spakowac, wiec lece z powrotem do mojej deski do prasowania, mam duzo do zrobienia jeszcze. Pa! Zycze wszystkim milego lipca!

czwartek, 18 czerwca 2009

Świat według mojej córki

Swiat wedlug dzieci jest duzo prostszy. Niezbyt skomplikowany. Naiwny, logiczny, male dziecko odpowie ci zawsze szczerze na pytanie - lub prawie zawsze. Czasami slucham mojej Mayci i jestem pod wrazeniem tego jak ona postrzega rzeczywistosc.

Ostatnio Maycia nie chciala zasnąc i wymyslala wymowki roznego rodzaju - a to ze piciu trzeba jej zrobic, potem ze potwory sa w jej pokoju i trzeba je przepedzic w koncu wyskoczyla z pokoju mowiac ze chce siusiu - polecialysmy do lazienki, zrobila siusiu i stwierdzila ze kupka tez bedzie i zaczela stekac i stekac. Wydawalo mi sie ze sciemnia, wiec jej tlumacze ze jesli kupka nie wychodzi to niech sie nie zmusza. Ona na to ze tak kupka wychodzi i zaczela krzyczec: Kupka! Maycia mowi, ze kupka wychodzi!!! I po paru sekundach wstala oznajmiajac "jest kupka" I rzeczywiscie byl bobelek. Maycia zerknela i swierdzila z rozbawieniem: Kupka nie duza, kupka jest mala. Mala jak maly lady bug!(biedronka)
Coz ... chyba tylko dziecko moze porownac swoja kupe do biedronki...:)

Pare dni temu Maya dostala powaznej histerii, bo nie chciala wyjsc z wanny. Nie byl to drobny incydent niestety, wiec postanowilam ze w ramach kary Maya nie bedzie ogladala bajki, ktora juz czekala na nia w odtwarzaczu dvd. I jak wreszcie sie uspokoila wytlumaczylam jej ze bardzo zle sie zachowywala i bedzie miala kare. Po chwili jak jadla platki z mlekiem (jej ostatni posilek przed spaniem) bez ogladania bajeczki zapytalam sie jej: Mayciu i co dostajesz jak niegrzecznie sie zachowujesz?
A ona na to: katarek (bo po tym calym ryku caly czas jeszcze pociagala nosem)

Przygotowywujemy kartke do wyslania dla dziadka z okazji jego urodzin. Wiesiu prosi Maycie zeby cos narysowala na kartce. Maya poslusznie rysuje (jak sie okazalo pozniej portret dziadka) oczy, buzie, nos i zabiera sie za rysowanie wlosow i stwierdza: wloski nie! Dziadek nie ma wloskow! Tylko glowe!

sobota, 30 maja 2009

7 lat temu...

7 lat temu...wyjechalam na wakacje na floryde. I 5 m-cy, ktore mialam tu spedzic jakos tak sie przeciagnelo:) Nie planowalam tego, nie marzylam o tym, nie bralam nawet takiego scenariusza pod uwage kiedy wyjezdzalam. Ale coz...czasami zycie samo pisze scenariusz, a czasami twoja najlepsza przyjaciolka cos tam dopisze:) Mialam byc nauczycielka, zostalam niania a pozniej mama. Mialam pracowac zawodowo, a siedze w domu z dzieciarami. Nie wszystko uklada sie tak sobie zaplanujemy, to nie znaczy ze uklada sie zle, po prostu inaczej. Ja nie chcialam nawet przeprowadzac sie z Poznania do innego miasta w Polsce, nie chcialam byc daleko od rodziny - a wyladowalam na florydzie:) Zarzekalam sie ze nie bede kura domowa, a nia jestem aktualnie. Zawsze sie wysmiewalam z amerykanow (mieszkajac w polsce) ale nie spotkalam zyczliwszych ludzi. Spedzilam tutaj 7 lat i cenie bardzo ich pozytywne nastawienie, usmiech na codzien, uprzejmosc, zawsze zagaja rozmowe, zawsze odpowiedza na twoje pozdrowienie, w takim otoczeniu zyje sie lepiej, milej.
Ale nie wiem ile lat bym tu spedzila zawsze pozostane polka, nawet jesli dostane wreszcie obywatelstwo - o ktore juz wlasciwie moge sie ubiegac, to tak naprawde bedzie to tylko na papierze. Zawsze bede jedna noga, reka, okiem i polowa mojego serca w polsce, bo tam sa moi bliscy, tam sie wychowalam, to jest moje gniazdo rodzinne i tam bede wracac. I powroce juz za miesiac:) odliczam dni, kupilam walizke, po 7 latach drugi raz odwiedze stare smieci, zobacze sie z moja rodzina:)

czwartek, 28 maja 2009

5 lat

Jutro mija 5 lat od kiedy powiedzialam Wiesiowi "tak" przed oltarzem. Przelecialo tak szybko...Dorobek tych 5 lat - przepiekny - dwojka cudnych dzieciakow:)
A jak swietujemy nasza rocznice...no coz troszke inaczej niz zamierzalismy, bo mielismy wspaniale plany wakacji na Hawajach z tej okazji. Ale jedziemy do Polski w tym roku wiec zamiast Hawajow zafundowalismy sobie elliptical czyli maszyne do cwiczenia. Wiem, malo romantyczny prezent, ale chcemy nastepne lata naszego malzenstwa spedzic w dobrej kondycji i zdrowiu, a Hawaje nie znikna przeciez z powierzchni ziemi (przynajmniej chyba nie w najblizszej przyszlosci, wiec poczekaja).
A romantycznie dedykuje mojemu kochanemu mezowi slowa najnowszej piosenki Beyonce "Halo" bo jak je uslyszalam pomyslalam ze wyjela mi je z ust doslownie, bo ja tak wlasnie mysle to o moim Wiesiu po 5 latach bycia jego zona:)

(...)Everywhere I'm looking now
I'm surrounded by your embrace
Baby I can see your halo
You know you're my saving grace

You're everything I need and more
It's written all over your face
Baby I can feel your halo
Pray it won't fade away

I can feel your halo halo halo(...)

Hit me like a ray of sun
Burning through my darkest night
You're the only one that I want
Think I'm addicted to your light


czwartek, 21 maja 2009

Mayciowe zlosci

Pisze zeby sie poskarzyc i zapytac o rade, moze ktos z was przechodzil juz to co my w tej chwili przezywamy z Maycia i znalazl jakis dobry sposob na tego typu zachowanie. A chodzi o to, ze nasza corka miewa straszne histerie jak ja to nazywam. Baaardzo sie zlosci jak cos nie idzie po jej mysli, jak jej czegos zabraniamy lub naklaniamy do zrobienia czegos albo po prostu z byle powodu - czytaj: bez powodu! i musi sie wyryczec. Zazwyczaj czegos chce czego akurat nie moze miec, lub gdzies chce isc gdzie nie moze, lub prosimy ja zeby jadla, albo posprzatala zabawki ktore narozrzucala itd. Powody moga byc najrozniejsze lub moze ich w ogole nie byc. Czym charaktryzuja sie maycine histerie? Przede wszystkim placzem, ktory przeradza sie szybko w taki ryk, jakby ktos ja ze skory obdzieral, czasami jest to bardziej wrzask pelen zlosci i frustracji. Czesto ma miejsce trzaskanie drzwiami - co doprowadza mnie do szalu, rzucanie zabawkami, kopanie w drzwi - same mile rzeczy:)
Jak Maycia zaczyna swoj wystep jest proszona spokojnie o zaprzestanie, jesli to nie pomaga - zazwyczaj nie pomaga, jest proszona o pojscie do swojego pokoju i powrot tylko wtedy jak sie uspokoi i przeprosi. Wiec siedzi w pokoju i wyje przez pare chwil a potem wychodzi przeprasza i zachowuje sie jakby nic sie nie stalo. Oczywiscie nie zawsze wszystko odbywa sie tak bezbolesnie. Niestety czesto gesto nie obywa sie bez mojego i jej krzyku a ostatnio nawet dwa razy zarobila klapsa - chociaz obiecywalam sobie ze takich metod nie bede nigdy uzywac wzgledem moich dzieci:( Ale czasami po prostu nerwy mi siadaja i cierpliowsc sie konczy. W kazdym razie nie zamierzam uzywac klapsow jako sposobu na moja corke, nie tedy droga.
Pisze o tym bo jest to bardzo, ale to bardzo dla mnie frustrujace. Staralam sie ignorowac, karze ja, zawsze ostrzegam co sie stanie jesli nie przestanie, jestem konsekwentna i nieugieta. Probowalam z nia rozmawiac i wyjasniac, przytulac itd ale histerie wciaz sie pojawiaja i nawet mam wrazenie ze sie nasilaja. Np. wczoraj nie chciala posprzatac zabawek ktore narozwalala i ryczala przez pol godziny odmawiajac jakiejkolwiek wspolpracy z nami - przez ten czas w ramach kary odebralam jej po kolei kocyk, wszystkie figurki ksiezniczek zapakowalam i schowalam do garazu, nastepnie to samo zrobilam ze cala kolekcja zwierzatek, potem jej plyty z bajkami i kiedy zagrozilam ze zabiore tez jej wszystkie lalki zgodzila sie wreszcie posprzatac. Oczywiscie moglabym odpuscic i sama pozbierac wszystko ale wydaje mi sie ze jesli ma sie nauczyc sprzatac po sobie i w ogole byc posluszna to nie moge jej wyreczac.
Kiedy wreszcie jej to przejdzie i czy w ogole przejdzie? Czy ktoras w czytajacych mam miala kiedys taki problem z dzieckiem? Jesli znacie jakas cudowna metode wychowawcza ktora moge zastosowac napiszcie, bede dzwieczna:)

wtorek, 19 maja 2009

Grypsy Mayci

Nasza Maycia gada jak najeta i miesza dwa jezyki wciaz - jak jej sie podoba i jak uzna za stosowne:) Ale aktualnie angielski ja baaardzo fascynuje i probuje wszelkimi sposobami udowodnic ze potrafi sie wyslowic w tym jezyku.
Najczesciej zaczyna zdania od sformulowania " I need ....a moja corka potrzebuje baaardzo wielu rzeczy np. jechac do jungle - czyli jechac do zoo, jechac do akwarium do niedawna znaczylo "isc na basen" no i Maycia jest bardzo czesto w szale zakupowym - po kazdej reklamie zabawki informuje mnie ze musimy jechac do sklepiku i kupic jej to cudo.
Jak jej szczotkuje wlosy lub obcinam paznokcie krzyczy : stop my life!!! Nie wiem skad to jej sie wzielo:)
Od jakiegos czasu Maycia twierdzi ze w jej belly grow baby - wlasciwie mowi ze baby still grows. Ale pare dni temu dowiedzialam sie ze maycia hoduje sobie w brzuchu siostre! Przedwczoraj oswiadczyla mi ze w jej brzuszku jest "siostra do Mayci" i bedzie sie nazywac uwaga: baby Maycia - coz za niespodzianka:)
Czego ja sie jeszcze dowiedzialam ostatnio od mojej corki, o np. tego ze tata nie moze jechac do jungle czyli zoo bo "he's ma duze feet!", a Maycia jak byla mala to miala wloski Alexa.
Ponadto moja corka zaczela troche cwaniakowac i kiedy zadam zeby sama sobie podciagala majtki po siusianiu albo posprzatala zabawki twierdzi z niewinna minka ze ma "malukie raczki i nie mozie".
Jak cos jej smakuje to mowi: IIIIIliszys czytaj: delicious
Codziennie rozwala nas coraz to nowszymi tekstami. Np. pakuje zabawki do swojej "tobry" i twierdzi ze to bedzie suprise dla babci i baba bedzie "love it".
Idac z Wiesiem przez parking gdzie niedawno spadl deszcz powiedziala - tu jest lots of kazuly!A po tym jak Wiesiu zniknal jej z pola widzenia na chwile w sklepie spytala sie go: Tata where you byla?
No i te jej liczby mnogie...do wszystkich rzeczownikow w liczbie mnogiej moja corka dodaje sobie literke "s" na koncu - bo tak tak jest w ang. wiec mamy rybkis, pieskis, cukierkis, kredkis itd:)
Poprawiamy ja ale trudno jej wybic z glowy cos , co sama sobie ubzdurala:)Tak jej sie podoba i juz, mozna sobie gadac zdrow:) Ot taka nasza Maycia jest.