wtorek, 12 lutego 2008

Walentynki

Zblizaja sie Walentynki, ale nie bede sie tu rozpisywac o tym jak bardzo kocham mojego meza, bo po pierwsze on dobrze o tym wie i jest jedyna osoba, ktora powinna to wiedziec:) Poza tym podobno "malo kocha ten, kto potrafi wyrazic slowami, jak bardzo kocha." - tak powiedzial Dante Alighieri i chyba mial racje bo trudno wyrazic swoje uczucia jesli kocha sie naprawde mocno i prawdziwie.

Chcialam jedynie dedykowac mojemu mezulkowi piosenke, ktora niedawno mi sie bardzo spodobala. I mam wrazenie ze opowiada wlasnie o nas:)


If you were falling, then I would catch you.
You need a light, I'd find a match.

Cuz I love the way you say good morning.
And you take me the way I am.

If you are chilly, here take my sweater.
Your head is aching, I'll make it better.

Cuz I love the way you call me baby.
And you take me the way I am.

I'd buy you Rogaine when you start losing all your hair.
Sew on patches to all you tear.

Cuz I love you more than I could ever promise.
And you take me the way I am.
You take me the way I am.
You take me the way I am.

I to jest wlasnie najwazniejsze, zeby kochac kogos dla niego samego, nie probowac zmieniac, nie krytykowac, brac go takiego jakim jest. I tak kocha mnie moj maz:) Ja sie staram, czasami mi to wychodzi a czasami nie, ale probuje byc lepsza, cierpliwsza, bardziej wyrozumiala, mniej egoistyczna, madrzejsza. I mysle sobie, ze milosc, ktora motywuje cie by byc lepszym to dobra milosc.
Mam taki moj ulubiony cytat, nawet nie wiem czyj, ale lubie go uzywac w odniesieniu do mnie i Wiesia:

"Kocham cie nie tylko za to, jaki jestes. Ale i za to jaka ja jestem kiedy jestem z toba"

Zycze wszystkim takiej wlasnie milosci - dobrej, wyrozumialej i cierpliwej, ktora zmnienia nas na lepsze i wyzwala w nas same najpiekniejsze cechy.

piątek, 8 lutego 2008

Mój ulubiony bratanek

Dzisiaj o moim bratanku Dawidku, ktory urodzil sie tylko 3 dni wczesniej od Mayci. Widzimy sie z nim praktycznie codziennie, bo bedac pod opieka babci, a mojej mamy, znajduje sie w zasiegu kamery komputerowej moich rodzicow. Zaluje bardzo ze nie mamy bezposredniego kontaktu, ale lepszy taki niz zaden.
Dawidek w przeciwienstwie do naszej Mayci zaczal mowic bardzo wczesnie i aktualnie sklada juz cale zdania. Jest bardzo rezolutnym malym chlopczykiem. I zdaje sie ze odziedziczyl talent komika po swoim ojcu - ktory nigdy nie jest powazny.
Oto pare smiesznych historii z zycia mojego bratanka, ktore udalo mi sie zebrac i zapisac:)

Polaczenie z Polska przez komputer. Siedzimy z Maycia przed ekranem monitora, Dawidek ,z babcia po drugiej stronie, pyta sie Mayci jakie odglosy robia rozne zwierzaczki: jak robi krowa? jak robi sowa? jak robi kura? itd Maycia odpowiada na kazde pytanie symulacja zwierzecego glosu. Trwa to jakis czas. W koncu Dawidek probuje zagiac Maycie i pyta?
- A jak robi jez? :)
***
Dawidek siedzi w autobusie z babcia w drodze do Pradziadkow. Na kolejnym przystanku ludzie wysiadaja i wsiadaja. Dawidek obserwuje cala sytuacje i podekscytowany mowi:
Ale ludziki!
***
Ciag dalszy wycieczki autobusowej, tym razem Dawidek siedzi na przystanku z babcia w oczekiwaniu na autobus. Podchodzi starszy pan i pyta sie Dawidka: A jak ty chlopczyku masz na imie?
A Dawid na to: Miglanc :)
(dla nie znajacych poznanskiej gwary informuje ze "miglanc" to lagodniejszy
odpowiednik lobuza:)
***
Polaczenie z Polska przez komputer. Babcia siedzi z Dawidkiem na kolanach narzekajac troche na smrod zalatujacy z dawidkowej pieluchy. Obydwoje podziwiaja rysujaca Maye, ktora tworzac swoje arcydziela podspiewuje sobie. Babcia chwali: Jak Maycia pieknie rysuje?!
Dawidek nagle tez czuje potrzebe pochwalenia sie czyms i mowi: A Dawid ma kupe!
***
Babcia podjezdza z Dawidkiem do kasy w supermarkecie. Dawid spoglada na kasjerke i mowi: Witam Pania!
***
Dawidek w kosciele slyszy wiernych spiewajacych "Alleluja!" po chwili glosno wtoruje: Ale jaja!!!
***
- Dawidku ile masz lat?
- 7 8 9
***
- Dawidku ile ty masz latek?
- Trzecia osiem
***
Dawidek zawsze na pytanie babci: Co ty jestes babuni? Odpowiada: Nunius, albo wnuczek. Maya na to samo pytanie odpowiada: lala. Dawidek kilkakrotnie slyszy jak babcia mowi do Mayci podczas laczenia przez komputer: moja laleczka. Jakis czas pozniej, babcia pyta sie Dawidka: Co ty jestes babuni? A Dawidek bez zajakniecia odpowiada: laleczka:)

Ciag dalszy pewnie nastapi bo Dawidek codziennie puszcza takie teksty ze usmiac sie mozna:)

czwartek, 31 stycznia 2008

Zdechlactwo pospolite

Dopadlo mnie koszmarne pospolite zdechlactwo, ktore wywolane zostalo przez nudnosci sflaczajace zupelnie wszystkie moje czlonki i mozg. Czasami zdarza sie zdechlactwo pospolite, ktore przywlecze sie niewiadomo skad i siedzi na plecach nie pozwala sie ruszyc. Tym razem siedzi mi na brzuchu i wiem dobrze skad sie przyczlapalo - mam jakies 756% pewnosci:) I tylko tak ufffam - ufff i wzdycham ciezko i nie mam na dobra sprawe nawet sily i ochoty zeby pisac to co w tej chwili pisze. I wkurzam sie tez bo nie jest ze mna wcale tak zle, nie wymiotuje, mdlosci nie sa az tak tragiczne ale to sfefranie calkowicie mnie opanowalo. Cale szczescie ze Maycia zasnela, pierwszy raz od kilku dni ma drzemke a ja mam troche czasu na oddawanie sie swojemu sflaczeniu. Przegladalam wlasnie blogi na internecie - robie to tylko jak jestem zdechla normalnie nie mam na to czasu - tyle rzeczy do zrobienia w domu, ale dzis sobie pozwolilam i jestem zazdrosna teraz. Zdajecie sobie sprawe ile ludzie maja czasu??? Nie dosyc ze pisza swoje blogi - niemalze codziennie maja jakas notke to jeszcze na zakladkach stercza im dziesiatki czyis blogow, ktore oni niby czytaja jak nie pisza swojego. Wow! Ja ledwo znajduje czas zeby cos skrobnac na swoim, gdyby nie Wiesiu nie bylo by w ogole tego naszego blogu - on go zalozyl, umieszcza zdjecia, wszystkie zmiany i udoskonalenia to jego zasluga. Ale inni dysponuja taka iloscia wolnego ze napisza, przeczytaja sobie o problemach i zyciu innych blogowiczow, umieszczaja jakies filmiki itd I na poczatku zszokowana pomyslalam ale maja dobrze, zazdroszcze. A potem zastanowilam sie czy rzeczywiscie mam czego...nie zamienilabym mojej Mayci na troche wiecej czasu dla siebie, nie jest mi wlasciwie zal ze gotuje codziennie obiad dla Wiesia. Nie mam klopotow z szefowa w pracy, nie mam problemow milosnych. Pamietam okresy w moim zyciu kiedy mialam czas i wiecie co to nie byly szczesliwe dla mnie momenty. Zazwyczaj czegos mi wtedy brakowalo - milosci albo przyjaciol dlatego mialam tyle czasu do dyspozycji:) Moze wiec brak wolnego to dobry znak...Znak ze w twoim zyciu dzieje sie cos waznego, cos co pochlania kazda minute. Nie wiem sama, faktem jest ze czasami dzien jest za krotki dla mnie, i frustruje sie bardzo bo mimo mych staran dom nie wyglada tak jakbym chciala zeby wygladal i mam wyrzuty sumienia ze nie bawie sie z Maycia tyle ile by chciala a raczej ile ona by chciala i zawsze jestem z czyms w tyle. A teraz bede miala jeszcze wieksze tyly z powodu tego zdechlactwa ciazowego.
Ale nic musze ruszyc tylek i posprzatac chociaz kuchnie. Ufff ufff. Przypomnial mi sie kawal. Bajka o ufo. Kto mi ufo niech idzie za mna:)
Aha czytalam tez o tym ze czyjas dieta ucierpiala dzisiaj przez te paczki i tlusty czwartek - nie narzekajcie! Ja ostatnio jadlam paczka we wrzesniu 2006 wiec nie grzeszcie tylko sie cieszcie:) Co ja bym dala zeby sobie jesc choc jednego polskiego paczka...mniam

wtorek, 29 stycznia 2008

Ciążowe przypadłości

Ufff zaczelo sie. Mdlosci oczywiscie i ogolne zdechlactwo z tym zwiazane:( Czesciej jestem glodna a jak jestem glodna to nudnosci sa jeszcze wieksze. Ale jak na razie - odpukac puk puk! - i tak sa mniejsze i mniej meczace niz w poprzedniej ciazy. Z Maycia czulam sie przez pierwsze 3 miesiace jakbym miala zaraz zwymiotowac. No i zmeczona bylam bardzo bo pracowalam wtedy.
Nie mam jeszcze zadnych wielkich zachcianek chociaz zrobilam juz raz na obiad kaszanke:) I podobnie jak w pierwszej ciazy mam wieksza ochote na mieso i wedliny niz na slodycze i ryby. Mam rybowstret:) Ale wlasciwie chodze po kuchni i sama nie wiem co bym zjadla.
Jak znacie jakis dobry sposob na ciazowe mdlosci to nie badzcie samolubne podzielcie sie ta informacja z potrzebujaca:)

środa, 23 stycznia 2008

Wspomnienia z dzieciństwa

Jak wiele zalezy od naszego dziecinstwa. Jak bardzo te pare lat determinuje nasze zycie i nasza osobowosc. Jak duzo jest nieszczesliwych ludzi, ktorzy nie potrafia ulozyc sobie zycia, bo zostali skrzywdzeni w przeszlosci. I co najwazniejsze jak dziwne figle plata nam nasza pamiec zachowujac dla nas tylko dobre albo tylko zle albo zupelnie dziwne wydarzenia z dziecinstwa. Niektorzy bardzo niewiele pamietaja - tak ja moj maz:) Najbardziej utkwil mu w pamieci wyjazd do Stanow z mama w wieku 4 lat - chyba dlatego ze zrobil na nim duze wrazenie. Poza tym nie ma zbyt wiele wspomnien. Zbieranie slimakow w ogrodzie, swojego psa, chec zakradniecia sie do pokoju starszej siostry. Ja pamietam bardzo duzo i czesto wracam do tych moich dzieciecych wspomnien. Pamietam jak mama stawiala mnie na naszej ogrodowej dlugiej lawce i pytala czy babcia dzis nas odwiedzi - bo ponoc potrafilam to przewidziec:) To chyba moje najwczesniejsze wspomnienie. Przez pierwsze lata mojego zycia mieszkalismy w malenskiej murowanej altanie na ogrodzie rodziny mojego ojca, w jednym pokoju z tycia lazienka i jeszcze mniejsza kuchnia - ktorej nawet nie mozna nazwac pomieszczeniem tylko mala wneka w scianie. Bez cieplej wody, z piecem kaflowym ale za to z mozliwoscia biegania po wielkim ogrodzie. Z tym miejscem zwiazane sa moje pierwsze dzieciece wspomnienia - na przyklad jak to chcialam zabawic braci i wymyslilam ze przestana plakac jak zobacza mnie hustajaca sie na lampie. Nie moge sobie przypomniec samego hustania, zanim lampa sie urwala, tylko wysilek jak wkladalam w przesuwanie stolu pod nia:) Pamietam jak zima w nocy po sniegu poszlam szukac rodzicow do sasiadow gdzie imprezowali:), jak uciekalam przed zastrzykiem chowajac sie za szklarnie, pamietam jak zrobilam dziure w kojcu blizniakow bo nie moglam w inny sposob wejsc do nich. Pamietam jak mama robila maslo w sloiku trzesac nim dlugo, i pamietam jak kiedys po deszczu ziemia tak ladnie pachniala ze zaczelam jesc piasek z naszej piaskownicy:) Wiem ze rodzicom bylo ciezko, 5cioro w jednym pokoju, zwlaszcza ze w ogole wtedy byly ciezkie czasy i mama codziennie stala w kolejkach po mleko modlac sie zeby je dostac. My, dzieci mielismy tam sporo frajdy. W ogole musze przyznac ze majac w domu braci nigdy sie nie nudzilam, zawsze mialam kogos do zabawy. Gralismy w przerozne gry, czesto wymyslone:) Najlepsza byla zabawa w tygrysa - Marcin chyba byl tygrysem, a my zwiewalismy z Lukaszem, raz skonczyla sie skasowaniem stolu w naszym pokoju:) Ogladalismy bajki na slajdach na przyslonietej przescieradlem szafie, uwielbialam je. Jak nie mialam co robic to gralam w bracmi w noge, w palanta. Oni ze mna grali w korale itd. Byly tez klotnie i bijatyki oczywiscie, ale mimo wszystko nasze dziecinstwo wspominam milo. Nie mielismy duzo zabawek, ja tylko jedna lalke, zadnej barbi, zero lego, ale jakos strasznie nie ubolewalismy nad tym. Wszystkim musialam sie dzielic z bracmi, nawet pokojem:), mama kupowala wszystko potrojnie, nikt nie byl wyrozniany. Raz jeczalam ze nie mam siostry i Marcin w przyplywie wspolczucia przebral sie za dziewczynke i oswiadczyl ze w takim razie on bedzie moja siostra:) Lukasz oddal mi swoj komunijny rower bo moj juz wygladal jak wrak tak byl wyekspoloatowny przez cala nasza trojke.
Ciesze sie ze nie bylam jedynaczka, pewnie bylabym teraz zupelnie inna osoba. Ciesze sie tez ze Maycia nie bedzie naszym jedynym dzieckiem, bedzie miala towarzystwo do zabawy:) Mam nadzieje ze bedzie zawsze wspominala swoje dziecinstwo z usmiechem na twarzy. I nie bedzie miala tak szalonych pomyslow jak jej matka:)

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Nowinki Świeżynki

Mam baaardzo swiezutenkie nowinki:) A mianowicie nasza Maycia doczeka sie niedlugo rodzenstwa!!! Jestesmy w ciazy!!!
I nie bede w tej swojej ciazy osamotniona, bo okazalo sie ze Aneta - kolezanka z Naples jest rowniez dokladnie tak samo jak ja w stanie odmiennym:)
Nagle procz corki Beaty na swiat przyjda w tym samym roku takze nasze dzieci - niezly baby boom nam sie zrobil:)
Zapowiada sie meczace lato i ciekawy wrzesien w tym roku:)
Oto zdjecia z Baby Shower, ktory wraz z Aneta i Vicki zorganizowalysmy dla Beaty. Impreza obfitowala w niespodzianki - zaczelo sie od jednej ciezarnej a pod koniec party byly juz trzy panie w stanie blogoslawionym:))))

wtorek, 8 stycznia 2008

Rozmówki polsko-angielsko-mayciowe

Wlasnie skonczylam robic liste slow, ktore Maycia opanowala dotychczas - na prosbe pani doktor bo zalilam jej sie ostatnio ze Maya jest troche w tyle za swoimi rowiesnikami jesli chodzi o mowienie. I wlasciwie juz przestalam sie martwic bo Maya ostatnio zaczela szybko uczyc sie nowych slowek, ale zrobilam ta liste tak na wszelki wypadek i dla siebie glownie. Tak wiec lista opiewa na razie na 55 slow - pisze na razie bo kazdego dnia nasza smerfetka uczy sie czegos nowego. I ku mojej radosci mimo wszystko wiekszosc tego slownictwa nauczylismy jej sami w jezyku polskim - to jest 35 slow z tych 55:) Co prawda wiekszosc to nazwy czlonkow rodziny i imiona, ale to my jej te wyrazy powtarzalismy az zaczela sama to robic. Reszta to angielski, ktory moje dziecko lyka w takim tempie ze az mnie to przeraza. Nie sadzilam, ze jest taka sprytna i slowa, ktore sa trudniejsze w jezyku polskim lub sprawiaja akurat jej jakas trudnosc zastapi sobie angielskimi odpowiednikami. Bo moja corka jeszcze nigdy nie wypowiedziala slowa "pilka" chociaz dobrze zna jego znaczenie, od kilku miesiecy juz uzywa slowka "ball" jak i rowniez: book, sheep, bird, ostatnio cow, cookies itd
W ogole myslalam ze dziecko majace do czynienia z dwoma jezykami jest troche zdezorientowane na poczatku ale potem uczy sie tego jezyka ktorym operuja jej rodzice, nic bardziej mylnego - mam coraz wyrazniejsze wrazenie ze nasza corka uczy sie obydwu jezykow naraz. Zauwazam juz ze coraz wiecej rozumie z angielskiego.
Kuzyn Mayci w Polsce bedac w tym samym wieku uklada juz zdania, Maya jest nieco w tyle ale zaczyna go gonic:) Widac a raczej slychac po niej - bo sie nie zamyka ostatnio:) ze bardzo ale to bardzo chce juz mowic i probuje sie z nami dogadac w kazdy mozliwy sposob. Jesli nie zna odpowiedniego slowa uzywa na przyklad imitacji odglosu wydawanego przez zwierzaka, ktorego chce - pies to hau, kot to miau :) Nie sa obce jej skroty, o nie:) Nasza spryciulka nie bedzie sie wysilac jesli wiadomo ze ciu to piciu a mo to nic innego jak elmo. Kaka to kaczka oczywiscie, asc to jesc, a dle to chce - tak tak Maycia ma swoj wlasny pomysl na artykuowanie pewnych slow. Jest tez jeden wyraz ktory ma wiele znaczen i za kazdym razem musimy sie sami domyslac o ktore z nich jej chodzi:) A mianowicie "puta" to moze byc pupa, albo powiadomienie o puszczeniu baka, lub zrobieniu kupy albo jeszcze o checi przewiniecia sie ze wzgledu na pelna pieluche. Puta moze byc wypowiedziana z wielkim rozzaleniem wtedy wiadomo ze siku przecieklo - ostatnio kazdego ranka prawie ma to miejsce i Maycia jest bardzo zdegustowana tym zajsciem.
Niektore slowa mowi tak nie wyraznie, ze wlasciwie tylko my wiemy co chce przekazac. Najbardziej frustrujace i dla nas i dla niej sa momenty gdy nie mozemy jej za chiny zrozumiec bo uzywa swojego wlasnego jezyka i patrzy na nas tymi wielkimi oczyma z takim rozzaleniem jakby chciala dodac: no przeciez gadam po ludzku chyba? I rzeczywiscie uzywa jakis konkretnych slow, ktorych nie jestem w stanie nawet powtorzyc i nie mam pojecia co to za dialekt a dziecko czeka ze zniecierpliwieniem bo powiedzialo mi przeciez co chce jasno i wyraznie:)
Najszybciej opanowywuje imiona postaci ze swoich bajek - Dora, Tasha, Maks, Pablo, Diego i Elmo, Bert, Zoe itd:)W ogole telewizja nauczyla ja najwiecej angielskiego, dlatego ostatnio staram sie jej puszczac tylko polskie bajki. Ale co mam zrobic jak prosi o swojego ukochanego Elmo? Powiedziec nie dzis bedziesz ogladala tylko Misia Uszatka bo on mowi po polsku...Nie moge jej odseparowac od jezyka urzedowego kraju w ktorym sie urodzila:)
Z niecierpliwoscia czekam na moment kiedy bede mogla naprawde sobie z nia pogadac, bo bedzie chyba bardzo rezolutna dziewczynka. I bedzie dwujezyczna i na pewno bedzie lubila spiewac bo ostatnio uwielbia to robic i wciaz wyspiewuje nam swoje orginalne bardzo arie, najbardziej popularna to muny, muny, munyyyy, muny itd :)

czwartek, 3 stycznia 2008

Nasza-Klasa.pl

Na pewno slyszeliscie juz o wyzej wspomnianej stronce, moze nawet bierzecie juz udzial w tej calej zabawie? My tez:) Od niedawna, bo wczesniej olewalismy temat. Prawda jest taka ze dopoki nie wejdziesz nie kumasz o co caly ten halas. Ale jak sie zalogujesz i zaczniesz odnajdywac ludzi ze swojej przeszlosci to nie mozesz sie oderwac. Dla nas - i pewnie wielu innych emigrantow, ktorzy nie maja w ogole zadnej szansy by spotkac kiedykolwiek na ulicy, w sklepie - gdziekolwiek:) swoich dawnych znajomych ze szkolnej lawy czy podworka to cos niesamowitego, jak powrot do przeszlosci. Jakby ktos podarowal nam czarodziejska rozdzke, ktora odnajduje nam przyjaciol:) Wspaniale jest zobaczyc znajome twarze, odzyskac kontakt z ludzmi z naszej zamierzchlej przeszlosci, zobaczyc jak sie zmienili, co porabiaja, podziwiac ich pociechy:)
My mamy z tej strony wiele radosci i traktujemy ja jako rozrywke:) i wspaniala pomoc w odszukiwaniu przyjaciol i znajomych a nawet czesto rodziny, z ktora utracilismy kontakt.
Ale zauwazylam ze wielu uzytkownikom wydaje sie ze startuja w jakims konkursie pod haslem: kto nazbiera najwieksza ilosc znajomych:) Objawia sie to w ten sposob ze zapraszaja do swojej "grupy znajomych" kazdego, z kim kiedykolwiek mieli w ogole do czynienia - nawet jesli owa "znajomosc" polegala na kiwnieciu sobie glowa ze dwa razy:) Nie wspominajac juz o tym ze na tym "zaproszeniu" sie konczy - jestes dodany do jego grupy i o to tylko chodzi, zapraszajacego nie obchodzi co u ciebie.
Smieszy mnie rowniez czesc zdjec publikowanych przez zalogowanych,ale nie mowie tu o tych zdjeciach przedstawiajacych dzieci i rodzine - bo chwalic sie swoja rodzina, mezem, dziecmi to nie grzech. Milo jest obejrzec malenstwa swoich przyjaciol, podziwiac fotki calej szczesliwej rodzinki. To co mnie smieszy to fakt ze wiekszosc ludzi umieszcza zdjecia ze swoich podrozy zagranicznych - koniecznie podpisane, zeby kazdy ogladajacy wiedzial gdzie spedzalo sie wakacje. Nie wiem czy w domu zdjec w Polsce sie nie robi, krajowe zdjecia sa bowiem rzadkoscia:) Najbardziej idiotyczne jest to ze te wakacyjne zdjecia zazwyczaj przedstawiaja krajobraz danego miejsca - osobe, ktora chcemy zobaczyc niewiele widac zazwyczaj:) Ja wiem, ze podroze zagraniczne byly zawsze bardzo popularne w Polsce, byly i sa jak widac chyba jakims wskaznikiem statusu spolecznego - jezdzisz bo cie na to stac najwidoczniej. I super jest, coraz wiecej ludzi jak widac stac na zagraniczne wojaze i kazdy chce sie pochwalic.
To takie moje male spostrzezenia, niezaleznie od nich i tak jestem czesta bywalczynia tej stronki i uwazam ze jest super:) Polecam!

poniedziałek, 31 grudnia 2007

Dwa lata z Maycią

Juz dwa lata uplynely od urodzenia naszej Mayci! Nie moge wprost uwierzyc ze ten maly robaczek, ktorego urodzilam nie az tak dawno, biega teraz jak szalony, spiewa nam swoje arie, tancuje jak baletnica, rojbruje i wykrzykuje z radoscia nowe slowka, ktorych sie nauczyla. Jeszcze tak niedawno bylam w ciazy i nie moglam sie doczekac kiedy ja ujrze...a tu juz dwa latka smignely.
Pamietam jak po raz pierwszy poczulam jej ruchy w brzuchu - tak jakby mnie ktos paluszkiem pogilal od wewnatrz:) I pamietam jak dzis to uczucie nieziemnskiej wprost radosci, dumy, szczescia nie do opisania kiedy wreszcie ja zobaczylam i moglam przytulic. Nie zapomne tez uczucia paniki i niesamowitego strachu gdy podczas pierwszej nocy w domu Maya kichnela pare razy - od razu przyszlo mi do glowy ze na pewno sie przeziebila, dostanie zapalenia pluc itd - po prostu totalne spanikowanie i przewrazliwienie:) Przejmowalam sie opieka nad nia tak bardzo ze az z tego zamartwiania sie wpadlam w lekka depresje poporodowa:( Ale wszystkie moje smutki rozwiewalo zawsze tylko jedno spojrzenie na moje malenstwo.
Pamietam gdy zobaczylam pierwszy zabek i jej pierwsze kroki kiedy to siedzac na pufie Maycia obeszla mnie nagle wokolo - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu.
Ale niczego nie przebije moment gdy twoje dziecko po raz pierwszy same obejmie cie i przytuli.
Te dwa lata byly cudowne, pelne ogromnych wrazen, bo wszystko ogladalismy i podziwialismy na nowo, z Maycia, jej oczyma. Byly rowniez wyrzeczenia, stresy, nerwy, zmeczenie, niewyspanie ale to bardzo maly koszt, ktory zaplacilismy za swoj wlasny cud, za nasze male dwuletnie juz szczescie:)
Pozdrawiam wszystkich czytajacych nasz blog rodzicow, bo na pewno przezywaja to samo i tak samo jak my moga godzinami patrzec na swoje dziecko, a jego kazdy usmiech wlewa cieplo i milosc do ich serc, tak jak Maycia do naszych:)
Ponizej pare fotek z Mayci urodzin i naszych swiat.
Zycze wszystkim szczeliwego nowego roku!

niedziela, 9 grudnia 2007

Moja refleksja

Ostatnia komentatorka z mojego poprzedniego post'u zarzucila mi ze za malo na moim blogu jest refleksji. Oto jedna z nich a wlasciwie zapytanie: skad tyle jadu w ludziach???? Czy to jest jakas zawisc czy po prostu zlosc na swoje wlasne szare zycie czy moze tylko chec zeby komus dosrac bo wydaje sie zbyt szczesliwy???
Ja dobrze rozumiem ze nie kazdemu moze sie moj blog podobac, nie o to mi chodzi, nie po to go prowadze. Ciekawi mnie dlaczego ktos komu sie ta moja pisanina nie podoba i uwaza ze jestem taka pusta czyta i oglada mimo wszystko tylko po to by potem przy pierwszej mozliwej okazji obrzucic mnie blotem i obrazic? Czy to daje tej osobie jakas satysfakcje? I nie dotyczy to tej jednej komentatorki lub komentatora, bo takie przypadki zdarzaly sie w przeszlosci. Nie wiem, ja uwazam to za troche dziwne, bo tez sama odwiedzam czasami inne blogi i niektore mi sie podobaja a niektore nie i nie komentuje wtedy zlosliwie co mi sie nie podoba tylko opuszczam strone.
I nie pisze o tym dlatego ze mnie to tak dotknelo, bo osoba ktora pisze cos takiego najwyrazniej mnie nie zna i nie ma zadnego pojecia o moim zyciu. Wlasciwie to nawet troche mnie to smieszy, moich bliskich tez, kiedy czytamy te jadowite komentarze. Ciekawi mnie co sklania ludzi do takiego obrzucania innych wyzwiskami? Dlaczego tak im przeszkadza czyjs blog i czyjas osoba ze czuja sie zobowiazani do skrytykowania?
I nie przecze ze kazdy ma swoja opinie i moze ja wyrazac, nikomu tego nie bronie - tylko po co ja wyrazac? Czy to tak fajnie komus dopiec?
Nie wiem moze ja rzeczywiscie jestem strasznie cukierkowa bo ja nie znalazlabym w tym przyjemnosci - przynajmniej osobie ktora nie zrobila mi nic zlego.
Zastanawia mnie takie zachowanie, a wy co o tym sadzicie?

wtorek, 4 grudnia 2007

Zmienność Asiulka

Ponoc kobieta zmienna jest. Nie wiem czy kazda, ja z pewnoscia:) Najbardziej chyba uwielbiam zmieniac fryzury, kolory wlosow - chocby tylko o ton i ubolewam bardzo ze nie moge robic tego czesciej. Ale niestety wlosy mi nie odrastaja tak szybko jakbym chciala i nie chce maltretowac swojej czupryny farbami zbyt czesto i do tego jeszcze moj maz i reszta znajomych twierdzi ze w blondzie mi najlepiej. Zazdroszcze wiec po cichu aktorkom, ktore zmieniaja swoj wizerunek tak czesto. Probuje zmieniac uczesania, nigdy nie maluje sie dwa razy tak samo, nie przywiazuje sie do kosmetykow bo za bardzo mnie swierzbi zeby wyprobowac cos nowego, mam zawsze kilka szamponow by miec jakis wybor i tlumacze sobie ze wlosy tego bardzo potrzebuja:) Gdyby ktos mi kazal uzywac tylko jednej torebki to zaplakalabym sie chyba na smierc. Podobnie z ciuchami - kupuje wciaz nowe nie dlatego ze mam pusta szafe i chce byc tak bardzo na topie tylko dlatego ze lubie miec cos nowego.
Jako gospodyni poszukuje wciaz nowych przepisow, nudzi mnie przygotowywanie i jedzenie tego samego, bym byla zainteresowana gotowaniem potrzebuje odkrywania nowosci kulinarnych. Nie uzywam caly czas tego samego proszku do prania czy plynu do mycia naczyn, wrecz przeciwnie idac do sklepu na zakupy poszukuje innych opcji. Nie potrafie sie nawet trzymac przez dluzszy okres czegos co sie juz sprawdzilo. Nawet Wiesiowi kupuje kolejne perfumy, zele do kapieli i koszule, bo denerwuje mnie jak ubiera sie ciagle w to samo - ja nie potrafie zrozumiec takiego zachowania:)
Jedyne czego nie zmieniam to umeblowania w domu, zmieniam tylko niewielkie dekoracje - ramki na zdjecia glownie:) Lubie wyjezdzac, zwiedzac, odkrywac nowe miejsca, jezdzic w odwiedziny, na wycieczki. Nie straszne mi pakowanie, wlasciwie bardzo lubie przygotowywac sie do wyjazdow. Nie straszny byl mi nawet wyjazd do Stanow - nie rozumialam za bardzo przerazenia moich bliskich i znajomych.
Nie wstydze sie tez zmieniac zdania choc nie jestem choragiewka na wietrze, ale zawsze sobie powtarzam ze tylko krowa nie zmienia zdania:). Staram sie nie naduzywac slow "nigdy" i "zawsze". Z doswiadczenia wiem, ze wszystko w zyciu jest mozliwe i jestem osoba omylna, czasami trzeba zrewidowac swoje poglady, kogos przeprosic, albo przyznac komus racje. Nie potrafie nawet sluchac tych samych piosenek na moim ipod - co jakis czas zmieniam sobie w nim repertuar.
Ale mimo, ze na drugie mam Zmiennosc, to jednak bardzo przywiazuje sie do ludzi, i niestety rzeczy - kiedys nie potrafilam przebolec zgubionej ulubionej spinki do wlosow:) I pewne rzeczy nigdy sie nie zmienia - moje uczucia sa stale, jesli kocham to kocham i nie poszukuje nowych obiektow westchnien, nie lubie horrorow, wezy, gotowanego mleka, szpinaku i watrobki i to sie juz chyba nie zmieni.
A pisze o tym wszystkim bo znowu czuje potrzebe zmian, wybieram sie do fryzjera i zastanawiam co moge zrobic ze swoimi piorkami zeby sie zmienic choc troszke i nie zdenerwowac za bardzo swojego meza:)

niedziela, 2 grudnia 2007

Raport

Czas na podsumowanie wizyty mojej mamy, ktora juz niestety nas opuscila i wrocila do Polski:( Te jej odwiedziny minely nam bardzo szybko, troszke za szybko:( Ale Mayci udalo sie spedzic troche czasu z babunia a nam "wykorzystac" obecnosc babci i pozalatwiac pare spraw.
Maycia miala duzo uciechy z przyjazdu babci, na poczatku nie mogla chyba uwierzyc, ze ta babcia z ekranu komputera stoi przed nia i mozna sie z nia bawic i co najfajniejsze popisywac sie przed nia. Po jakims czasie niestety Maycia chyba stwierdzila ze wieksza widownia wymaga lepszego przestawienia i zaczela odstawiac nam straszne ataki zlosci i histerii. Byc moze przyjazd mojej mamy zbiegl sie w czasie z pierwszymi probami przeforsowania swojej woli i okazania swoich uczuc, frustracji, zlosci oraz niezadowolenia...? Babcia patrzyla na te wybryki z przerazeniem a ja mimo zmeczenia wrzaskami i placzem staralam sie je ignorowac. Chyba troche poskutkowalo, bo Maycia jak na razie (odpukac) zaprzestala tego procederu.
Babcia byla swiadkiem rowniez innych, bardziej pozytywnych, postepow naszej Smerfetki poczynionych w komunikowaniu sie. Nie wiem czy przyszedl na to po prostu czas czy tez obecnosc babci zdopingowala Maycie. Faktem jest ze na naszym pierwszym wspolnym spacerze Maycia jak gdyby nigdy nic powtorzyla za babcia: kij, a potem mis itd:) Poza tym nagle sie okazalo, ze nasza maluda dokladnie wie gdzie mieszka i w razie czego pokaze babci i zaprowadzi ja prosto pod swoj domek. Niestety wyszlo rowniez na jaw, ze babcia jest tylko babcia, a najwazniejsza jest mama i czesto gesto bez mamy ani rusz. Babcia mamy nie zastapi i mamy nie moze wyreczyc:( Tak to jest jak sie jest z dzieckiem 24/7
No ale jak juz wspomnialam nie tylko Maycia skorzystala z odwiedzin mojej mamy. Udalo mi sie nareszcie zmienic nazwisko w papierach:) Zlozylismy z Wiesiem wizyte okuliscie, zawiezlismy samochod Wiesia do mechanika na podrasowanie w celu sprzedazy tegoz wyeksploatowanego pojazdu, co w koncu zaowocowalo dlugo oczekiwana zmiana samochodu na wiekszy:) Wymknelismy sie nawet raz do kina, i na romantyczny wieczor we dwoje. Poza tym dzieki Mulcie nie prasowalam w ogole!!! w zeszlym miesiacy, niewiele tez zmywalam, kuchnia lsnila non-stop:) i mialam wiele okazji by samotnie zrobic zakupy:) Fajnie bylo miec pomoc przy sprzataniu, organizowaniu Swieta Dziekczynienia i przy opiece nad Maycia. Mama towarzyszyla nam na wszystkich zajeciach, w ktorych bierzemy udzial, spacerach, wyjazdach. Zabralismy ja na pare wycieczek i raczylismy ja wszystkimi najlepszymi daniami jakie potrafie przyrzadzic.
Wspaniale bylo ja goscic i ciesze sie strasznie, ze wpadlam na ten pomysl przy prasowaniu - moze to prasowanie wcale nie jest az takie koszmarne...:)
Niezbyt fajnie bylo ja jednak zegnac na lotnisku:( Zwlaszcza, ze nie wiemy kiedy dokladnie sie znowu zobaczymy - procz ekranu komputera oczywiscie. To jest bardzo dolujace:( I to mi troche psuje swiateczny nastroj, bo nie spedzalam z moja rodzina swiat juz od 5ciu lat i nie wiem nawet czy w przyszlym roku nam sie to uda...
Ehh, nie moge o tym pisac i myslec bo zaraz placze taka jestem steskniona:(
Ale coz nie powinnam sie rozczulac nad soba, nie jestem sama, mam meza i corcie, tyle ze w Boze Narodzenie teskni sie jeszcze bardziej niz zwykle i bardziej przezywa sie rozlake z rodzina.
Pozdrawiam wszystkich emigrantow, ktorzy nie jada do domu rodzinnego na Swieta!

środa, 7 listopada 2007

Ruszyło się!

Spiesze wam doniesc o najnowszych osiagnieciach naszej Mayci. Jestem nimi strasznie podekscytowana. A mianowicie nasza slicznotka zaczela wreszcie probowac powtarzac wyrazy:) Wyglada na to, ze obecnosc babci z Polski wplynela dobroczynnie na rozwoj naszej latorosli, bo wraz z przyjadem babuni Maya nabrala checi na mowienie w naszym jezyku. Moze doszla do wniosku ze gadaniem po hebrajsku nic nie wskora...
Oczywiscie na pierwszy ogien poszla ulubiona zabawka Mayci - Elmo, ktory w jej wykonaniu brzmi jak Melmo ale wreszcie brzmi jakos!!! Potem Maycia powtorzyla kij, ciocia, nic, a dzisiaj przed chwila powiedziala Max - tak ma na imie jedna z bajkowych postaci jak i rowniez jej kuzyn.
Tak wiec ruszylo sie!!! I ekscytujemy sie kazdym jej nowym slowkiem jak szaleni:)