wtorek, 24 sierpnia 2021

Grand Canyon


 Tak jak obiecałam, oto dalszy ciąg mojej relacji z naszych objazdowych wakacji po dzikim zachodzie.

Jeszcze pierwszego dnia udało nam się dojechać do jednej z głównych atrakcji naszej podróży  - Wielkiego Kanionu. Dosłownie wydawało mi się jakbyśmy z Wiesiem zakreslili jakieś wielkie koło życia i po 16-stu latach powrócili do miejsca gdzie pojechaliśmy na nasz "baby moon" czyli ostatnie wakacje przed narodzeniem pierwszego dziecka:) 



Z lewej rok 2005 i  kobieta ciężarna - w 5-tym m-cu ciąży dokładnie, a po lewej pannica z brzuszka w roku 2021!!!

Musze przyznać, ze byłam bardzo podekscytowana mogąc naszym dzieciom pokazać Wielki Kanion i mimo, ze już to niesamowite miejsce widziałam sama ponownie stałam oniemiała!!! Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać piękna i majestatyzmu Wielkiego Kanionu. Wiesiu się bardzo starał...ale każde ujęcie wyglada blado i jednowymiarowo w porównaniu do rzeczywistego widoku jaki się rozpościera z każdego miejsca wzdłuż kanionu. Ale nie można powiedzieć, ze się nie próbowaliśmy...









Wiesiu przytaszczył z Florydy statyw do swojego aparatu, ale okazało się ze jakiś Azjata zajął mu najlepsze miejsce tego wieczoru, co wcale nie zniechęciło mojego męża, bo właściwie nie ma gorszego widoku z krawędzi Wielkiego Kanionu...Oluś tez próbował swoich sił jako fotograf...







To jedno z fotek z zachodem słońca za plecami:)


A tutaj już o poranku...



Wiesiu próbując oddać trójwymiarowość kanionu użył techniki nałożenia na siebie 3 zdjęć o różnym natężeniu naświetlenia to miało poprawić jakoś zdjęcia i chyba poprzez oddanie różnic oświetlenia tego samego terenu na zdjęciu uwidocznić bardziej ukształtowanie kanionu...sami oceńcie ...











Ja oczywiście nie mogłam się powstrzymać żeby się gdzie nie powspinać trochę...mimo ze mam lek wysokości takie skałki jak dla mnie aż się proszą żeby po nich po chodzić:)









Nocowaliśmy na terenie parku, żadne luksusy ale mieliśmy blisko do głównej atrakcji! 

Nasi znajomi przyjechali tam na camping my jednak wybraliśmy pokój bo przed nami była jeszcze długa droga i mnóstwo innych zaplanowanych atrakcji...cdn

 

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Wakacje na Dzikim Zachodzie

 Wymarzyliśmy sobie super wakacje w 2020 roku - mieliśmy objechać południowy zachód Stanów, pokazać dzieciom kawałek tego ogromnego kraju... Miało być tak wspaniale ale się usralo...jak wszystkie inne plany, wyjazdy, wyjścia, atrakcje, spotkania wszystkim i wszędzie.

Tak więc rok później kiedy sytuacja nieco się zaczęła poprawiać i nasza rodzina została zaszczepiona, plany wakacyjne wróciły na pierwszy plan i wierzcie mi planowania było co niemiara.

Ale tym razem wszystko doszło do skutku i teraz mogę się pochwalić przepięknymi zdjęciami z naszego wyjazdu i wspaniałymi wspomnieniami...

Podroz zaczęliśmy lądując w Las Vegas w środku nocy, gdzie akurat trafiliśmy na rekordowe temperatury od 44st Celsjusza to 47st ostatniego dnia naszego popytu!!!!!

Poniżej zdjatko z samolotu na Las Vegas nocą...

 
A to poranek w mieście hazardu...niemalże pustkowie - wszyscy odsypiają szalone noce, ale nie my, my ruszamy na nasza wycieczkę objazdowa...




W drodze do Doliny Ognia (Valley of Fire)


Niecala godzinę od Las Vegas docieramy do naszej pierwszej atrakcji - parku stanowego stworzonego z ognisto czerwonego piaskowca, który przez miliony lat poddawany procesowi erozji przybrał niesamowite kształty... 









Zastygle biale wydmy...















Nawet udało mi się wdrapać na jedna z ogromnych skal...





A w drodze powrotnej przebiegł nam drogę ten osobnik, wdrapał się na jedna ze skal i nawet nam pięknie zapozowal do zdjęcia:)




Jeszcze udało nam się zapozowac ze skalnym słoniem




Park był niesamowity, zwiedzanie polegało na jeżdżeniu samochodem do każdej dobrze oznaczonej atrakcji, przy której był mały parking i niewielka polowa ubikacja. Cale szczęście, ze przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w cala zgrzewkę wody bo tego dnia pustynia naprawdę ziajała ogniem - każde wyjście z samochodu okupywaliśmy niemalże udarem słonecznym:( 

Niestety jedna z wyczekiwanych przeze mnie atrakcji - Fala Ognia (Fire Wave) była zamknięta dla zwiedzających ze względu na upały - prowadził do niej 1.5 milowy szlak, który zamknęli w obawie o wypadki zasłabnięcia turystów na trasie. Ten park położony jest na pustyni i akcja ratownicza byłaby trudna - na terenie parku widziałam tylko budkę przy wjeździe z jednym pracownikiem w środku.

Z Doliny Ognia popędziliśmy w stronę Tamy Hoovera, która zbudowano w latach 1931-1936 na rzece Colorado pomiędzy stanami Nevadą i Arizona.

Tama robi wrażenie, ponoć maksymalna głębokość wody może osiągnąć 180 metrów ale jak widać poziom wody jest aktualnie znacznie obniżony...widać jaśniejszy ślad po wcześniejszym wyższym poziomie wody






Tutaj stoimy na tym wielkim moście widocznym na powyższym zdjęciu, to wejście nie należało do najprzyjemniejszych w tym upale, a po wejściu jak spojrzałam jak wysoko jesteśmy to przypomniało mi się, ze mam lek wysokości i normalnie cykałam się podejść do tej barierki:)


Wszędzie ostrzegano przed upałami, przypominano o przyjmowaniu płynów itd






Nasz termometr samochodowy wskazywal 110 st F czyli 43.3 st C

Jeszcze tego samego dnia dotarliśmy do Wielkiego Kanionu...ale to już w następnym poście:)


wtorek, 10 sierpnia 2021

Witam, witam

 Witam z mojego nowego laptopa!!!  

Jak już wspominałam wcześniej miałam duże problemy z siedzeniem przy naszym dużym stacjonarnym kompie, wręcz unikałam używania tegoż sprzętu żeby nie borykać się później z zesztywnieniem dolnej partii kręgosłupa.

W związku z tym, ze wreszcie zakończyłam  proces z naszym hrabstwem, którego kierowca spowodował mój wypadek samochodowy i dostałam trochę kasy w ramach zadośćuczynienia...

postanowiłam zrobić sobie jakiś ekstrawagancki prezent...

Rozważałam zmianę samochodu, droga biżuterię albo super torebkę o której zawsze marzyłam - Burberry, ale ponieważ jestem osoba bardzo praktyczna i do tego poznanianka z krwi i kości, wszystkie te pomysły uznałam za bardzo głupie :) i doszłam do wniosku, ze powinnam raczej trochę zainwestować w swoją osobę i swój rozwój i  ułatwic sobie dostęp do komputera...więc kupiłam laptopa, którego mogę sobie używać siedząc na swojej sofie z poduszka za plecami bez stresu, ze po spędzeniu chwili przed kompem nie będę mogła wstać:(

Teraz się ode mnie nie opedzicie:)))

Jestem bardzo z siebie dumna, ze podjęłam tak dorosła decyzje - w końcu za miesiąc kończę 45 lat :)))

Mam nadzieje, ze mając pod ręką mój własny laptop nabędę więcej umiejętności komputerowo-blogowych, ze rozwinę trochę ten blog w innych, nowych ekscytujących kierunkach. 

Ale najbardziej cieszę się, ze nie będę musiałam okupywać bólem czas spędzony przed komputerem, to chyba najlepszy prezent jaki sobie sprawiłam:)

Jak tylko Wiesiu ustawi mi tutaj dostęp do naszym zdjęć zacznę pisać...o naszych wakacjach, z których mamy cale mnóstwo zdjęć, o naszych kolejnych zmianach w domu, książkach które przeczytałam, o filmach i serialach które obejrzałam i innych różnościach :)